Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem

<< < (35/41) > >>

Marduk Draven:
Marduk schował otrzepał miecz z nadmiaru krwi, która została na jego czarnej jak smoła klinga. Nie było dzięki temu widać sctricte czerwieni, a kolor brąz. Anioł spojrzał w stronę drzwi. Podszedł kilka kroków w ich stronę. Jego szósty zmysł, intuicja nieprzyjemnie drażniła w okolicy skroni. To samo z resztą odczuwała Patty. Wielki Mistrz zbliżył się jeszcze bliżej do drzwi i tknął je mieczem, samym sztychem. Klinga przeszła przez nie na wylot, jakby był to duch.
- Iluzja magiczna - mruknął. - Puść przez nią błysk, nie wiadomo co się za nią czai. Wtedy ruszymy przez nią.

Patty:
Anielica skinęła jedynie głową i zebrała nieco energii magicznej, gromadząc ją wyciągniętej dłoni.
- Aenye! - wymówiła inkantację, posyłając przed siebie falę oślepiającego światła, po czym wkroczyła w iluzję, dzierżąc w ręce zakrwawiony miecz. Rozejrzała się czujnie, gotowa do walki.

Quinn:

--- Cytat: Quinn w 06 Listopad 2019, 10:13:42 ---Zakuty w zbroję dracon mordował z godną podziwu szybkością, ledwie elf zdążył spojrzeć a większa część przeciwników padła. Korzystając z zamieszania ponownie napiął łuk i wziął na cel bandytę, posyłając strzałę prosto w jego pierś, momentalnie powalając go na ziemię. Sięgnął po drugą strzałę, patrząc jednocześnie jak kolejny bandyta idzie prosto na niego, wespół z towarzyszem, kompletnie ignorując Torsteina, poniekąd słusznie uznając Quinna za łatwiejszy cel. Elf nie zamierzał im ułatwiać, cofnął się dwa kroki, zyskując nieco na czasie i posłał strzałę w nogę pierwszego wroga, ten stęknął głucho i padł na kolana, a Quinn ponownie napiął łuk, czuł jak szorstki sznur cięciwy dotyka lekko skóry i strzelił prosto w łeb powalonego przeciwnika. Na ostatniego nie miał już czasu ponownie napinać łuku, bandyta był tuż przed nim, elf zanurkował w uniku i sięgnął jednocześnie po topór, sparował kolejne uderzenie i trzasnął wroga łukiem przez twarz, po czym poprawił raz jeszcze, tym razem toporem. Ranny mężczyzna zawył z bólu gdy mosiężne ostrze rozorało mu twarz, a Quinn zamachnął się niczym rasowy drwal i mocnym uderzeniem w kark powalił wroga na ziemię, zabijając go.

-3 strzały
1x bandyta

--- Koniec cytatu ---

Widząc że ranny Torstein cofnął się lekko, elf ruszył do starcia z ostatnim bandytą. Sięgnął po wardynę, nie czuł się jeszcze na tyle kompetentnym wojownikiem by pewnie walczyć z użyciem topora, na krótkim dystansie. Długie drzewce zapewniały mu odpowiednią odległość, z której mógł ranić przeciwnika. Tak było i tym razem, Quinn zakręcił wardyną, starając się zmylić bandytę, ten nie dał się złapać na tę bądź co bądź prostą sztuczkę i zaatakował szybkim wypadem w przód, markując pchnięcie i przechodząc w cięcie z góry, elf przeszedł w bok i zasłonił się, ostrze bandyty ześlizgnęło się po żelazie, krzesząc iskry. Quinn odepchnął mocno przeciwnika i ciął mocno, młynkując wściekle. Wróg cofnął się, nie dając ranić, elf wykorzystał nagłą przewagę i natarł wściekle, zręcznie balansując długą bronią zbił paradę bandyty i ciął mocno, z dołu, prosto przez twarz. Bandzior zawył, raniony, a elf doskoczył, sztychem wbijając ostrze wardyny niczym włócznię, prosto w brzuch. Skręcił ramiona, powiększając ranę i wyrwał broń, obrócił ją i ciął po raz ostatni, przez gardło. Człowiek zabulgotał niczym indor, z rozrąbanej krtani buchnęła struga krwi. Chwilę później był już martwy. Quinn odetchnął głęboko i podszedł do Torsteina.
- Wszystko w porządku? Jak mocno jesteś ranny? - zapytał.

Narrator:

--- Cytat: Patty w 10 Styczeń 2020, 21:29:25 ---Anielica skinęła jedynie głową i zebrała nieco energii magicznej, gromadząc ją wyciągniętej dłoni.
- Aenye! - wymówiła inkantację, posyłając przed siebie falę oślepiającego światła, po czym wkroczyła w iluzję, dzierżąc w ręce zakrwawiony miecz. Rozejrzała się czujnie, gotowa do walki.

--- Koniec cytatu ---

Za Patricią wszedł również i Marduk. Oboje znalazlusię w sali rysującej się w okrągły kształt. Wspierana była kolumnami ustawionymi w ten sam kształt, w jakim zbudowana była hala. Powietrze było ciężkie, duszne. Morowe, czuć było tu śmierć. Śmierć zalęgłą od dawna, co najmniej kilkunastu lat. Na podłodze wyrysowany był heksagram, w centrum którego znajdował się ołtarz, lub też coś na jego kształt. Na nim zaś, na specjalnie przeznaczonych do tego uchwytach spoczywał miecz. U stóp ołtarza zaś leżało ciało w pełnej płytowej zbroi. Coś majaczyło nad ołtarzem oraz ciałem. Ludzki kształt w barwie błękitu. Rozmazany. Nieuchwytny. Przeźroczysty.
Po obu stronach ołtarza stały zaś dwie rogate postacie w zbrojach. Każda uzbrojona w dwuręczny miecz i topór. Każda ogromnej i potężnej postury.
- To o nich ostrzegał Mistrz! - syknęła jedna z postaci.
- Więc przynieśmy mu ich resztki -dodał drugi.

Obie figury zaczęły się powoli zbliżać do aniołów. Pancerze wyglądały strasznie i majestatycznie zarazem. Oczy bestii lśniły czerwonym blaskiem.

2x Elitarny Orkstein

Patty:
Zwaliste, zakute w zbroje potwory budziły w anielicy dziwną, lecz niezwykle intensywną odrazę, nienawiść niemalże. W walce panowała nad sobą idealnie, niczym nie dała poznać po sobie uczuć które budziły w niej, spokojnym krokiem, chrzęszcząc nieco wysłużoną już płytową zbroją stanęła naprzeciw jednego z orksteinów. Dobyła miecza, czarna ruda gładko wysunęła się z pochwy, anielica przyjęła podstawową pozycję szermierczą. W porę, bestia zaatakowała nagle, w jednym momencie góra stali i mięśni stojąca przed nią tkwiła nieruchomo, w drugiej była już tuż przy niej, atakując wściekle toporem i mieczem jednocześnie. Patty nie parowała uderzeń, zdążyła się już wcześniej przekonać że mutant wielokrotnie przewyższa ją siłą, wywinęła się zręcznym unikiem w bok, lekką fintą zbiła uderzenie miecza, momentalnie przeszła do kontrataku, wyprowadzając pewny, mocny sztych pomiędzy łączenia zbroi. Orkstein ubiegł ją jednak, zawinął z zadziwiającą lekkością potężnym toporem i odtrącił czarne ostrze anielicy, jednocześnie tnąc na odlew mieczem. Patty cofnęła się w ostatniej chwili, czubek wrażego miecza przejechał jej po napierśniku, zostawiając głęboką rysę. Nie widząc wyjścia anielica ponownie przeszła do kontrataku, nurkując pod uderzeniem topora, słysząc jak srebrna głowica przechodzi na centymetry od jej hełmu, ramieniem zasłoniła się cięciem miecza, kości zatrzeszczały pod wpływem uderzenia, zapewniając jej jednak krótkie otwarcie w obronie przeciwnika. Orkstein nie zdążył ponownie uderzyć toporem, anielica doskoczyła do niego i łapiąc miecz wpół ostrza pchnęła mocno, trafiając w szczelinę pancerza, sztych wszedł pewnie, zgrzytając przeraźliwie o zbroję, spod blach wysączyło się nieco zgniłej posoki potwora. Miecz zaklinował się, anielica warknęła głucho i pociągnęła za rękojeść jednocześnie rękami i telekinezą, wyrywając broń z rany. Przemieściła się natychmiast, unikając zamaszystego uderzenia i wyszarpnęła zza pasa pistolet, celując prosto w kolano stwora. Strzeliła praktycznie z przyłożenia, kula z czarnej rudy z hukiem opuściła lufę, zbroja poddała się bez walki, pocisk anielicy strzaskał staw potwora. Patty doskoczyła, atakując kolejnym sztychem, prosto w osłabioną część ciała orksteina. Wątpiła by nieumarły czuł jakikolwiek ból, ale na zrujnowanej nodze nie będzie mógł się oprzeć. Wbiła miecz prosto w ranę, z rozmachem, od razu skręcając ostrze, rozrąbując resztkę stawu i rozdzielając nogę na dwie części. Mutant zwalił się na ziemię, a Patty przeszła obok, unikając niemrawych uderzeń miecza, z poziomu ziemi przeciwnik nie mógł za wiele zrobić. Anielica stanęła nad wrogiem i jednym, potężnym uderzeniem znad głowy przerąbała hełm i czaszkę potwora na dwie części, siła ciosu niemal ją obróciła, kobieta spokojnie cofnęła się i uderzyła ponownie, dla pewności, doszczętnie niszcząc czaszkę bestii.

1x elitarny orkstein


Tracę 1 nabój
14 - 1 = 13

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej