Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Ius Primae Noctis

<< < (5/8) > >>

Zaidaan:
Emerick wysłuchał ze spokojem tego, co mówi czarnoskóry, nie ukrywał zaskoczenia, sam też był zaintrygowany jakimś nowym kultem.
- Prawo Shakuna? Nic mi to nie mówi. Kim jesteście w ogóle? Pierwszy raz o czymś takim słysze, opowiedz mi coś o tym.

Narrator:
-Shakun to nasz duchowy ojciec. Na początku dziejów nasza rasa została wygnana przez innych ludzi na piaski pustyni, gdzie nic nie może żyć ani rosnąć. Pomarlibyśmy tam wszyscy i historia by o nas zapomniała, gdyby nie Shakun. To on nauczył nas jak przetrwać gdy żar leje się z nieba, a wokół jak okiem sięgnąć tylko piasek. Dał nam też swój zbiór praw. Żyjąc wedle nich mieliśmy w krótkim czasie urosnąć w siłę i zemścić się na swoich prześladowcach! Niestety, księga zaginęła na całe tysiąclecia skazując nas na życie w mroku. Teraz jednak udało nam się ponownie ją odnaleźć i zamierzamy użyć zawartej w niej wiedzy by wreszcie pokonać naszych wrogów i zdobyć należną nam władzę! Więcej mówić nie muszę. Jako człowiek nie posiadający w sobie krwi Shakuna i tak nie będziesz w stanie tego zrozumieć. Tacy jak ty mają tylko być posłuszni. Już wkrótce całe Ombros zostanie podporządkowane woli naszego ojca.
Później mauren wskazał na Leonarda.
-Ty! Ty mógłbyś pojąć mądrości Shakuna. Odstąp tego niegodnego i przyłącz się do nas, a niedługo nazwiemy cię bratem.
W międzyczasie, z tawerny wyszło jeszcze czterech ochroniarzy. Razem z nimi szedł jeszcze jakiś inny mężczyzna trzymający za rękę kobietę w białej sukni.

Zaidaan:
Emerick parsknął śmiechem na słowa maurena. Kątem oka zauważył, że kupił czas na zebranie się ochrony.
- Większych bzdur nie słyszałem. Wiedziałem, że miejsce takich murzynów.. - spojrzał na Leonarda i ugryzł się w język. - ... Kontynentalnych murzynów znajduje się na Chatal na polu bawełny.

Narrator:
Emerick i Leonard

Słowo "bawełna" podziałało na Wyznawców Shakuna niczym płachta na byka. Zupełnie jakby mieli jakieś niemiłe wspomnienia związane z plantacjami tej rośliny. Ten rozmawiający z Emerickiem ryknął wściekle i pobiegł na Bękarta z włócznią (używa fanatycznej szarży). Celował w jego klatkę piersiową. Drugi spróbował zdradziecko pchnąć Leonarda w udo. Pozostała czwórka zaatakowała ochronę. Zgromadzeni na placu ludzie zaczęli uciekać, każdy w swoją stronę, co wywołało niemały chaos. Krzyki, piski, odgłosy przewracanych stołów i tłuczonego szkła stały się tłem dla odgłosów walki.

Nawaar

Strażnik stojący niedaleko kobiety, którą chciałeś okraść ruszył teraz wraz z innymi. Sama matrona poderwała się ze schodów i uciekła do wnętrza karczmy.

Rikka

Któryś z uciekających gości wbiegł prosto na ciebie i popchnął cię na kogoś innego. Po chwili spanikowany tłum niósł cię już jak fala. Z każdą chwilą coraz bardziej oddalałaś się od walki.

Nawaar:
Mowa maurena podziałała, ale niestety obiekt, którym się zainteresował wszedł do karczmy. Nawaar postanowił wejść do środka, żeby móc w ścisku zdobyć kilka mieszków lub wyłapać coś znacznie ciekawszego, a nóż natchnie się na kobietę z kolczykami.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej