Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
Torstein Lothbrok:
Torstein tylko westchnął. Gdy Quinn pokonał w epickiej walce pierwszą z kłódek, dracon-wiking podszedł do innej klatki. Złapał mocarną ręką za kłódkę i szarpną zdecydowanie. Nie był to metal wysokiej jakości, w dodatku przerdzewiały, to też blokada puściła, a klatka stanęła otworem. I tak powtórzył z następnymi klatkami, wyzwalając więźniów.
Marduk Draven:
Evening dobrze sobie poradziła z kiścieniem. Teraz też nadszedł czas, by Marduk dopełnił swojej roboty. Przelał boską moc Zartata w dłoń, jednocześnie wznosząc się wyżej i tym samym kończąc kołowanie wokół bestii. Energię z dłoni przelał w dobywany miecz, który rozbłysnął mocną złotą poświatą. Obierając za cel drugie zbrojne ramię bestii, anioł cisnął ostrze w powietrze, które wściekle wirując trafiło w drugą łapę bestii - uzbrojoną w ostrze. Bez problemu przerżnęło się przez pancerz i metal, tuż za ostrzem. Te głośno hucząc spadło na ziemię. Gdy miecz zaś zataczał koło, aby wrócić do ręki właściciela, Marduk telekinetycznym impulsem odbił go, posyłając sztychem dalej w ruch, w kolano Styksa, który mimowolnie przyklęknął.
Draven wzleciał w stronę potwora i omijając pazurzaste łapy grzmotnął od dołu, w szczękę bestii. Zęby posypały się, łeb potwora uniósł się w górę. Mardu zaś grzmotnął zaraz po tym w drugie kolano Styksa, sprawiając, ze klękał on jak do modlitwy. Krótki impuls telekinezy przywołał do drugiej ręki miecz Wielkiego Mistrza, który defensywnie chlasnął w atakujące go dwie pozostałe łapy stwora, odcinając je tuż przed łokciami.
Wtedy też, widząc atak ogona, Marduk skupił w sobie raz jeszcze moc Zartata i zniknął, rozbijając swe ciało na atomy i materializując się tuż przy Evening. Schował buzdygan i sztychem miecza wskazał potwora.
- Ty od lewej, ja od prawej i odcinamy mu łeb - wydał wyraźny, krótki rozkaz. W jego czuć było lodowato zimną krew. Trzymając miecz blisko ciała leciał w stronę prawej flanki stwora.
Narrator:
Patricia i Gascaden natknęli się na krótki korytarz, który wieńczył drewniane drzwi. To stamtąd unosiła się mgiełka oraz wychodziły odgłosy.
Po chwili klatki były otwarte. Zmarnowani ludzie, elfy i inne rasy wyszły z nich, potykając się i łypiąc niechętnie przestraszonymi oczami. Unikali Dracona, zamiast tego lgnąc do elfa.
- K-k-kim jesteście? - spytał jakiś wychudzony starzec Quinna.
Quinn:
- My jesteśmy młode wilki - odparł dumnie elf.
Torstein Lothbrok:
- Ja ci dam wilki, chuderlaku ty - warknął Torstein. - Przybyliśmy tu, aby was ratować. No i spuścic wpierdol odpowiedzialnym za to wszystko. Tak w skrócie - dodał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej