Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Uwolnić krucze skrzydła
Samir:
Zaraz po zatrzymaniu wozu Samir zeskoczył na ziemię i pomógł wampirowi zająć się końmi, zawsze to dodatkowa para rąk, zwłaszcza że pojazd ciągnęły dwa wierzchowce. We dwóch sprawnie sobie poradzili, a chwilę później uwolnione i zadowolone konie szczypały trawę nieopodal.
- Ciekawa zmiana swoją drogą. Pamiętam Sabat i całą tę arystokratyczną otoczkę jaką tworzyły wokół siebie wówczas wampiry. Dzisiaj wampir kojarzy się raczej z bestią z północy, potworem chcącym pożreć dzieci - powiedział i spojrzał przeciągle po obu królu i świeżaku z jego organizacji - Bez urazy oczywiście. Nie powtarzam bezmyślnie mitów prostactwa. Plan zaś... Mogę dostać się do środka, spenetrować fort, przy okazji wykorzystując pozostałych kruków do tego zadania. Jak już będziemy mieli potwierdzone informacje gdzie dokładnie przebywa nasz opętany przyjaciel będziemy mogli rozplanować pułapkę. Z solą i wszystkimi kręgami które możesz narysować.
Dragosani:
Po smaku krwi Imago rozpoznał, że pochodziła z wilka. Raczej nie kosmicznego, co może byłoby nawet lepsze. Stary wampir przysiadł na pniaku. W pogłębiającej się ciemności był niemalże niewidoczny. A przynajmniej dla śmiertelnych oczu.
- Tak było od zamierzchłych czasów - powiedział. - Wampiry zawsze albo były arystokracją na szczytach zamkowych wież, albo potworami w mrokach jaskiń. Tak zawsze były przedstawiane. I nie bez powodu. Zarówno zdziczali, jak i wielkie i dumne rody, zawsze popełniały te same błędy. Popadanie w skrajność. - Westchnął. - Sam wpadłem kiedyś w tę pułapkę. Wpadł w nią Gunses i wielu innych. Teraz jednak rozumiem. Podczas gdy ucywilizowanie jest niezbędne we współczesnym społeczeństwie, wampir nie może lekceważyć swoich instynktów. Musi znaleźć równowagę pomiędzy rozsądkiem a dzikością. Perfekcyjny balans, jaki powinno mieć wszystko. - Zamilkł na chwilę.
- Zatem z planem powinniśmy zaczekać, aż zbierzemy więcej informacji. Teraz to byłoby gdybanie. Zbierzcie może trochę drewna. Rozpalimy ognisko. I nie jesteś głodny, Samirze? Krwi ci raczej nie dam, ale może coś by się złapało w lesie.
Samir:
- Równowaga jest ważna. Jak i w moim fachu, bycie bezmyślnym mordercą źle się skończy, ale też bycie nadmiernie, hm, wstrzemięźliwym również do niczego nie prowadzi. - zgodził się Samir i przysiadł - No mógłbym coś zjeść. Mam co prawda suchary, tak na zaś, ale jak kręci się w pobliżu coś sympatycznego to mogę to ustrzelić. Nie umiem oprawiać zwierzyny, ale słyszałem że nasz miłościwy król jest biegły w tej sztuce. Imago może w tym czasie pozbierać drewno i rozpalić ognisko.
Imago:
Imago nie miał nic do dodania w sprawie równowagi. Obaj, zarówno Samir jak i Drago mieli całkowitą rację. Z resztą, Imago też zachowywał taki balans. A przynajmniej też się starał.
- Tak się składa, że znam się co nieco na polowaniu - wtrącił młody wampir. - Dzika, czy sarnę oskóruję bez problemu - dodał. - W dodatku wyczuję z dalszej odległości, ale zależy od was. Musiałbym tylko kuszę i kilka bełtów dostać.
Dragosani:
Drago wzniósł lekko ręce.
- Na mnie nie patrz - odparł. - Mógłbym ci co najwyżej pistolet pożyczyć, ale pewnie nie masz pojęcia jak się go używa. - Poklepał swój wierny pistolet, spoczywający w kaburze u pasa. - Ale masz rację, Samirze, dawniej spędziłem nieco czasu w łowczych chatach i nauczyłem się kilku sztuczek. Dziwny to był okres. - Zaśmiał się.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej