Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Ius Primae Noctis

<< < (3/8) > >>

Nawaar:
Mauren obadał nieco sytuacje. Wszystko mogło pójść po jego myśli, ale trzeba było wprawy oraz zwinnych rączek, bo dostrzegł również kilku ochroniarzy, ale nie za wielu, by mogli go złapać zwłaszcza, że byli zainteresowani rozmowami. Bardzo ciekawiła go złota dłoń jednego z gości, bo w sumie ładnie wyglądała i kolczyki jakoś źle, nie wyglądały. Jednak najpierw po kolei, bo wszystkich srok za ogon nie złapie. Dlatego ciemnoskóry na początek przeszedł się po pozostałych biesiadnikach, bo jakoś mniejsze ryzyko było a i tak musi nabrać wprawy w kradzieży kieszonkowej, więc zakręcił się wokół biesiadników, wziął kufel z piwem i popijał razem z gośćmi za młodą parę i kiedy mijał się z jednym to delikatnym ruchem nadgarstka, uruchomił ukryte ostrze, które było niemal nie zauważalne w zmroku i pośród hałasu, uciął mieszek będący za paskiem jednego z imprezowiczów, po czym szybko go złapał i schował do swojej kieszeni, przechodząc dalej jakby nigdy nic, nie miało miejsca.

Narrator:
Nawaar
Kradzież tego mieszka poszła gładko, nikt nie zauważył co zrobiłeś. W środku świeżo zdobytej sakiewki wymacałeś 20 grzywien. (Teraz nie dopisuj, później doda się do nagród.)

Rikka
Gdzieś pośród tłumu dostrzegłaś mężczyznę w charakterystycznych szatach kapłana Zartata. Możliwe, że to on udzielił ślubu parze młodej. Siedział teraz przy małym stoliku i razem z jakimś brodaczem w rycerskiej kolczudze raczył się miodem pitnym. O ile kapłan wyglądał już na nieźle wstawionego, to drugi mężczyzna ciągle wydawał się być trzeźwy. Na palcach duchownego błyszczały trzy złote pierścienie, zaś rycerz miał na sobie srebrny amulet przedstawiający jakiegoś ptaka.

Nawaar:
Nawaar schował skromy mieszek do kieszeni. Na początek każda sumka ma znaczenie, kiedy trzeba nauczyć się nowych przydatnych w mieście umiejętności. Mauren będąc zadowolony ze swoich poczynań chciał jeszcze coś dla siebie ugrać, więc na początek zabrał dwie szklanice wypełnione winem, po czym podszedł do matrony i ochroniarza obok niej. Najpierw zajął się strażnikiem. - Wie pan ile nowych ludzi naszło? Łazi to takie gości straszy, niektórzy ledwo na nogach stoją no skandal normalnie i degrengolada. Mógłby pan coś z tym zrobić? Liczył na to, że człek sobie pójdzie, by potem mógł zająć się płaczącą kobietą i jej kolczykami.

Narrator:
Nawaar
-Nie mogę.- Odpowiedział ci strażnik. -Ja mam pilnować wejścia, ogarnianiem tłumu zajmuje się reszta chłopaków. Uwierz pan, jakbyśmy wszyscy zaczęli biegać w kółku to tylko zrobiłby się jeszcze większy burdel.

Emerick i Leonard
Kątem oka dostrzegliście jak na teren imprezy wchodzi grupa sześciu czarnoskórych mężczyzn. Ruszyli bezpośrednio w stronę karczmy, bezpardonowo odpychając każdego kto stawał im na drodze. Ktokolwiek stał za blisko nich dostawał przez łeb trzonkiem włóczni. Ochrona jeszcze nie zwróciła na nich uwagi.

Rikka Malkain:
Kapłan wydawał się być łatwym celem, problemem był tylko jego opancerzony towarzysz. Najrozsądniej byłoby zatem pozbyć się rycerza przed dobraniem się do klechy. Wpierw trzeba było jednak wymyślić jak to zrobić, a póki co wampirzycy nie przychodził do głowy żaden pomysł. Przygryzła wargę. Właściwie, to coś tam jednak wymyśliła, z tym że chyba nie obędzie się bez małego teatrzyku. Zrobiła minę zakłopotanej dziewki i nieśmiało zbliżyła się do stolika zajmowanego przez obu mężczyzn. Stanęła trochę z boku, tak by sprawiać wrażenie jakby pragnęła do nich podejść, ale też nie chciała się zbytnio narzucać. Ot, dziewczyna ma jakąś sprawę do kapłana, ale boi się lub wstydzi tak po prostu podejść i przerwać rozmowę dwóch przyjaciół. Stała tak dopóki mężczyźni sami nie zwrócili na nią uwagi. Po dłuższej chwili brodaty rycerz chrząknął w końcu znacząco i skinął głową w jej stronę. Kapłan dopiero wtedy ją zauważył. Najpierw, ku lekkiemu zniesmaczeniu wojownika, niespiesznie i wyjątkowo dokładnie obejrzał sobie rudowłosą od stóp do głów. Później uśmiechnął się i władczym ruchem dłoni zachęcił ją by podeszła. Rikka przydreptała bliżej i od razu opadła na kolana.
-Ojcze, pomóż!- Zaczęła. Starała się by na jej twarzy widać było rozpacz i desperację. -Pomóż, bo mam problem natury duchowej i sama już nie wiem co mam czynić! Jakby Zartat się ode mnie odwrócił!
Po tych słowach oburącz ujęła zdobioną w pierścienie dłoń kapłana. Ten uśmiechnął się jeszcze szerzej, teraz już całkiem lubieżnie, i wolną dłonią pogładził ją po włosach. Miała farta, trafił jej się jeden z tych zboczonych.
-Oczywiście, moje dziecko. Mów, co ci leży na sercu.- Odpowiedział. Dokładnie w tej chwili jego towarzysz wstał od stołu zabierając swój kufel. Westchnął ciężko mamrocząc coś pod nosem. Wampirzycy wydawało się, że słyszy „Zartacie dopomóż, ten znowu to samo.” Rikka zaśmiała się w myślach, po czym drżącym i łamiącym się głosem zaczęła opowiadać historię „swojego” smutnego życia. Kłamała jak najęta opowiadając o tym jak to mąż wyrzucił ją z domu, bo go zdradziła, a rodzice zdecydowali się ją wydziedziczyć. Gdy mówiła o samym akcie zdrady pozwoliła sobie jeszcze bardziej popuścić wodze fantazji i rzuciła swojemu słuchaczowi kilka pikantnych szczegółów. Klecha przełknął głośno ślinę i rozmarzył się. Po jego oczach złodziejka poznała, że myślami mężczyzna oddala się od niej starając się wyobrazić sobie opisywaną przez nią sytuację. Wtedy uznała, że pora działać. Ostrożnie zaczęła zsuwać pierścienie kapłana z jego palców, uprzednio lekko dociskając każdy z nich do jego skóry. Dzięki temu mężczyzna będzie czuł ich ciężar na swoich palcach jeszcze chwilę po tym jak przestaną być jego własnością. Jeden, drugi, trzeci. Pijany duchowny niczego nie zauważył.
-Dziękuję, ojcze!- Rzuciła nagle. Słuchacz spojrzał się na nią nieco zaskoczony. -Chyba już mi lepiej, musiałam tylko się komuś wyżalić.
Pospiesznie wstała ignorując jego „ale” i „poczekaj”. Kolejny załatwiony. Prędko oddaliła się i schowała łupy do kieszeni. 

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej