Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem

<< < (20/41) > >>

Narrator:
- Lepiej jak weźmiecie go ze sobą, wielki mistrzu - ciszę przerwał jeden z paladynów. - Będzie to swoisty taki przewodnik po tych lochach.

Marduk Draven:
- No to idziemy - postanowił marszałek. Jak powiedział, tak zrobili.

W budynku. do którego prowadził jeniec, było przejście, klapa i drabina. Tunel był szeroki i wysoki, tak jak zbir powiedział. Ściany znaczyły zaschnięte ślady krwi, unosił się mocno metaliczny zapach. Powietrze było ciężkie, wyraźnie czuć było w nim strach, ból, cierpienie i co najważniejsze śmierć. Korytarz miał dobre oświetlenie w postaci licznych, świeżych pochodni. Rozgałęział się w trzy strony, niczym trójząb.
- Torstein z Quinnem, Gascaden z Patty, ja z Evening - rozkazał. - Ruszamy. - skinął na Antarii i ruszył środkowym korytarzem.

Evening Antarii:
Eve podążyła za Mardukiem. Anielica, pomimo swojego długiego stażu w Bractwie, dobrze się czuła, gdy nie musiała dowodzić, wydawać rozkazów i podejmować decyzji. Branie odpowiedzialności na siebie nigdy nie było dla niej przyjemne, czy choćby nawet znośne. Nie lubiła decydować za innych, choć była pewien czas dowódcą całej organizacji. Chyba za dużo rozmyślała nawet o najdrobniejszych decyzjach i ich skutkach, co nie sprzyjało jej psychice. Dobrze było wykonywać swoją pracę, być trochę na uboczu, ale być też ważną częścią dziejących się wydarzeń.
-Marduk, kiedy to całe plugastwo na Ziemi się skończy? Te wszystkie bandy zbirów ukrywających się po lasach, słuchające każdego, kto włada magią i jest zły?... Czemu tacy ludzie nie pójdą do Bractwa? Mogliby się sami uczyć magii, mieliby jedzenie, własną celę i zbrojownie do dyspozycji. Nie rozumiem co ich ciągnie do tego, żeby służyć magom- mówiła to, co sobie w tej chwili myślała.

Patty:
Patty zaś skinęła na Gascadena i wybrała lewy tunel, poniekąd zgodny z jej przekonaniami politycznymi. Stalowe buty stukały donośnie, mimowolnie zapowiadając nadejście anielicy, nic nie mogła na to poradzić, ani nie umiała się skradać, a w płytowej zbroi nie miała nawet zamiaru próbować. Z dobytym mieczem szła przed siebie, uważnie, szykując się na wszelkie niespodzianki.

Narrator:
I poszli dwójkami. Każde w inną odnogę. W korytarzach było duszno. Pachniało dymem z pochodni oraz krwią. Panowała dziwna, chłodna atmosfera. Posępna. Gdyby Gascaden miał włosy, z pewnością stanęłyby na jego karku. Evening poczuła jak coś ociera się o jej łydkę. A może się jej zdawało? Patty usłyszała bardzo cichy, ledwie słyszalny jęk. Marduk zaś czuł coś. Cichy podszept w myślach. Nie mógł go zidentyfikować.
Korytarze ciągnęły się tak, aż ten w którym była Evening i Marduk przeszedł w spiralne schody. Dalej zaś coś, co można było nazwać areną, pustą. Wymalowaną krwią, pełną resztek... ciał. Było pusto.
Tunel w jakim byli Patty oraz Gascaden kończył się dużą bramą, zza której słychać było doraźniej jęki.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej