Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Uwolnić krucze skrzydła

<< < (29/52) > >>

Imago:
Ostatni z sypialni wyszedł młodszy wampir. Jakkolwiek to brzmiało. Jego robota była prosta. Pilnować okolicy, trzymać z dala od niej wszystkich niepowołanych przybyszy - czyli każdego kto nie jest królem-wampirem i nieopętanym maurenem-krukiem w randze mistrza. Rozejrzał się, zostawiając otwarte drzwi. Postanowił nasłuchiwać. Jego słuch był teraz najbardziej pożytecznym zmysłem. To on byłby w stanie ostrzec go o zagrożeniu czy jakimś przybyszu. Potem zostaje już odwrócić uwagę, ogłuszyć bądź jeśli trzeba zabić. Zabić. Nie byli to niewinni ludzie. Żołnierze potencjalnego wroga - opętanego Kruka. Zagrożenie dla misji i niewinnych.
Wampir nasłuchiwał i wypatrywał.

Dragosani:
Dragosani zakręcił nad głowami nieświadomych strażników i skierował się w drugą stronę. Mógłby wylądować i zdobyć ich krew, aby dowiedzieć się więcej, ale wolał też nie ryzykować alarmu. Tak więc zawrócił i poleciał do swoich towarzyszy. Ledwie zdążyli wyjść z sypialni. Wylądował i przemienił się w humanoidalną formę.
- Dalej jest patrol - szepnął. - Dość daleko, więc akurat o ten nie musimy się raczej martwić. Podsłuchałem rozmowę i wydaje mi się, że wiem gdzie jest Mohamed. W "sali rytualnej", jak to określił jeden z nich. To nie brzmi dobrze... Ale najpierw i tak trzeba dorwać Muhmeda.

Tymczasem Imago usłyszał kroki i ciche mamrotanie, jakby ktoś się zbliżał i bluzgał pod nosem. Dragosani zamilkł w tej samej chwili, patrząc w kierunku z którego dobiegały te odgłosy. Dobiegały zza zakrętu korytarza, po lewej stronie drzwi do sypialni. Nie było jeszcze widać kto to nadchodzi, był za rogiem, lecz zbliżał się.

Imago:
Imago wysłuchał Dragosaniego. Przyniósł on dobre wieści. W dodatku zrobił to w ekspresowym tempie. Skinął głową, bo król miał rację. Wpierw Muhmed, potem Mohamed. Usłyszał też kroki i cichutkie gadanie. Jakby klnięcie, zbliżające się. Popatrzył w stronę  z której nadchodził dźwięk. Popatrzył na Samira i Drago, po czym palcem wskazał by weszli z powrotem do sypialni. Drzwi były cały czas otwarte. Narodził się w jego głowie plan. Szybkimi migowymi przekazami objaśnił plan. Schować się, zaczekać aż nieznajomy będzie przechodził kołu lekko uchylonych drzwi i pojmać go. Miał nadzieję, że kompani rozumieli, sam wszedł i zaczął czaić się.

Dragosani:
Dragosani złapał Samira za ramię i zaciągnął go do sypialni. Tam też się schował, coby nie być widzianym przez uchylone drzwi. Kroki zbliżały się, mamrotanie przerodziło się w zrozumiały szept.
- Se wymyślił gamoń jeden, bo tez nie mam co robić, noż kurza noga... - I tak, gdy Iamgo czaił się, żeby złapać przechodnia do drzwi, kroki zatrzymały.
- Co jest? - Dało się słyszeć głos. - Ktoś nie zamknął drzwi? To na co ja klucz brałem, noż kurza twarz... - I kroku znów zaczęły się zbliżać. Ów ktoś chciał najwyraźniej wejść do sypialni, gdzie już trzech facetów było.

// Statystyki na wszelki wypadek.

Imago:
I nagle z mroku na gardło elfa spadła ręka, która złapała je w stalowym uścisku, zduszając wszelkie jęki czy krzyki. Zaraz potem na jego splot słoneczny spadł cios otwartej ręki, który wybił z jego piersi dech. Kolejny pewnik, że nie wyda z siebie alarmowych dźwięków. Imago, wciaż trzymając elfa za szyję złapał go ramię, wczepił mocno palce w materiał jego ubioru i ciało i szarpnął w stronę sypialni w której był. Zatkał mu usta jedną ręką, zdzielił kilka razy po twarzy.
- Drzwi! - syknął do Dragosaniego i Samira, trzymając elfa.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej