Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem

<< < (31/41) > >>

Patty:
Pięknie, więcej tych mutantów, pomyślała anielica i złożyła notatkę na dwie części i podeszła do Gascadena.
- Co tam znalazłeś?

Quinn:
Korzystając z ochrony zapewnianej przez masywnego dracona Quinn poderwał gwałtownie drzewce, napinając jednocześnie cięciwę. Odetchnął i wychylił się zza swojego towarzysza, biorąc na cel pierwszego z kuszników. Swobodnie puścił cięciwę, sznur smagnął go po chronionym karwaszem przedramieniu, a strzała pomknęła do przodu. Elf momentalnie schował się za Torsteina i sięgnął po drugą strzałę, kątem oka obserwując jak poprzednia wbija się w gardło kusznika, powalając go na ziemię. Quinn nie tracąc czasu ponownie napiął łuk i wychylił się, biorąc kolejnego kusznika za cel. Tym razem trafił prosto w pierś, bandyta stęknął głucho, patrząc na pierzaste lotki sterczące z jego klatki piersiowej i padł na kolana, zalewając się krwią. Elf cofnął się lekko i naszykował kolejna strzałę.

- 2 strzały

1x bandyta kusznik
9x bandyta

Torstein Lothbrok:
Podczas gdy elf szył z łuku zza bezpiecznej osłony, jaką był wielki czarny dracon, bandyci nie próżnowali i znacznie zbliżyli się do stojącej w drzwiach pary wojowników. Torstein wyruszył im na spotkanie, ścierając się od razu z grupą trzech mężczyzn. Każdy walczył mieczem, każda klinga momentalnie spadła na puklerz wikinga-smoka. Warcząc wściekle z wysiłku, który mimo siły wojownika dalej był potrzebny, odepchnął od siebie przeciwników jednym, solidnym ruchem z tarczą. W ciągu sekundy trzech przeciwników na raz straciło równowagę, co też smok chciał wykorzystać. Musiał. Czarne ostrze cięło po raz pierwszy. Klinga rozcięła szyję zbira, po czym poszła dalej, niżej przez mostek, mieląc organy wewnętrzne jak papkę. Zbir ryknął i zwalił się na ziemię. Zaraz po tym, dracon zaatakował znowu. Grabarz ciął jak zawsze wyśmienicie, czysto dekapitując bandytę. Trzecie chlaśnięcie spadło na bark kolejnego wroga i przeszło po skosie, tnąc przez żebra i płuco. Torstein nie miał czas, by wyjąc miecz, który utknął w kościach, tak więc zostawił go i dobył sztyletu. Mithril nie ciął tak dobrze jak czarna ruda, ale na dobycie topora i rzucenie puklerza nie było czasu.
Natarł na niego kolejny bandyta, najpewniej rozgniewany śmiercią kompanów. Ciął wściekle, uderzając raz za razem mieczem, na co wiking pozwolił mu, osłaniając się puklerzem, który trzymał blisko. W końcu też zbił osłoną miecz wroga z trajektorii i nie odsłaniając się dźgnął sztyletem prosto pod szczękę przeciwnika.
Kątem oka zauważył jak kusznik celuje ze swej broni w Quinna, którego dracon zostawił w drzwiach. Bez namysłu skierował się w jego stronę i cisnął sztyletem, trafiając prosto w pierś. Zbir puścił kuszę, łapiąc się za sztylet w piersi i padł na szynkwas. W międzyczasie, gdy wiking był odsłonięty, jeden z bandytów zareagował szybko, chcąc zatopić sztylet w przerwie między elementami pancerza dracona. Stalowy sztylet zdążył zatopić się na około 7 cm pod żebrem dracona, nim ten zdążył zareagować, łapiąc człowieka ogonem za nadgarstek. Szarpnął mocno, skręcając go, po czym zatopił swe pazury pod żebrami bandyty - w ramach odwetu. Dracon  warknął z bólu, usuwając sztylet z rany.
W tym czasie natarł na niego jeszcze jeden, unosząc miecz do ciosu znad góry. Zdenerwowany dracon walnął go po prostu puklerzem po łbie. Zbir padł na ziemię nieprzytomny. Torstein wyszarpał miecz z trupa, którego wcześniej powalił.

4x bandyta(jeden ogłuszony na następny post)

//Otrzymuję lekką raną kłutą o głębokości 7 cm pod żebrem.

Evening Antarii:
Antarii była kilka kroków za Mardukiem. Ze styksem niewiele pomogła, to prawda. Ale Marduk to wielki wojownik i nawet taka bestia mu niestraszna. Dzięki temu mogli iść dalej. Za jednymi drzwiami - kolejne. Tym razem mocniejsze.
Eve stanęła obok swego anielskiego towarzysza.
-Wydają się sporą przeszkodą, nawet dla nas- skomentowała. -Myślisz, że klucz miałby któryś z bandziorów? Czy próbujemy siłą i czarami?

Marduk Draven:
- To tylko kłódka, Eve - odpowiedział. - Możliwe, ale nie chce mi się przeszukiwać tych wszystkich trupów na placu. - odszedł na krok od kłódki, po czym zebrał w ciele ładunek magicznej energii, kierując go do wolnej dłoni, w której nie trzymał miecza. - Stopię kłódkę, a ty puścisz do środka błysk. Potem wpadamy. Ja pierwszy, w razie czego cię osłonię - zarządził. Pozwoli im to szybko oczyścić pokój z ewentualnych zagrożeń. - Izeshar! - zainkantował, po czym telekinezą cisnął biały pocisk rozpalonej energii Zartata prosto w kłódkę, która nie miała żadnych szans z magicznym zaklęciem. Przestała istnieć. Draven pchnął drzwi telekinezą. Te z hukiem otwarły się, pozwalając Evening wykonać swoją część roboty.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej