Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Uwolnić krucze skrzydła

<< < (21/52) > >>

Narrator:
Krasnolud prawdopodobnie nie wiedział że Dragosani jest Dragosanim, nie zagłębiał się wszak w tak głębokie, filozoficzne debaty. Gwizdnął cicho w ich kierunku, co wampirze zmysły niezawodnie wychwyciły. Miał na sobie podobny płaszcz jak Ellie, gruby i ciężki, skutecznie maskując wszelkie cechy szczególne, kamuflując niemal idealnie w tej brzydkiej, jesiennej pogodzie. Gestem skinął na kompanię by wprowadzili wóz w wąską uliczkę, gdzie pojazd mieścił się na tak zwaną grubość lakieru i wskazał na drzwi w drobnej wnęce, prowadzące do jakiejś zapomnianej przez bogów rudery. Gdy weszliście do środka krasnolud zaprowadził was do największego pomieszczenia, wyglądającego jak skrzyżowanie pijackiej speluny z leżem super złoczyńcy i ściągnął kaptur, odsłaniając twarz.


- Witam w Kwaterze - oznajmił i przeciągnął spojrzeniem po zgromadzonych - Dotarliście widzę bez przeszkód, obserwowałem. Nie przyciągnęliście całe szczęście uwagi. W czym mogę pomóc? Wódki nie oferuję bo w pracy jesteśmy... Chyba że panowie nalegają.

Samir:
- Witaj, nie będziemy pić, a przynajmniej ja nie - powiedział Samir, podając krasnoludowi rękę - Ellie wspomniała że jesteś najwyższy szarżą na podgrodziu. Opowiedz zatem, jak wygląda sytuacja? Pojawiło się coś o czym powinniśmy wiedzieć?

Narrator:
- Ano jestem - krasnolud pociągnął nosem - Do fortu prowadzą co najmniej dwa ukryte przejścia. Podejrzewam istnienie trzeciego, ale nie mogłem go znaleźć, możliwe że idzie gdzieś dalej, poza podgrodzie. Te dwa zaś... Pierwsze jest w, hehe, burdelu - krasnolud zarechotał rubasznie - Ale nie polecam. Wiem tyle co usłyszałem ale sporo z tym pierdolenia, trzeba znać hasła, tłuc się na jakiejś arenie. Drugie wejście jest bardziej obiecujące, prowadzi przez piwnicę nieopodal. Wejście jest zakryte, ale nic nie umknie temu sokolemu wzrokowi - krasnolud wskazał na swoje oczy, z czego jedno było ewidentnie ślepe, bowiem było pokryte bielmem, prawdopodobnie stara rana wnosząc po przecinającej je bliźnie - I to tutaj bym na waszym miejscu uderzał. Główna brama odpada, pilnie strzeżona, mysz się nie prześlizgnie. Ewentualnie może nietopyrz jaki - dodał, patrząc na wampiry - Poza tym bez zmian, dzień jak co dzień, dzień po dniu. Warty się zmieniają jak w zegarku, co sześć godzin, nikt podejrzany nie wchodził ani nie wychodził z fortu. Nie sądzę by wiedzieli o obecności mojej czy moich chłopców.

Dragosani:
Dragosani wszedł za Samirem i krasnoludem do jamy złoczyńcy. Ściągnął kaptur i maskę. Rozejrzał się wokół bez zbytniego zainteresowania.
- Muhmed - powiedział gdy krasnolud skończył mówić. - Co o nim wiesz? Opuszcza czasami fort? - zapytał. Potem nadejdzie czas na inne pytania.

Narrator:
- Rzadko. Głównie wtedy gdy wymaga tego sytuacja - stwierdził po chwili zastanowienia. - Ostatni jego wyjazd, nota bene kilka dni temu, związany był z przybyciem Mohameda Ibn Omar Khaleda, pana tego włości. Wraz z oddziałem zbrojnych wyjechał mu na spotkanie. - Krasnolud zrobił krótką przerwę by złapać oddech. - Czasami zdarza mu się zejść do podgrodzia by sprawdzić jak żyje się poddanym jego pana. No i by pociupciać w burdelu, hehe.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej