Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Ius Primae Noctis

<< < (6/8) > >>

Zaidaan:
Emerick spodziewał się jakiejś fanatycznej riposty ze strony maurena, ale ten miał już dość rozmowy, a ręce go świerzbiły od walki. Z twarzy Bękarta szybko zniknął uśmieszek i prawie automatycznie schylił się do cholewy buta, wyciągając stamtąd sztylet i rzucił nim natychmiast w kierunku szarżującego w jego stronę murzyna. Wyznawca Shakuna był na tyle pochłonięty szarżą, że nawet nie pomyślał by w jakikolwiek sposób ratować się przed lecącym zagrożeniem, wampirem też nie był, więc ostrza nie odbije. Sztylet gładko i sprawnie wbił się w udo maurena zwalniając jego szarżę. Manewr ten dał najemnikowi trochę czasu by wyciągnąć szable i przygotować się do walki. Czym prędzej ruszył w kierunku przeciwnika, który teraz trzymał się za nogę, nie wiedząc czy wyciągnąć sztylet, czy go zostawić. Widząc nadciągającego Emericka, wystawił przed siebie włócznie, aby zachować odległość. Na nieszczęście wyznawcy, Sauvetier złapał za broń, trochę za grotem i zamaszystym zamachem przeciął włócznie na pół, rozbrajając tym samym wroga. Zaskoczony mauren sięgnął natychmiast zza pazuchę, by wyciągnąć ostatnią deskę ratunku - sztylet. W momencie kiedy wyznawca pokazał broń, Emerick zdążył doskoczyć do przeciwnika i zamaszystym cięciem rozciął gardło kultysty końcem ostrza. Oczy maurena wyskoczyły z orbit, upuścił on od razu sztylet i złapał się za gardło próbując bezskutecznie zatrzymać krwawienie. Wyznawca Shakuna próbował jeszcze coś powiedzieć ostatnim tchnieniem, jakąś klątwę lub inne bluzgi, lecz krew, której nabrał w usta odebrały mu możliwość mowy. Szlachcic z racji braku przeciwników w pobliżu zdjął z pleców kuszę elanoiską, wyśmienity wynalazek, aby trochę wesprzeć swoich sprzymierzeńców. Stwierdził, że Leonard da sobie radę z jednym maurenem i nie będzie musiał interweniować, dlatego też za swój cel obrał heretyków, którzy pojedynkowali się z tutejszą ochroną. Wycelował kuszą w odwróconego do niego plecami maurena i wystrzelił pierwszy bełt. Pocisk bez problemu trafił w plecy wyznawcy, prawdopodobnie trafiając w płuco i serce. Przeciwnik upadł na ziemię skupiając swój wzrok na księżycu, o który rozeszła się ta cała walka. Długo nie czekając, Sauvetier wystrzelił kolejny bełt, tym razem trafiając trochę gorzej. Obrał na cel akurat bardziej ruchliwego przeciwnika. Pocisk trafił jedynie w łokieć, co i tak dotkliwie zabolało napastnika.

Pozostało bełtów: 3

4xWyznawców Shakuna (1 ranny w ramię)

Leonard:
Leonard szybko cofnął nogę. Niestety, nie dość szybko by całkiem uniknąć ataku. Wypity alkohol i efekt zaskoczenia zrobiły swoje, przez co grot włóczni dosięgnął jego uda, rozciął skórzany pancerz z wilka i przejechał po śniadej skórze młodego Bękarta zostawiając na niej płytkie rozcięcie. Leo syknął z bólu, jednak rana nie była a tyle poważna by mogła wykluczyć go z dalszej walki. Zacisnął palce na rękojeści Ręki Rashera i szarpnął do góry wydobywając ostrze z pochwy. Chlasnął mieczem przed siebie, jednak broń przecięła tylko powietrze. Włócznia dawała przeciwnikowi przewagę w postaci większego zasięgu, mógł on więc wyprowadzać ciosy samemu pozostając poza polem ataku najemnika. Z punktu widzenia Leonarda ta sytuacja była bardzo niekorzystna, dlatego postanowił szybko ją zmienić. Gdy wróg zaatakował go ponownie, tym razem pchnięciem wycelowanym w jego gardło, szeregowy schylił się i zanurkował pod włócznią, a następnie uderzył ją od dołu mieczem. Ostrze z szarej rudy odepchnęło na bok broń wyznawcy, tym samym otwierając Bękartowi drogę do kultysty. Wykorzystał ją od razu. Skoczył w przód, jednocześnie składając się do pchnięcia i zaatakował. Sztych Ręki Rashera przebił nieopancerzony brzuch wyznawcy, lecz najwyraźniej nie wbił się dostatecznie głęboko by zabić. Włócznik wypuścił swoją broń i padł na kolana, a z jego ciała obficie zaczęła wylewać się krew. Sięgnął po sztylet, ale najemnik przyłożył ostrze do jego gardła, powstrzymując go tym samym przed dobyciem noża.
-Nie radzę.- Chłopak był zaskoczony swoim opanowaniem. Może chodziło o alkohol? A może walka zaczęła się tak nagle, że nie miał kiedy zacząć się denerwować? Albo po prostu zdążyłem już przywyknąć.

4xWyznawców Shakuna (1 ranny w ramię, 1 mocno krwawi)

Narrator:
Emerick i Leonard

Gdy tylko zaczęła się walka, czterech z wyznawców skoczyło w stronę ochroniarzy zabijając na miejscu czwórkę mężczyzn zanim tamci zdążyli wyciągnąć broń. Ludzie popadali na ziemię z przebitymi klatkami piersiowymi. Później jeden z maurenów został zastrzelony przez Emericka, a drugi wypuścił broń po dostaniu bełta w łokieć. Ten ranny, oraz pozostała dwójka, zostali szybko zabici przez posiłki w postaci ochroniarzy nadciągających od strony karczmy. Pozostał tylko ten jeden, którego Leonard trzymał teraz jako zakładnika.

-Co tu się odkurwiło, na rzyć Rashera?!
Wrzasnął mężczyzna, który przybył razem z posiłkami. W jednej ręce trzymał topór, w drugiej dłoń kobiety w białej sukni. To musiał być pan młody. Paskudne blizny na twarzy świadczyły o tym, że faktycznie widział już w życiu niejedno i niejednego ukatrupił.


Nawaar

W tawernie schroniło się kilkadziesiąt osób. Teraz wszyscy tłoczyli się przy oknach chcąc zorientować się jak przebiega walka i kto wygrywa. Kobieta w złotych kolczykach gdzieś wyparowała, ale wokół było mnóstwo innych ludzi, których mógłbyś bez większego wysiłku pozbawić sakiewek. Poza tym, być może znajdziesz w karczmie coś bardziej wartościowego?

Zaidaan:
Emerick skłonił się teatralnie przed prawdopodobnie panem młodym, chociaż na młodego to on nie wyglądał.
- Sam chciałbym się dowiedzieć mości panie, te łotrzyki wpadły tutaj zbrojnie żądając daniny, za odprawianie wesela podczas gdy na niebie góruje sierp. W gorącej wodzie byli kąpani i nim waszmość przyszedł, rzucili się na nas, z korzyścią na szczęście dla nas.

Narrator:
-Daniny? To jest, kurwa, MOJE wesele.- Mężczyzna zaczął obłąkańczym wzrokiem przeskakiwać z jednego trupa na drugiego. Później skupił się na rannym wyznawcy, który był pilnowany przez Leonarda.
-To jeden z nich?- Zapytał, po czym nie czekając na odpowiedź zamachnął się i cisnął w niego toporem. Ostrze z mocą wbiło się tułów klęczącego kultysty, dało się przy tym słyszeć trzask łamanych kości.
-Hodrik! Opanuj się!- Krzyknęła jego żona, ale on był daleki od uspokojenia się. Zwrócił się teraz gwałtownie w stronę swojej ochrony.
-Za co wam płacę?!- Ryknął popychając jednego z najemników. Człowiek zachwiał się na nogach omal nie upadając.
-A wy...- Teraz Hodrik spojrzał na Bękartów. -Wy... zaraz. Czy myśmy się już gdzieś nie widzieli? Not tak. Nihil est victoria dulcis. Przez pewien czas też byłem w kompani. Chyba muszę podziękować wam za pomoc. Moja straż okazała się być do niczego. 

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej