Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Uwolnić krucze skrzydła

<< < (5/52) > >>

Samir:
- Piękni jesteście, zaiste - mruknął pod nosem Samir, komentując po swojemu odsłaniających swe krasne oblicza. Sam miał typowe dla jego pochodzenia ciemnobrązowe oczy, w mroku wyglądające niemal jak dwa kawałki węgla osadzone w oczodołach. Odłożył kuszę, z której zdążył już usunąć napis z nazwiskiem krasnoludzkiego rzemieślnika i wyciągnął sakwę z solą, podając ją Imago - O ile mnie Welissa nie orżnęła jest tutaj kilogram soli. Dla siebie też oczywiście wziąłem. Mam też srebro, niedużo co prawda, bo udało mi się zamówić tylko nóż, ale mam nadzieję że to wystarczy. Co do moich ludzi zaś... - tutaj zwrócił się już czysto w kierunku Dragosaniego - Wysłałem kilku szpiegów w okolice Fortu, mają obserwować okolicę i zapisywać wszystko co podejrzane. Jeden z nich powinien na nas czekać na trasie z pełnym meldunkiem. Imienia, ma się rozumieć, nie zdradzę - uśmiechnął się lekko, błyskając w mroku białymi zębami, odcinającymi się wyraźnie od ciemnej skóry - Ma jednak mieć wszystkie informacje o obecnych ruchach z i do Fortu, a także o tym co się dzieje w okolicy.

Imago:
Imago przyjął od maurena "podarek". Na wyczucie zważył sakwę. Chyba go nie orżnęła. Wampir schował sól tak, żeby przypadkiem jej gdzieś nie zgubić.
- Przydałoby się w sumie zaplanować wszystko - zauważył Imago. - Nasz przyjazd do fortu nie zwróci zbyt dużo uwagi?

Dragosani:
- Czyż to nie wpisuje się do mitów o wampirach? - zapytał Drago. - Tak starannie podtrzymywanych przez Gunsesa w czasie świetności jego Sabatu. - Wampir pokierował konia w stronę brzegu rzeki, który był nieopodal. Uznał, że warto będzie tutaj dać odpocząć koniom. Zatrzymał wóz na skraju niewielkiej przestrzeni wolnej od drzew, o łagodnym brzegu prowadzącym do rzeki. Ni to plażyczka, ni to polanka, ot placyk ziemi graniczący z rzeką i otoczony drzewami. Nie wjeżdżał wozem daleko, aby go nie zakopać. Zatrzymał go na skraju placu ziemi i zeskoczył z wozu, aby uwolnić konie od zaprzęgu.
- Zostaniemy tu jakiś czas - powiedział. - Konie niestety nie są zwierzętami nocnymi, a ja wolę nie ryzykować, że zaczną się nam potykać o kamienie. A i wykorzystamy ten czas na sformuowanie jakiegoś planu. - Odpiął od pasa biegnącego w poprzek piersi niewielka butelkę owiniętą cienka skórą. Rzucił ją Imago.
- Napij się, bo coś blado wyglądasz.

Imago:
Imago ziewnął, słysząc krótki monolog Drago. Coś o jakimś Gunsesie i Sabacie. Młody wampir nie bardzo rozumiał, co o tym sądzić. Nie wiedział o co chodzi. Na razie nie zaprzątał sobie tym głowy. Przyjął butelkę od wampira i zgrabnie złapał ją w powietrzu. Przyjrzał się jej chwilę. Odkorkował ją, powąchał przy szyjce, po czym wypił, raczej spodziewając się, czym jest zawartość.
Badał kubkami smakowymi pochodzenie i smak. Otarł usta.

Mohamed Khaled:
Tymczasem w innym miejscu na wyspie, miejscu, do którego zbliżała się Krucjata złożona z dwóch wampirów i skrytobójcy, pojawił się czarnoskóry Kruk. Powoli, acz nieubłaganie zbliżał się do majaczącej w niedalekiej odległości twierdzy. Fort Harad, twierdza utworzona na początku dawnej wojny domowej z Sado Kherem. Od jakiegoś czasu służąca mu za gród rodzinny, miejsce, w którym mógł odpocząć i nabrać sił przed kolejnymi wyprawami w cztery strony świata. Usłyszał już dala krzyk strażnika z jednej z kilku wież strażniczych, a kilka chwil później dojrzał niewielki oddział konny wyjeżdżający w jego stronę. Na czele zauważył zaufanego doradce, mędrca i przyjaciela. Muhmed się zbliżał.
W końcu był w domu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej