Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemniczy nieznajomy i jego propozycja
Rengar:
Niestety siła Watu nie była tak wielka, prowadzenie dwóch mężczyzn było ciężkie, cała trójka zataczała się to w lewo to w prawo ale jakoś szli, i zmierzali za Imago i resztą. Szczęście że tylko musiałem prowadzić za wampirem, o wiele ciężej było by dać się prowadzić dwóm naprótym gościom i nie stracić przy tym równowagi.
Imago:
W ciągu parunastu następnych minut dotarli. Pijani paserzy zatrzymali się, zataczali.
- To. tfuuu... - stęknął jeden. Wampir podprowdził ich bliżej budynku, który wskazali. Coś, co przypomniało duży, drewniany magazyn. Ulice były puste. Imago puścił trzymanych mężczyzn. Dwa szybkie ciosy, które obu obaliły.
- Zabij te śmiecie, jesteśmy gdzie trzeba.
Mężczyźni, których wampir obalił wstali. Niechlujnie dobyli mieczy.
2x zbir przy mnie
2x zbir trzymani przez ciebie
//Aktywne kary:
osłona nocy
opady atmosferyczne
Rengar:
Pijani paserzy patrzyli na Watu.
Więc koniec szopki.
Dla Watu było zbyt ciemno, nic nie widział, ani nie miał również czym wzniecić płomieni. Jednakże jednej rzeczy był pewien, gdy machnie kataną, ktoś zginie.
Puścił mężczyzn którzy wylądowali na klęczkach sądząc po odgłosie, i odsuną się dwa kroki w przód po czym się obrócił w ich stronę. Mężczyźni prawdopodobnie wiedzieli już co się święci bo bez słowa zaraz po podniesieniu z kolan dobyli mieczy, Watu przez ten czas nie próżnował i trzymał już w dłoniach katanę na której oplótł swe palce. Skrytobójca-żółtodziób wzniuzł ostrze nad głowę uprzednio robiąc krok w przód, o ile dobrze wymierzył mniej więcej w tamtym miejscu powinien się znajdować jeden ze zbirów. Broń poszybowała jak naprowadzana, nie pozostawiając po sobie świstu, Watu po czuł że krew bryzgnęła na jego policzki.
Imago:
Wampir nie patrzył na Watu. Miał własne zmartwienie. Paserzy byli pijani, ale wciąż niebezpieczni. Ruszyli na wampira, który nie dobył jeszcze broni. Jego przeciwnicy zaatakowali. Unieśli miecze ku górze, chcąc zaatakować z tej pozycji, zbliżając się przy tym do wampira. Pierwszego Imago złapał za przedramiona, uniemożliwiając wykonanie ciosu. Drugiego w porę kopnął, odpychając go. Kopnął potem pierwszego w brzuch i zatopił szybkim ruchem ukryte ostrze w jego gardle. W tym czasie drugi już zebrał się do ataku, lecz wampir dobył noża i szybkim rzutem noża pierś zabił. Następnie zaś, wziął solidną dawkę krwi i przyglądał się, jak radzi sobie Watu.
Rengar:
Pijany zbir tuż po wyciągnięciu broni ruszył na Watu, wtedy zobaczył śmierć kompana, rozproszyło go to jednak nie na tyle by zaprzestał ataku, wręcz przeciwnie, wściekle szarżował. Nie przyszło mu to jednak na wiele gdyż poślizgnął się n mokry od deszczu bruk. w przypadku tego zbira wyglądało to bardziej jak zabawa z dzieckiem, musiał być nieudacznikiem nawet na trzeźwo. Watu złapał za szyje pasera który miał zaraz paść na głupi ryj. Wolał żeby nie umarł od upadku poprzez nadzienie się na swoje własne ostrze.
Dominujący mężczyzna wykopał pijakowi broń z dłoni i tak rzucił go na zimny bruk objęty mrokiem nocy. Przeciwnik dźwignął się i był na czworaka jednak Watu nie dał mu więcej czasu i wbił w niego katanę która przeszła przez niego na wylot.
Po walce kruczy żółtodziób wyciągnął broń ze zwłok i wytarł ją o ubrania które owa broń przed chwilą spenetrowała.
Również wziął mieszki obu panów i podszedł do Imago.
-Wybacz że tak długo mi to zajęło.
Czuł że musi to powiedzieć po zobaczeniu zniesmaczonej miny towarzysza.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej