Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
Narrator:
Ciosy zadane przez oba anioły co prawda zraniły styksa, lecz bestia nie czuła bólu. Jednakże kołujący wokół niego Marduk zmylił go. Bestia nie bardzo wiedział co począć. Próbowała trafić anioła ostrzem kilka razy, lecz bez skutku.
Wielki dracon i mały elf dotarli w końcu do sekcji lochów, które służyło najpewniej do przechowywania więźniów, lub porwanych. Była tam masa klatek, takich jednoosobowych. Część pusta, część z ciałami. Im dalej szli, tym więcej krwi, oraz odgłosy. Szloch, jęczenie. I jakieś tępe postękiwanie i pomrukiwanie. Cuchnęło śmiercią. W końcu dotarli do klatek z żywymi ludźmi. Były pilnowane przez Orksteina oraz kilku ludzi. Ci dopiero po chwili zauważyli intruzów.
Ludzie w klatkach wydawali się być obojętni na to. Chyba długo już tu byli. Orkstein ruszył ku draconowi i elfowi, za nim czwórka zbirów uzbrojonych w miecze.
1x orkstein
4x bandyta
Quinn:
Nacierający orkstein mimowolnie wzbudził w elfie lekki strach. Co innego słuchać jak wojownicy rozprawiają o walce z mutantami, a co innego w tak upiornym pomieszczeniu stawić czoła jednemu z nich. Quinn cofnął się o krok, wypuścił głosno powietrze i zebrał się w sobie, bystrym okiem patrząc za orksteina, na bandytów. Postanowił zostawić mutanta draconowi, wydawał się lepiej wyposażony do tej walki, sam wziął na cel jednego z ludzi stojącego nieco dalej, postąpił krok w bok i lekko uniósł łuk, napinając jednocześnie cięciwę. Poczuł lotkę na policzku, nie musiał składać się do idealnego strzału, odległość była nikła, liczyła się tutaj bardziej prędkość strzału, toteż nie myśląc więcej puścił lekko cięciwę, drzewce gwałtownie strzeliły, a sznur smagnął elfa po chronionym skórzanym karwaszem przedramieniu. Żelazny grot zaszumiał cicho i wbił się prosto w gardło bandyty. Quinn ponownie napinał łuk, biorąc na cel kolejnego wroga i znów wypuścił strzałę, posyłając ją tym razem prosto w nieosłonięty tors człowieka. Z tak bliskiej odległości strzała zagłębiła się w ciele niemal po lotki, zakrwawiony grot wynurzył się z pleców umierającego bandyty. Elf odetchnął głęboko i nałożył kolejną strzałę na cięciwę.
1x orkstein
2x bandyta
26 - 3 = 23 strzały
Torstein Lothbrok:
Elf i wielki jaszczur przedzierali się powoli przez lochy, długo nie napotykając ani jednej żywej duszy. Dopiero po jakimś czasie dotarli do pilnowanych klatek. Klatek pełnych umęczonych dusz. Wiking wątpił, ze da im się jakkolwiek pomóc, ale przynajmniej zamorduje skurwieli za to odpowiedzialnych. Kilku już się nawinęło pod łuk elfa. Dracon postanowił zająć się wielką górą mięsa, zwaną orksteinem.
Topory stały się po raz pierwszy, przeraźliwie zgrzytając i sypiąc iskrami. Orkstein zamachnął się kiścienien, chcąc przydzwonić nim w głowę Torsteina, lecz Lothbrok zwinnie odstąpił od oponenta na kilka metrów. Wykorzystując dystans cisnął toporzyskiem, trafiając w pierś bestii. Dużo to nie dało. Orkstein jedynie zachwiał się od impetu, nie zważając na ogromną ranę w piersi.
Torstein z kolei dobył miecza i natarł na przeciwnika, zasypując go gradem cięć. O dziwo, pomimo wielkości i gabarytów, dracon nie walczył tylko i wyłącznie tępą siłą, ociężale, niezgrabnie. Jego ruchy miały smoczą grację, ataki były przemyślane i celnie wymierzone, tępo było zatrważająco szybkie. Orkstein po chwili stracił rękę uzbrojoną w kiścień, która z głośnym plaśnięciem i odgłosem metalu padła na ziemię. Za chwilę dołączyła do niej druga łapa - uzbrojona w topór. Nie mający jak się bronić orkstein szybko stracił głowę, która potoczyła się po ziemi.
2x bandyta
Evening Antarii:
Choć walka nigdy nie była czymś bardzo przyjemnym, to trzeba przyznać, że w drużynie z Mardukiem dobrze się anielicy walczyło. Potrafił zaatakować przeciwnika w odpowiednim momencie, nie był też ofiarą losu, którą co chwilę trzeba ratować i dodatkowo narażać swoje życie. Draven kazał Evening zaatakować broń styksa. Tak też Eve uczyniła. Zartat znowu napełnił ją swoją boską, niebiańską siłą. Antarii zbliżyła się do rozkojarzonego potwora. Zgromadzoną w sobie energię przelała do dłoni, gdzie zmaterializowała się w formie bardzo jasnego światła. Eve wykrzyknęła inkantację -Aenye! i zalała głowę styksa światłem, które oślepiało go. To zdenerwowało go jeszcze bardziej, ale Evening zdążyła podlecieć do łapy, do której przywiązana była kula kiścienia. Boskie wsparcie było ciągle przy niej. Anielica odczuwała to jak delikatne mrowienie w całym ciele. Moc boga pozwoliła jej na stworzenie pocisku. Wykrzyknęła -Izeshar - i z lewej dłoni powędrowała świetlista kula prowadzona telekinezą wprost na łapę styksa, tuż nad miejsce, gdzie przyczepioną miał broń. Pocisk nie przepalił ręki na wylot. Antarii przemieściła się obok mając w głowie zaplanowane całe działanie. Wykorzystała to, że styk był praktycznie oślepiony. Jej ciało zmaterializowało się nad zwęgloną kończyną. Antarii zamachnęła się mieczem i cięła najsilniej jak potrafiła. Łapa odpadła wraz z kulą kiścienia robiąc nieznośny hałas. Antarii mocnymi zamahnięciami skrzydeł wleciała wysoko, chcąc uniknąć uderzenia przez styksa.
Quinn:
Dracoński wiking sprawnie poradził sobie z mutantem, elf zaś w tym czasie doskoczył do pozostałych bandytów. Korzystając z faktu iż orkstein zajęty jest walką Quinn doskoczył do pozostałych przeciwników, napinając jednocześnie łuk. Niemal z przyłożenia, z odległości może dwóch metrów wystrzelił prosto w twarz pierwszego z wrogów, zwolniona cięciwa posłała żelazną strzałę, a ta z tak bliskiej odległości przeszła przez oczodół i dalej czaszkę niemalże na wylot, z miejsca powalając bandytę. Nie miał czasu ponownie napiąć łuku, odskoczył w tył i odrzucił drzewce, jednocześnie sięgając po topór. Prosty, z drewnianym trzonkiem i mosiężną rękojeścią, nie nadawał się do praktycznie niczego, jednak na takiego bandytę wystarczał. Elf sparował lekko cios miecza, uniknął cięcia mieczem i przeszedł w bok, uderzając przez brzuch przeciwnika, z miejsca poprawił raz jeszcze, rąbiąc znad głowy niczym drwal. Trafił prosto między kręgi, ciężko ranny mężczyzna padł, a Quinn, nie pozostawiając nic przypadkowi pochylił się i uderzył krótko, mocno, prosto w skroń powalonego wroga. Struga krwi trafiła go w twarz, elf skrzywił się i wstał, przecierając twarz.
- Dlatego wolę łuk... Sprawnie poszło - powiedział do Torsteina i podszedł do klatek, sprawdzając czy może je otworzyć. Nie wiedział czy może jeszcze pomóc pojmanym, ale chciał przynajmniej spróbować.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej