Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Ius Primae Noctis

(1/8) > >>

Narrator:
Nazwa wyprawy: Ius Primae Noctis
Prowadzący wyprawę: Narrator
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Żądza pieniądza
Uczestnicy wyprawy: Rikka Malkain, Leonard, Emerick Sauvetier, Nawaar + inni chętni


Miasto Ombros

Ludzie bawili się w najlepsze. Chociaż słońce zdążyło już zajść, nic nie wskazywało na to by zabawa miała się niedługo skończyć. Wręcz przeciwnie, impreza rozkręcała się coraz bardziej. Ludzie tańczyli, śpiewali i pili. Pili bardzo dużo, bo i okazja była nie byle jaka. Trwało wesele. Para młoda wynajęła na tę okazję jedną z tawern w Wielkim Porcie. To był solidny dwupiętrowy budynek z szerokim balkonem, na którym również stały stoliki. Z racji typowej dla Astas wysokiej temperatury, większa część gości bawiła się właśnie na balkonie, lub bezpośrednio przed karczmą. Tam, na zewnątrz, także przygotowano miejsca siedzące i wystawiono stoły, które teraz uginały się pod ciężarem różnorakich potraw. Rzecz jasna, port nie był nocą najbezpieczniejszy. Świeżo upieczone małżeństwo zadbało jednak i o to. Po okolicy przechadzało się kilku ochroniarzy. Następnych paru pilnowało samej tawerny. Pan młody nazywał się Hodrik i był znany jako świetny wojownik, który zdążył już zjechać całe Valfden wzdłuż i wszerz. Zaczynał jako prosty strażnik miejski, później zaciągnął się do armii, a następnie został wędrownym najemnikiem i poszukiwaczem przygód. Współpracował również z wieloma kompaniami najemnymi, w tym ze sławetnymi Bękartami Rashera. Niestety, podczas ostatniej potyczki otrzymał strzałę w kolano. Postanowił wtedy skończyć z awanturniczym życiem i ustatkować się. Oświadczył się swojej miłości z dzieciństwa i w ten sposób trafił tutaj. Jego żona także nie była tylko prostą dziewką. Pół wyspy znało ją jako utalentowaną wróżbitkę i przychodziło do niej po porady duchowe. Nazywała się Elaria. Na zabawę zostali zaproszeni wszyscy przyjaciele młodych, a także ich znajomi i znajomi ich znajomych znajomych. Można więc było odnieść wrażenie, że przed tawerną „Trójząb Nalasa” świętowała teraz połowa królestwa.

Rikka Malkain:
Zetarmelker

Nienawidziła Astas. Ta pora roku była nieprzyzwoicie ciepła. Nawet teraz, krótko po zachodzie słońca, wciąż było jej duszno i nieprzyjemnie. Gorące powietrze zdawało się być jakby przesiąknięte zapachem dnia. Rikka stała teraz na płaskim dachu samotnej czarnej wieży, która w gminie Ombros służyła jej za lokum. Próbowała się odprężyć ćwicząc swego rodzaju taniec, który opracowała w oparciu o to, czego nauczyła się od imigrantów z Tinirleitu. Czerpała też inspirację z różnego rodzaju technik walki bez użycia broni, przez co zdawała się teraz walczyć z niewidzialnym przeciwnikiem. Praktyka tego tańca miała na celu jeszcze bardziej zwiększyć płynność jej ruchów, oraz poprawić ogólną koordynację. Wampirzyca wierzyła, że nogi, ręce, palce, kły i inne części ciała były pierwszymi i podstawowymi narzędziami każdego zabójcy. Bez opanowania do mistrzostwa technik walki nimi nie można było osiągnąć perfekcji w walce bronią białą. Żeby zaś móc dobrze zabijać bez konieczności sięgania po oręż, należało postarać się o idealne zgranie wszystkich swoich ruchów. Mało kto wiedział, że znaczna część szybkości i siły ciosu ręką w rzeczywistości generowana jest w nogach. Z początku taniec Rikki był wolny. Musiała najpierw rozruszać się po całym dniu spędzonym w łóżku. Później jednak, gdy zaczęła już czuć się normalnie, jej ruchu stały się dużo szybsze. Wkrótce osiągnęła prędkość niemożliwą dla zwykłego człowieka. Atakowała wyimaginowanych wrogów i unikała ich ciosów wykonując przy tym akrobacje, od samego widoku których nie jednemu zakręciłoby się w głowie. I nie zwalniała. Z czasem jednak do jej tańca wkradła się pewna nerwowość. Ruchy stały się ostrzejsze, niemal przepełnione złością. Rudowłosa zaczęła uderzać z pełną siłą, jakby faktycznie starała się kogoś powalić. To by było na tyle, jeśli chodzi o odprężenie. Fuknęła wściekle, a zaraz po tym się zatrzymała. To wiatr wiejący od strony wielkiego miasta popsuł jej humor, przynosząc ze sobą cały smród metropolii. W czasie Astas Ombros cuchnęło dużo bardziej niż zazwyczaj. Zwłaszcza kiedy było tak gorąco, zwłaszcza dla kogoś wyposażonego w wampirzy zmysł węchu. Czuła odór rozgrzanych ludzkich ciał, pomyj wylewanych na ulice i do jeziora, fetor z dzielnicy zewnętrznej i przykry zapach ryb rozkładających się w porcie i na bazarze. Zabójczyni spojrzała z nienawiścią w stronę leżącego kilka kilometrów dalej miasta. Widziała je dobrze. Nie tylko dzięki swoim oczom dziecka nocy, ale również dzięki światłom, które w Ombros nigdy do końca nie gasły. Życie tam trwało przez całą dobą. Trzeba tylko było wiedzieć, gdzie go szukać. Jasne, to miejsce miało swoje plusy i było ich nawet całkiem sporo. Po pierwsze zapewniało ogromne zyski gminie, co przekładało się też na nieco większe dochody pani tych ziem. Prócz tego było wprost rajem dla różnej maści złodziei, dzięki czemu młode Kruki nie musiały daleko szukać zarobku. Wreszcie, metropolia była również dobrym miejscem dla wampira. Dobrym do polowań. Wiele tamtejszych lokali działało również po zachodzie słońca, a więc mogła pojawiać się tam bez wzbudzania jakichś szczególnych podejrzeń. Dodatkowo, w mieście liczącym około sto tysięcy mieszkańców bywało tak, że nikt nawet nie zauważył zniknięcia jej ofiary. W jednej chwili, Rikka podjęła decyzję. Gdy wstawała wcale nie planowała łowów. Początkowo zamierzała tylko zadowolić się swoimi zapasami lub poprosić o trochę życiodajnego płynu któregoś ze sług. Zapach miasta rozbudził w niej jednak najgorsze instynkty. Czuła, że tej nocy musi zabić i mieszkańcy Ombros będą mieli wielkie szczęście, jeśli skończy się na jednej tylko osobie. Zeszła na dół i skierowała się do metropolii.

Leonard:
Leonard nie był pewien, czy kiedykolwiek rozmawiał z panem młodym, tym Hodrikiem. Wydawało mu się jednak, że widział go w życiu kilka razy. Tak czy owak, chłopak ani myślał żeby opuścić jego wesele. Uwielbiał dobre biesiady, a chwilowo nie wykonywał żadnych zadań dla Bękartów. Uznał zatem, że dobrze zrobi jeśli zażyje trochę odpoczynku w Ombros. Siedział teraz przy jednym ze stolików przed karczmą i radośnie żłopał piwo razem z kilkoma dopiero co poznanymi ludźmi. Okazało się, że tamci byli żołnierzami, więc młody najemnik szybko zaczął się z nimi dogadywać. Wyglądało na to, że problem braku kompanów do picia został już rozwiązany. Teraz trzeba było tylko rozwiązać problem braku dziewki, ale o tym pomyśli później. Póki co, musiał jeszcze trochę wypić.

Zaidaan:
Wieści o hucznym weselu rozseszły się po Valfden niczym błyskawica. Emerick właściwie też nie miał nic ciekawego do roboty, więc pomyślał, że wzięcie udziału w weselu mu nie zaszkodzi. W dodatku panem młodym jest emerytowany Bękart, więc tym bardziej nie mógł zaprzepaścić tej okazji. Niedługo potem zajechał do Ombros i wziął udział w zabawie, przewijając się z wódką między goścmi bawiąc się w najlepsze.

Nawaar:
Nawaar powrócił z malowniczej wyspy pełnej intryg i zdrad. Na Valfden pewien był, że działo się to samo, ale nie dotyczyło go to bezpośrednio ani pośrednio, ba nawet sam nie wtrącał się w działania możnych tej wyspy choć, niektórych znał i różnie się z nimi miał. Ciemnoskóry postanowił, posiedzieć w kruczej twierdzy, żeby sobie poczytać w bibliotece oraz nieco dokształcić się, lecz w końcu stało się to co musiało jego sakiewka była niemalże na wykończeniu. Mauren słyszał o weselu jakie miało odbyć się na dniach w pobliskim Ombros, więc tam chciał wyszukać okazję do zdobycia czegoś cennego, gdyż w końcu prezenty dla pary młodej zapewne będą obfite i drugą sprawą było to, że znał dość dobrze topografię miasta, także może będzie to dla niego intratne. Młody kruk ruszył z twierdzy prosto do miasta, a kierował się dźwiękiem dzwonów kościelnych.   

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej