Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Przeprawa łowcy - Kenneth
Kenneth:
Czyżby tak długie skupienie płatało mu figle? Kenneth był przekonany że w krzaku coś było. I ten dziwny wiatr. Ork Uspokoił oddech. Nie. Na pewno tropi coś materialnego. Przodkowie by go nie zwiedli. Rozluźnił ramiona łuku. Nawet nie zauważył jak bardzo zmieniła się roślinność. Jak długo musi już tropić? Kompletnie stracił poczucie czasu. Nagle znów mógłby przysiąc że zauważył ruch między rowem a krzakiem. Znów spokojny wznowił tropienie tym razem starając się zwracać większą uwagę również na otoczenie tak żeby zminimalizować szansę że przegapi moment w którym jego ofiara będzie zmuszona żeby przejść dłuższy moment bardziej odsłonięta niż do tej pory.
Rowan:
Ścieżka prowadziła dalej ku podnóżom gór. Drzewa liściaste powoli zaczęły ustępować miejsca wszelkiego rodzaju iglakom. Co jakiś czas dało się słyszeć głosy ptaków. Jednak ewidentnie droga nie była uczęszczana przez ludzi. Na jej użytkowanie wskazywały jedynie drobne ślady zwierząt jak kładące się ku ziemi trawy, wyłamane drobne gałęzie i grudki rozgarniętej ziemi. Teren też powoli się wznosił.
Kenneth:
Idąc coraz to bardziej wznoszącą się ścieżką umysł podpowiadał Kennethowi że na pewno zgubił spotkaną w głębi lasu zwierzynę. Instynkt mówił mu jednak że ma kontynuować. Ścieżka którą podążał musiała być uczęszczana przez zwierzęta i to raczej często, bo ślady były wyraźne jak na dłoni. Kenneth podniósł wzrok w kierunku głosu ptaków. Spróbował zidentyfikować gatunki. Każdy ślad był ważny. Coraz bardziej wznoszący się teren obiecywał coraz lepszą widoczność, ale wciąż widnokrąg był za krótki by łowić poważną zwierzynę na wzrok. Może ta Zwierzęca ścieżka prowadzi do jakiegoś źródełka? A może do Siedliszcza? Ciężko powiedzieć, ale jedno było pewne. Zwierzęta korzystały z niej często. Kenneth udał się więc wzdłuż niej licząc że wkrótce znajdzie konkretniejsze ślady albo złapie cieplejszy trop.
Rowan:
Grunt stopniowo zmienił się na skalisty trakt. Było to tymbardziej widoczne ze względu na małą ilość liści, a coraz większe skupiska drzew iglastych. Widoczność była dobra pomijając wszechobecny brąz zarówno w konarach drzew, resztkach ziemi jak i opadłych fragmentów krzewów oraz bylin. Mimo to gdzieś przez tobą śmignął ledwo zauważalny cienisty kształt. Z daleka widziałeś przed sobą wyrastającą z wolna ścianę skał i kamieni. Byłeś już praktycznie u podnóża gór. Teren był dużo mocniej zróżnicowany w kwestii samego poziomu, zmieniając się co rusz w zagłębienia i pagórki.
Kenneth:
Kenneth witał zmieniający się wokół niego teren z radością. Więcej przestrzeni na czysty strzał. Coraz mniej jesiennych złoto brązowych liści, coraz więcej niskich górskich sosen wśród których dużo trudniej poruszcć seę niezauważony. Jeśli ork nie zgubił zwierzęcia wcześniej to prędzej czy później będzie musiał się ujawnić. Ta myśl jeszcze nie przebrzmiała w głowie orka gdy znów niemal wprost przed oczami śmignął mu kształt. Nie zastanawiając seę ani sekundy ork puścił się biegiem. W stabilniejszym górskim terenieedługie orkowie nogi z łatwością połykały metry. Kenneth nie łudził się że będzie w stanie dogonić zwierzę w jego naturalnym środowisku, liczył jednak że na coraz bardziej otwierającym się terenie uda mu się zmusić ofiarę do jawnej ucieczki zamiast przemykania po cieniach na dość długo by dać mu czas na oddanie jednego precyzyjnego strzału.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej