Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Przeprawa łowcy - Kenneth
Rowan:
Lisek z pewnością był sympatyczny. Zamrugał do ciebie przyjaźnie i podszedł bliżej, ośmielony twoją reakcją, ocierając się o twoją nogę. A przynajmniej tak to wyglądało, bo nic nie poczułeś, zupełnie jakby lisa tutaj nie było. Plątał się jednak przy twoich stopach.
Kenneth:
Kenneth osłupiał. Lis do niego zamrugał, i "otarł się" nie wywołując, żadnego uczucia dotyku. Rozejrzał się próbując zlokalizować cokolwiek co mogłoby spowodować halucynacje. Grzyby? Czarodziej? Pochylił się i dotknął własną nogę by upewnić się, że ma czucie, a następnie powolutku wyciągnął prawą dłoń wierzchem w kierunku lisa, aby dać się powąchać, a jeśli się nie przestraszy to go pogłaskać. Z palców nie wypuścił jednak strzały i cały czas zachowywał czujność.
Rowan:
Lisek nie zwrócił uwagi na twoją dłoń, pozwalając się dotknąć. A przynajmniej na próbę dotyku, bowiem twoje palce przeniknęły przez futro zwierzęcia niby przez mgłę, w miejscu zetknięcia się twojego ciała z jego kształt liska rozmył się wyraźnie. Czymkolwiek była ta istota, z pewnością nie była materialna.
Po chwili lisek znudził się mizianiem cię po nogach i nagle skoczył przed siebie, w mgnieniu oka wbiegając do jaskini. Zniknął w ciemności groty, nie pozostawiając po sobie nawet śladu. Z głębi jaskini nie wydobywał się żaden dźwięk.
Kenneth:
To było ciekawe. Iluzja. Kenneth nie mógł sobie przypomnieć żadnego zwierzęcia, które potrafi rzucać iluzję. Nie miał jednak zbędnych wątpliwości. To coś zorientowało się, że Kenneth zastawił pułapkę i teraz zastawiło pułapkę na niego. Uśmiechnął się, rozruszał stawy, i rozgrzał ramiona łuku. Był gotów. Zapowiadały się ciekawe łowy. Ork bardzo ostrożnie, stąrając się stąpać jak najciszej ruszył w dół groty ze strzałą na majdanie.
Rowan:
Podłoże groty było kamieniste, sypkie i prowadziło niemal prosto w dół, jak gdyby w głąb ziemi. Początkowo nic nie słyszałeś, gdy jednak zszedłeś niżej, prosto w ciemność, zaczęła otaczać cię miriada dźwięków. Pierw cichych, spokojnych, trochę jak szept czy delikatny, odległy odgłos, ale z czasem nasilały się, stając odróżnialne. Wkrótce musiałeś przystanąć, napotkawszy kamień na swojej drodze. Wystarczyło go przeskoczyć, ale z ciemności dosłyszałeś głęboki, przeciągły, narastający warkot. Ewidetntnie należący do zwierzęcia, drapieżnika.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej