Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
Narrator:
Torstein mógł zauważyć, że paladyni pozbierali dużo złomu z pokonanych na dziedzińcu i przy bramie zbirów. Na wozie było mnóstwo mosiężnych miecz, trochę mithrilowych, jakieś sztylety, oraz trochę elementów żelaznego pancerza.
- Zrobimy to - odpowiedział paladyn. - Co z Wielkim Mistrzem, panią Komtur, panną Antarii i Gascadenem? - dopytał.
//Łącznie z tym, co rzucił Torstein, na wozie znajduje się:
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
Torstein Lothbrok:
- Poszliśmy w trzy różne strony - odrzekł krótko dracon. Zdjął z pleców kuszę i napiął ją, po czym odłożył ją z powrotem na miejsce. - Dobra panie Quinn, wracamy - powiedział i wrócił skąd przyszli. Nie chciało mu się, ale było też trzeba. Gdy już elf dołączył, dracon z mieczem i puklerzem ruszył przed siebie, tą samą drogą, którą przyszli.
Patty:
Nie dając więcej wolnego czasu pozostałym przeciwnikom anielica postąpiła krok do przodu, jednocześnie nasycając dzierżoną w dłoni klingę boską mocą Zartata, ostrze rozjarzyło się bladozłotym blaskiem, a Patty cisnęła mieczem prosto w orksteina. Mutant odruchowo zasłonił się toporem, ale niesiona boską mocą klinga przerąbała się zarówno przez oręż orczego mutanta jak i jego gardło, gładko odcinając łeb. Bezgłowe ciało zwaliło się z hukiem na posadzkę, a miecz zatoczył krótki łuk i powrócił do ręki anielicy. Odcięta głowa wciąż żyła, kłapiąc bezsilnie zębami. Pogrążona w bitewnym transie kobieta ledwie to dostrzegła, mocnym kopniakiem okutej w stal nogi posłała łeb pod ścianę i runęła na jeden ze szkieletów, prostym ruchem tarczy sparowała cios wrażego miecza i cięła potężnie znad głowy, rozszczepiając czaszkę potwora, pozbawione spajającej je magii kości rozsypały się po posadzce, a Patty płynnie przeszła dalej, atakując dwa kolejne szkielety. Jeden zamachnął się mieczem, co anielica sprawnie sparowała mieczem i huknęła przeciwnika tarczą, prosto w czaszkę, kruszcząc kawałek kości. Szkielet zakołysał się pod wpływem uderzenia i ponownił natarcie, drugi i trzeci szkielet zaś obległy anielicę, atakując równocześnie z dwóch stron, Patty nie traciła czasu na próby blokowania ciosów, przemieściła się za stojący z prawej strony szkielet i mocnym cięciem powaliła go na ziemię, po czym przyszpiliła sztychem czaszkę, wyostrzona ruda gładko przebiła białą kość, kobieta zaparła się nogą o czaszkę i skręciła ostrze, jednocześnie naciskając nogą, krusząc doszczętnie łeb stwora. Wyrwała miecz, idealnie w porę, dwa pozostałe szkielety już atakowały, kątem oka dostrzegła że pozostałe mutanty walczyły z Gascadenem. Anielica uniosła tarczę, zbijając dwa pierwsze uderzenia i odsłoniła się nagle, tnąc wściekle z prawej, przerąbując czaszkę pierwszego szkieletu wpół i niemal sięgając drugiego. Ten jednak przesunął się nagle, a cięcie anielicy zeszło nieco w dół, klinując się pomiędzy kośćmi. Nie tracąc czasu na wyrywanie ostrza kobieta cofnęła się dwa kroki, generując jednocześnie energię magiczną.
- Izeshar! - wymówiła inkantację, tworząc na dłoni magiczną kulę. Cisnęła nią prosto w łeb szkieletu, a magia życia przeżarła się kruche kości, niszcząc szkielet. Patty obróciła się i wygenerowała więcej mocy, obierając za cel pozostałe przy życiu mutanty - Izeshar! - wymówiła kolejną inktanację, posyłając kulę prosto w zdeformowany łeb jednego stworzenia i zebrała ostatnią garść magii - Izeshar! - wykrzyczała intantację, ciskając kulę pełną magii życia w ostatniego mutanta. Ta przeżarła się przez ciało potwora, zabijając go. Patty odetchnęła głęboko i schyliła się po miecz, podchodząc bliżej zakapturzonego osobnika. Zarzuciła jednocześnie tarczę na plecy i sięgnęła po nabity pistolet.
- Żadnych gwałtownych ruchów - ostrzegła, odciągając kurek pistoletu.
Quinn:
- Trzeba to trzeba, ruszajmy zatem panie Torstein - zgodził się Quinn, który odpoczął lekko po walkach w podziemiach, wyciągnął z kołczana strzałę, założył ją na cięciwę i ruszył za draconem.
Marduk Draven:
Marduk zapikował w stronę okaleczonego Styksa. Bestia strzeliła kolczastym ogonem, chcąc strącić przeciwnika z nieba, lecz nie uszło jej to. Draven wyminął ją w zgrabnym piruecie i ciął tuż za kolcami, pozbawiając potwora kolejnej śmiercionośnej broni. Przyśpieszył, łopocząc mocniej skrzydłami, po czym ostro wykręcił, zbierając w dłoni energię magiczną.
- Aenye! - zainkantował, posyłając oślepiający błysk prosto przed oczy potwora. Bestia straciła na moment wzrok. Dało to pole do ataku aniołowi.
Ten złapał oburącz za rękojeść broni i ciął z całej siły po szyi bestii. Miecz ciął gładko nieopancerzoną szyję, jak masło wżynając się w skórę, mięso i kość. Po zatoczeniu kółka Marduk odleciał na bezpieczniejszą odległość. Wylądował na ugiętych kolanach. Głowa bestii głośno upadła. Styks był martwy. Draven zaś podszedł do truchła i kopnął je dla pewności. Gdy upewnił się, ze nie żyje, odłożył miecz, uniósł maskę hełmu i zapalił papierosa. Był zły na Evening, która chyba zamarła w powietrzu. Szybko spalił skręta, zgasił go na potworze i podniósł z powrotem miecz.
- Idziemy - powiedział krótko, wskazując sztychem miecza malutkie drzwi wyjściowe z areny.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej