Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Uwolnić krucze skrzydła
Dragosani:
I tak przeszli korytarzami zamku pogrążonego w nocnej ciemności. Szli ostrożnie, powoli, aby nie narobić zbyt wiele hałasu. Wspięli się po schodach. w końcu Dragosani zatrzymał ich gestem dłoni. Stanęli tuż przed zakrętem korytarza. Zza rogu błyskał blask ognia, zapewne ze świeczników na ścianach. Wampir ostrożnie wyjrzał za róg. Wystarczył moment aby zbadał otoczenie. Byli na miejscu. Kiwnął głową na swoich towarzyszy. Nadeszła chwila aby się przygotować do wypicia mikstur i usunięcia z drogi przeszkody.
Imago:
Młodszy wampir odpowiedział skinieniem swojej głowy. Z pasa dobył fiolkę z miksturą, którą całkiem niedawno dostał w swoje ręce. Po cichu ją odkorkował i wypił duszkiem jej zawartość. Schowawszy naczynie przygotował się na działanie eliksiru. Ciało Imago zaczęło zanikać, aż w końcu po paru chwilach całkowicie zniknęło z pola widzenia Dragosaniego i Samira. Choć na pewno nie zniknęło dla wyostrzonych zmysłów tego pierwszego. Młody kruk sam wychylił zza rogu, aby rozeznać się w sytuacji. Gdy już to zrobił, powoli i ostrożnie, jak drapieżnik na łowach, wyszedł na korytarz, na którym znajdowało się trzech gwardzistów pilnujących wejścia do gabinetu Muhmeda. Za cel obrał najbliższego strażnika. Stał oparty o ścianę ramieniem, plecami do wampira. Łowca starał się nie robić hałasu, albo chociaż, żeby hałas ten był jak najmniej podejrzany. W końcu dotarł tuż za ofiarę. Założył mu szybko dźwignię, zatkał usta i nos swoją dłonią i zdusił wszelkie krzyki. Zacisnął się uścisk na jego szyi, w miejscu takim, iż szybko odciął dopływ tlenu do mózgu. W ciągu najbliższych paru sekund gwardzista tracił przytomność i osuwał się na ziemię. Teraz nadszedł czas na Dragosaniego...
Dragosani:
Strażnicy byli senni, wszak był to środek nocy. Nie zwrócili więc uwagi na kroki Imago, zapewne biiorąc je za echo odległych odgłosów. Jednak zareagowali, gdy młody wampir zaczął dusić jednego z nich. Lub raczej próbować go obezwładnić w ten sposób, gdyż nie bardzo potrafił to zrobić.
- Ej! - zaczął jeden z nich, lecz nie zdążył kontynuować. Zza rogu wyszedł Dragosani, gotów do użycia magii.
- Izaar! - Wskazał dłonią pierwszego z gwardzistów. Ten zasnął, oparł się o ścianę i powoli osunął na ziemię. - Izaar! -- powtórzył wampir, wskazując na drugiego. On również momentalnie zasnął. Nie stał jednak obok ściany, więc zaczął się przewracać na twarz. Dragosani błyskawicznie do niego doskoczył i złapał go w połowie upadku. Ułożył go na ziemi. Nie chciał aby ból nagłego kontaktu z kamienną posadzką go obudził. Spojrzał na Imago, który dalej trzymał strażnika. Ten nie mógł się oswobodzić aby krzyknąć, ale jak na złość nie chciał zemdleć. Drago skinął do Samira, aby podszedł.
Imago:
Imago zdusił siarczyste przekleństwo w zarodku, nie chcąc zdradzić swej obecności na całym zamku. Widząc, że Drago poradził sobie z dwoma pozostałymi strażnikami, młody wampir poprawił nieco chwyt, naciskając na tętnicę szyjną i łącząc dłonie tuż za głową strażnika. Może tym razem się uda. A jak nie, to Drago poprawi magią.
Dragosani:
Zanim jednak Drago zdążył rzucić zaklęcie, strażnik zacharczał. Jego ciało zwiotczało. Prawie całe. Między jego nogami, pod materiałem jego spodni, widać było stwardniały walcowaty kształt. Drago parsknął.
- Chyba mu się spodobało - mruknął. Podszedł do drzwi. Wyciągnął pistolet z kabury. - Gotowi?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej