Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
Narrator:
Wiking ledwo skończył, a metr od niego poleciał bełt z kuszy, który trafił starszego dziadka prosto w szyję. Zapluł się on krwią i padł na ziemię. Z mroku wyszło kilku zbirów zbrojnych w kusze oraz miecze. Tak na oko czwórka Po chwili naprzeciwko, 10 metrów dalej znalazło się kolejnych czterech, dowodzonych przez jegomościa w kolczudze.
4x zbir w odległości 6 metrów.
1x dowódca za nami
3x zbir też za nami
Torstein Lothbrok:
Torstein warknął strasznie, dobywajac z pleców napiętej już za w czasu kuszy. Nałożył bełt na łuczysko i strzelił z broni, posyłając bełt prosto między oczy jednego ze strzelców. Mężczyzna, jak raniony prądem padł natychmiast na ziemię. Wiking odrzucił kuszę i dobył topora.
- Tył czy przód? Wybieraj szybko, bo trzeba stąd spierdalać! - czarny dracon rzucił do elfa.
Patty:
Po dotarciu do drzwi Patty odetchnęła głęboko i zebrała moc magiczną, gromadząc ją w lewej dłoni.
- Grashiz! - wymówiła zaklęcie łaski siły i wzmocniła Gascadena, po czym wygenerowała więcej mocy, tym razem wzmacniając siebie - Grashiz! Anosh! - poczuła znajome mrowienie w mięśniach, znak że magia działała, wzmacniając wydatnie jej zdolności. Dobyła miecza i spojrzała na swojego towarzysza, jakby chciała się upewnić że jest gotów, po czym pchnęła drewniane drzwi i weszła do środka.
Gascuś dostaje +3 finiszery, ja +3 finiszery i inkantacje na następny post z walką.
Narrator:
W środku anielica i jaszczur zastali makabryczny obraz wprost z sali tortur. Na ustawionych pionowo łóżkach rodem ze szpitala leżały zmasakrowane szczątki, które poruszały się., przykute do łóżek. Jęczały przy tym, najpewniej z bólu. Nad nimi zaś stał kat, osoba zadająca ból, która z pomocą jakiegoś asystenta wprowadzała bolesne modyfikacje.
Mężczyzna ubrany był w czarną szatę z kapturem. Miał też kostur. Zauważywszy intruzów odwrócił się w ich stronę.
Nie sposób było też nie zauważyć dwóch orksteinów kilka metrów od drzwi - po prawej i lewej.
- Kto śmie przery... Bractwo Świtu! - warknął. Odstąpił od mutanta, na którym pracował impulsem telekinezy zwolnił wszystkie cztery mutanty z łóżek. Zza pazuchy wyjął kilka kości, z których stworzył czterech szkieletowych wojowników. Sam odstąpił do tyłu.- Przynieście mi to, co z nich zostanie. Zwłaszcza z tej anielicy - rozkazał, opierając się o kostur.
2x Orkstein - są najbliżej, 3 metry od was, lekko na prawo i lewo
4x mutant
4x szkielet
//Szkielety są uzbrojone w:
Nazwa broni: miecz szkieletu
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 23
Wytrzymałość: 30
Opis: Wykuty z 1,28kg stali Valfdeńskiej o zasięgu 0,9 metra.
Quinn:
- Przód - rzucił krótko elf i sięgnął po łuk i strzałę, napinając go jednocześnie. Cięciwa i drzewce zatrzeszczały, a Quinn przeszedł krok w bok i posłał pierwszą strzałę, prosto w pierś jednego z bandytów. Nie miał szans na wystrzelenie kolejnego pocisku, przeciwnicy skoczyli wprost na niego z dobytymi mieczami, elf zatem po prostu zanurkował, odrzucając łuk i dobywając jednoczesnie wardyny. Długie drzewce i dwa ostrza zapewniały mu odpowiedni dystans, którego potrzebował walcząc przeciwko kilku wrogom naraz. Uniknął cięcia przeciwnika z prawej, zasłonił się drzewcem przed cięciem kolejnego, szarpnął gwałtownie wardyną i odepchnął człowieka od siebie, popychając go na jednego ze zbirów. Zbój wpadł na swego towarzysza, stracili na chwilę równowagę, co Quinn sprawnie wykorzystał, tnąc szeroko, zamaszyście, przez gardło wroga ze swojej prawej strony, gładko rozrąbując je masywnym ostrzem wardyny. Ciął ponownie drugim ostrzem, ale pozostałych dwóch zbirów nie dało się łatwo trafić, łącząc siły zablokowali uderzenie, klinując długie drzewce swoimi mieczami. Elf cofnął się, puszczając jednocześnie drzewce i chwycił za topór, doskakując do bandytów i uderzając zamaszyście znad głowy. Zbir z prawej zdołał zablokować pierwsze uderzenie, ale mając zajętą rękę z mieczem zasłonił się sztyletem, udało mu się zbić cios, ale elf po prostu poprawił z prawej, uderzając go prosto w twarz, siła uderzenia wyłupiła mu oko i rozwaliła nos. Quinn uśmiechnął się triumfalnie i niemalże nadział na mordercze uderzenie ostatniego bandyty. Zasłonił się odruchowo, niewprawnie, siła uderzenia posłała go na ziemię, elf huknął plecami o posadzkę i aż stęknął. Zaczął się cofać, pełzając niemalże na plecach, uciekając przed ostatnim wrogiem, który zamierzał się właśnie do dobijającego ciosu. Nagle pod palcami Quinn wyczuł odrzucony wcześniej łuk, niewiele myśląc złapał go poziomo i nie celując narzucił na drzewce strzałę i wypuścił, nie celując nawet. Grot z bliska wbił się w brzuch zbira, ten stęknął głucho i upuścił miecz, łapiąc się za ranę, elf zaś zebrał się równe nogi i z przyłożenia niemalże posłał kolejną strzałę, tym razem w pierś. Tym razem rana była śmiertelna, ostatni zbir padł.
-2 strzały
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej