Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
Marduk Draven:
Marudk podążał wytyczonym przez siebie szlakiem, na razie nie uzbrojony. Jego peleryna delikatnie sunęła po podłodze, zaś zbroja z mithrilu skrzypiała, brzdękała i wydawała inne typowo metalowe odgłosy.
- Takim ludziom zależy na pieniądzach. Łatwych i dużych, Eve- odrzekł. - Są źli albo z natury, albo z powodu tego, co im się stało. Nie do nawrócenia. Można ich co najwyżej zabić, by nie szkodzili już światu - wyjaśnił, przedstawiając swój pogląd. - Kiedy się to skończy? Gdy Zartat zstąpi na ten świat, w całej swej chwale i mocy. Wtedy zło pryśnie, wysuszone jak kropelki wody na rozgrzewającej się patelni- anioł zszedł po schodach, wszedł wgłąb areny, przy tym odsuwając maskę swego hełmu. Oświetlenie było dobre. Ślady krwi świeże.
- Wygląda na to, jakby niedawno tu walczono. Może prowadzą tutaj szkolenia? Albo testują swoje nowe "wynalazki"?- wskazał na leżącą na ziemi, podgniłą głowę człowieka. Jej czaszka była rozpłatana jak kokos. Mózgu w środku nie było. Z ciemności pod przeciwległą do korytarzu ścianą coś... warknęło. Głośno. Coś zazgrzytało. Marduk zerknął na Eve, opuścił maskę.
Skierował magiczną energię w dłoń.
- Elisash! - zainkantował, po czym zmaterializowaną w dłoni kulę światła puścił telekinezą przed nich. Dostrzegli wysokie, co najmniej dziesięciometrowe kraty. Kraty, które był powyginane i zniszczone. Przed nimi stał znajomy stwór. Styks, podobny do tego, z którym już walczyli. Bestia ryknęła wściekle i ruszyła na nich w morderczej szarży na czterech łapach.
styks
// Z odległosci około 30 metrów szarżuje na nas wykorzystując umiejętnośc "Taran".
Patty:
Dotarli do bramy całkiem sprawnie. Anielica wyraźnie słyszała jęki, z pewnością nie rozkoszy, dochodzące właśnie zza niej, toteż podeszła bliżej i przyłożyła ucho, starając się usłyszeć coś więcej. Następnie, z mieczem wciąż trzymanym pewnie w dłoni spróbowała pchnąć bramę, chcąc dostać się do środka.
Gascaden:
Po jakimś czasie Gascaden wyrwał się z letargu i myśleniu o niebieskich migdałach, a powrócił myślami z powrotem do sytuacji, która go otaczała. Popatrzył na wielkie wrota zza których dochodziły jęki i podświadomie sięgnął po swoje bronie wiszące przy pasie, bo to co jest za tą bramą na pewno nie będzie nastawione przyjaźnie. Gdy Patty dotknęła drzwi, jaszczuroczłek zamarł niczym kamień w miejscu gotowy zareagować na to co czyha po drugiej stronie.
Narrator:
Za wrotami na anielicę i jaszczura czekało zaś okrągłe pomieszczenie. Dobrze oświetlona sala była bogato ozdobiona. Na podłodze dało się zauważyć najwyższej jakości dywan przeplatamy złotymi i srebrnymi nićmi. Na ścianach wisiały wystawne obrazy, z sufitu zaś pierwszej klasy kryształowy żyrandol. Pod zachodnią ścianą umieszczony był regał zapełniony przeróżnymi księgami, obok niego zaś stolik. na którym spoczywała już jakaś książka. Prócz tego łóżko z baldachimem, oraz stół z białym obrusem. Co ważniejsze, rzeczony stół uginał się wręcz od jadła i napitków. Całe pomieszczenie wyglądało jakby w trakcie budowy lochu zmieniono architektów.
Jęki wydobywały się jakby z dołu. Spod dywanu? Spod spod dywanu? W pokoju czuć było magię, lub coś podobnego. Intuicja rycerzy Zartata stawiała włosy i łuski dęba.
Gascaden:
Jaszczurzy rycerz był nastawiony na potencjalną walkę lub chociaż na napotkanie kogokolwiek, zamiast tego w sali nie było nikogo. Gascaden rozluźnił nieco mięśnie i opuścił broń. Spojrzał na stół i na dywan, czując jakby spod niego się to wszystko wydobywało. Schylił się nad dywanem i powoli podniósł go do góry by sprawdzić czy nie ma tam jakiegoś przejścia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej