Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Uwolnić krucze skrzydła
Imago:
Imago wycofał się z pomieszczenia na tyle, by ani ogień, ani rozpalony alkohol nie dosięgnął go. Gdy był już w bezpiecznej acz efektywnej odległości, chwycił mocno runę, zaś drugą rękę wyciągnął przed siebie. Wymierzył w rozlewający się na podłogę alkohol.
- Heshar! - syknął, aktywując runę. Z dłoni kruka wystrzelił ognisty podmuch, który od razu zapalił rozlany alkohol. Efekty zaraz powinny się pojawić. Imago zaś odsunął się. Zaczął rozglądać się za miejscem do ukrycia się, żeby Muhmed mógł ocucić strażnika.
Narrator:
Runa zadziałała, posyłając ku cieczy podmuch ognia. Drewniana podłoga oblana alkoholem natychmiast zajęła się ogniem. Płomienie zaczęły się rozprzestrzeniać. Imago zaś znalazł nieopodal drzwi, zapewne prowadzące do innego składzika. Nie były zamknięte na klucz. Mógł teoretycznie się tam schować, chociaż musiał uważać aby nie zostać odkrytym... i aby nie stać się ofiarą pożaru, który sam wywołał. Muhmed tymczasem ocucił strażnika. Ten, nagle obudzony i spanikowany widokiem ognia nie kwestionował nawet obecności maurena i z krzykiem zaczął zwoływać pozostałych, aby pomogli mu gasić pożar tak drogocennego zasobu.
Dragosani:
Ciszę nocy w forcie przerwało poruszenie. Ktoś krzyczał o ogniu, ktoś biegł po korytarzu. Dragosani uniósł głowę.
- Zaczęło się - powiedział krótko i mgnienie oka później w miejscu w którym stał, nad podłogą skrzydłami trzepotał niewielki nietoperz. Zawirował pod sufitem, czekając aż Samir wypije miksturę i otworzy drzwi.
Samir:
Słysząc słowa króla Samir wstał i skinął jedynie głową i sięgnął po miksturę. Krótkim ruchem odkorkował ją i przyłożył do ust, wychylając w jednym łyku. Magiczny płyn rozlał się dziwnym chłodem po jego przełyku, a po chwili dostrzegł jak jego ciemna skóra znika, niemalże rozpływając się w powietrzu. Zanikający mauren zerknął jeszcze na wampira i otworzył drzwi. Gdy te się otworzyły nie było już za nimi nikogo, przynajmniej pozornie. Samir wyszedł na korytarz, rozejrzał się czy nikt nie zauważył nagle otwierających się drzwi i zamknął je cicho, po czym ruszył w stronę sekretnego sekslochu Mohameda.
Dragosani:
Dragosani, w postaci nietoperza, wystrzelił przez otwarte drzwi. Zawirował pod sufitem korytarza, obrzucając Samira piskami i poleciał dalej. Niewidzialny zabójca mógł tylko za nim podążać. Droga do wejścia do komnaty rytualnej trwała kilka minut. W zamku ewidentnie panowało poruszenie. Samir musiał kilka razy przystanąć tuż przy ścianie, aby biegnący strażnicy na niego nie wpadli. Dragosani zaś radośnie latał sobie nad ich głowami, całkowicie ignorowany. W końcu dotarli do celu. Wejście do komnaty było na końcu schodów, prowadzących w dół, za drewnianymi drzwiami. U szczytu schodów, a więc pilnując samego wejścia, stała dwójka strażników. Byli wyraźnie poddenerwowani, ale nie mogli opuścić stanowisk. Dragoperz przeleciał nad ich głowami i wylądował na schodach za strażnikami. Powrócił do swojej zwyczajnej formy. Lekki szmer powietrza, który temu towarzyszył ostrzegł strażników.
- Co jest...? - zaczął jeden, odwracając się. Drugi również spojrzał w tył.
- Bu! - wybąknął Drago, odwracając uwagę strażników od Samira, który zaczął się już pojawiać. Mikstura przestałą działać.
2xStrażnik
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej