Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Uwolnić krucze skrzydła
Imago:
Imago był zadowolony. Chyba znaleźli wspólny punkt z Dragiem. Przynajmniej na tyle, że było teraz wiadome, że Imago ma potencjał nie zdziczeć. Wszak szumowin nigdy raczej nie zabraknie.
- Ciekawi mnie jeszcze jedna sprawa - powiedział po chwili, dojadając swój kawałek dzika. - Czemu podczas gdy niektóre wampiry wyglądają humanoidalnie, inne są zwierzętami? Przerośniętymi nietoperzami, którymi prowadzi tylko i wyłącznie zwierzęcy głód i instynkt?
Dragosani:
- Na to pytanie jest ciężko udzielić jednoznacznej odpowiedzi - odpowiedział Dragosani. - Ponieważ zależy ona od rodzaju wampira. Niektóre są oddzielnym gatunkiem, z pozoru tylko podobnym do wampirów wyższych jak się nas nazywa, inne to zdegenerowane wampiry wyższe. Słyszałem, że nadmierne żywienie się krwią demonów może do tego doprowadzić. Alko skażenie Plagą. Można też zyskać pewne... ulepszenia ciała po spożyciu krwi innych wampirów. Ale nie wszystkich i to raczej niebezpieczny proces - powiedział co wiedział (albo co chciał powiedzieć) i dał czas Imago do namysłu.
Najedli się i napili, część mięsa zabrali ze sobą, aby Samir im z głodu nie padł, i ruszyli w dalszą drogę. Minęła ona bez zakłóceń. Trakt był bezpieczny, jako że łączył stolicę z południem. Po kilku dniach dotarli do granic gminy Vodaemin. Na jej terenie znajdował się cel ich podróży, fort Harad.
- Gdzie mamy spotkać się z twoimi ptaszynami? - Drago zapytał Samira.
Samir:
Słysząc pytanie mauren stanął w strzemionach, rozglądając się uważnie po okolicy. Przed sobą widział zabudowania, stanowiące pierwszą osadę którą napotka każdy podróżny po wjeździe do Vodaemin. Widząc proste, chłopskie chaty Samir z powrotem usiadł w siodle i skierował wzrok na króla.
- Przed nami jest wieś, tak mała że nie wiem czy ma jakąkolwiek nazwę. Jeden z moich ludzi będzie tam na nas czekał. Reszta jest w głębi gminy, w pobliżu Fortu.
Imago:
- Ciekawe zarządzanie - mruknął Imago. - Wieś bez nazwy. Może jeszcze na mapie jej nie ma? - prychnął z wnętrza wozu. Mohameda jeszcze nigdy nie widział w siedzibie. Całą robotę robił Samir, to też wniosek był tylko jeden. Jeden z tych maurenów był pracowity, drugi nie zaznał bata był leniem. Ciekawiło go który był wyżej w hierarchii.
Dragosani:
- Sporo jest takich osad, ale większość z nich leży w głuszy. Ta tutaj pewnie ma jakąś oficjalną nazwę, ale ja jej nie kojarzę. Musiałbym pogrzebać w dokumentach w pałacu. A tego robić nie zamierzam - powiedział Drago, gdy wjeżdżali do wioski o nieznanej nazwie. Osada była niewielkie, ot ledwie kilka budynków. Takich najważniejszych dla podróżnych, wszak wioska leżała przy szlaku i pewnie z niego się utrzymywała. Był więc tutaj kowal i karczma. I niewiele więcej. Ludzie rzucili im tylko kilka ciekawskich spojrzeń, lecz były one raczej spojrzeniami na potencjalny zysk, nie z czystej ciekawości. Karczma, która znajdowała się w osadzie była w zasadzie większą chatą. Gdyby ktoś chciał ją porównać do Obieżyświata, to dostałby po ryju od każdego szanującego się pijaczka w Efehidon. No ale była i zapewne jakieś usługi oferowała. Nie wyglądało na to, aby miała teraz wielu gości. Późne Atunus nie było porą odpowiednią do podróży.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej