Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Ius Primae Noctis

<< < (2/8) > >>

Leonard:
Leonard odłączył się od swojego towarzystwa i podszedł do Emericka jak tylko wypatrzył go w tłumie. Tamci mogli być w porządku, ale nie ma to jak napić się z innym Bękartem. Wpadł na starszego stopniem najemnika z kuflem piwa w jednej ręce i udkiem kurczaka w drugiej.
-Poruczniku!- Zawołał uśmiechnięty, zanim zdążył ugryźć się w język. W końcu nie wiedział, czy Emerick chce żeby w cywilu nazywano go w ten sposób.

Narrator:
Rikka
Dotarłaś do miasta i po jakimś czasie, kierowana odgłosami zabawy, zawędrowałaś w okolicę tawerny "Trójząb Nalasa". Tak duże skupisko pijanych i zajętych zabawą ludzi wydawało się być dobrym miejscem na rozpoczęcie polowania, jeśli rzecz jasna ktoś lubił krew z procentami.

Nawaar
Nie minęło dużo czasu, a doszedłeś do Wielkiego Portu i znalazłeś się w okolicach karczmy "Trójząb Nalasa". Pogłoski o weselu okazały się być prawdziwe, faktycznie miała tu miejsce jakaś dobra zabawa. Dookoła było pełno zajętych piciem i tańcami ludzi, których z łatwością mógłbyś uwolnić od ciężaru ich grzywien. Prezentów dla młodej pary nigdzie jednak nie widziałeś. Być może znajdowały się wewnątrz tawerny.

Nawaar:
Nawaar doszedł do portu, gdzie krzykom, hałasom i wszelkich radości było dużo. Plotki jednak mają to do siebie, że nie zawsze się sprawdzają, a tutaj proszę goście weselni bawią się w najlepsze, zapominając o Bożym świecie. Mauren podstał trochę pod karczmą, żeby wybrać sobie kilka potencjalnych celów, które mógłby okraść do tego, żeby nie był podejrzany zaczął klaskać w rytm muzyki, bo w sumie nigdy na takich weselach nie bywał, także powoli poruszał się w stronę biesiadników, by obadać sprawę mieszków pełnych grzywien.

Rikka Malkain:
Na początek Rikka postanowiła wybadać teren. Weszła w tłum i zaczęła przechadzać się pomiędzy gośćmi wypatrując kogoś specjalnego, na kim mogłaby się tej nocy pożywić. Wtopienie się w tę ludzką masę nie sprawiło jej żadnego problemu. Większość zgromadzonych była pijana, a do tego nie wszędzie stały lampy i pochodnie, więc w niektórych miejscach zalegało trochę cienia. Nie szukała nikogo konkretnego. Liczyła raczej na to, że w pewnej chwili jakaś wyjątkowa osoba przyciągnie jej uwagę. Najbardziej lubiła pić z ludzi, którzy wydawali jej się w jakiś sposób atrakcyjni. Niekoniecznie musiało jednak chodzić o atrakcyjność erotyczną. Po prostu, ten ktoś musiał mieć w sobie coś przyciągającego. Gdyby została o to zapytana, wampirzyca nie potrafiłaby sprecyzować o co właściwie jej chodzi. W swoich poszukiwaniach nie używała też tylko oczu, a korzystała ze wszystkich zmysłów. Nasłuchiwała co działo się dookoła niej i wychwytywała co przyjemniejsze zapachy, oraz powstrzymywała grymasy obrzydzenia gdy wyczuła coś nieprzyjemnego. Po paru chwilach zlokalizowała aż kilka osób, które mogłyby ją zadowolić. Póki co nie chciała jednak do nich podchodzić. Coś podpowiadało jej, że gdzieś tutaj kryje się ktoś zdecydowanie ciekawszy. Dopóki go nie spotka, postanowiła pobawić się w kieszonkowca. Grzywien przecież nigdy za wiele, a ona musiała wykorzystać każdą okazję na doskonalenie swoich złodziejskich umiejętności. Namierzyła pierwszy lepszy cel. Mężczyzna w średnim wieku, wąsaty, lawirował właśnie pomiędzy stolikami zmierzając w sobie tylko znanym kierunku. Jego prosty ubiór nie sugerował bogacza, ale od czegoś trzeba było zacząć. Rikka ruszyła w przeciwnym kierunku niż on, a gdy go mijała, szybkim ruchem ręki wyposażonej w ukryte ostrze odcięła jego mieszek od paska. Drugą ręką go złapała i pospiesznie ukryła w fałdach swojej szaty. W tym całym hałasie jej ofiara nie miała szans usłyszeć syku wysuwanego ostrza, ani cichego odgłosu monet uderzających o siebie w skórzanym mieszku. Mężczyzna, nie zdając sobie sprawy z tego że ktoś właśnie go okradł, poszedł dalej. Wampirzyca uśmiechnęła się. Mieszek wprawdzie był lekki, ale przecież noc jeszcze młoda. Nie wątpiła, że przed znalezieniem odpowiedniego posiłku zdąży skroić jeszcze kilku frajerów. Przez chwilę wydawało jej się, że gdzieś w tłumie mignęła jej postać Sauvetiera. Szlachcic na pewno miałby pełniejsze kieszenie niż większość tu obecnych, ale bała się że ten od razu ją rozpozna. Widzieli się przecież nawet niedawno, na sejmiku. Dlatego skierowała swoje kroki na drugą stronę placu. Zaczęła wypatrywać lepszych łupów. Złotych pierścieni, naszyjników... Wszystkiego, co miało jakąś większą wartość.

Narrator:
Rikka
W mieszku było 15 grzywien.

Nawaar
Większość biesiadników ubrana była w raczej proste stroje i nie dostrzegałeś na nich żadnych dodatkowych ozdób. Mieszki jednak były, chude co prawda, ale były. Zazwyczaj przy pasach. Oprócz tego zobaczyłeś też mężczyznę ze złotą dłonią i starą matronę w okrągłych kolczykach, również złotych. On stał na jednym ze stolików i opowiadał jakąś historię, energicznie przy tym gestykulując. Ze swojego miejsca nie mogłeś jednak dosłyszeć słów. Dookoła niego siedziało kilku innych mężczyzn, wszyscy mieli przy sobie miecze. Ona siedziała na schodach przed wejściem do tawerny i, o dziwo, cicho pochlipywała. Obok niej stał uzbrojony ochroniarz. Po całej okolicy kręciło się jeszcze kilku takich, jednak zdecydowanie było ich zbyt niewielu by upilnować wszystkich gości.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej