Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Potrzymaj mi piwo - Czyli samobójcza zapewne misja na Ignis Terra
Kazmir MacBrewmann:
Dziennik pokładowy. 4 Astas 33 Rok III Ery. 12.00
Dwa dni temu minęliśmy Valfden ostawiając ją daleko za horyzontem. Załoga nie marudzi (z wyjątkiem Torsta ale on ma chyba żal o sejmik) choć pić nawet nie chcą, wątpie że z troski o powodzenie misji. Szeklan umie gotować, ale kapuśniak na kolację? Toruviel nawet nie rzyga. Pogoda i wiatr idealne, zaoszczędziliśmy jeden dzień. Aktualna pozycja <cyferki> Gdzieś na Oceanie Świtu gdzie natrafić można tylko na ryby. Czuje zapach obiadu. Dziś wachta Torsteina...
Krasnolud skończył wpis w dzienniku i wyszedł na pokład.
DarkModders:
Zapach obiadu unosił się już w powietrzu od jakiegoś czasu. Jaszczurka, odkąd tylko opuścili Valfden, zamelinowała się w kambuzie gdzie spełnia się jako pokładowy kuchta. Może kapuśniak nie był trafionym pomysłem na kolacje ale zawsze liczy się ciepły i pełnowartościowy posiłek. Z tym, że posiadał on na prawdę mnóstwo witamin potrzebnych marynarzom.
Na śniadanie przygotował jajecznicę podsmażaną z boczkiem i cebulką. Jak też wiadomo, na stołach nie zabrakło wyśmienitego rumu, który dodawał do każdego posiłku.
Zaraz po samym śniadaniu jaszczur skupił się na przygotowaniu obiadu. Po długich minutach spędzonych na poszukiwaniu czegoś, co by urozmaiciło znacznie strawę, ku swemu lekkiemu zdziwieniu, udało się mu znaleźć woreczki z kaszą.
- Świetnie! - powiedział podrzucając woreczkiem. - To teraz mogę się już brać za obiad.
A jego głównym pomysłem na dzisiejsze dania były: gotowana kasza okraszona słoniną z gulaszem w sosie pieczeniowym i surówką z kiszonej kapusty. Uwziął się na nią jak cholera ale cóż poradzić? A na pierwsze - zupa rybna.
Spieszył się gdyż pora obiadowa nadchodziła dużymi krokami a on był z nie którymi rzeczami głęboko w dupie. Musiał nadrobić stracony czas przeznaczony na poszukiwanie kaszy.
Ashog "Stalowa furia":
Ciekawe że gotował Szeklan, mimo wachty Torsteina. Ashog w zasadzie nie widział by ten cokolwiek robił na pokładzie, po za jedzeniem. Z drugiej strony ork powątpiewał by ten umiał w ogóle gotować... Ork zszedł do kuchni, poczuł miły zapach.
- Co tam dobrego?
DarkModders:
Ashog natrafił na moment kiedy jaszczur kończył nakładanie ciepłej strawy do drewnianych misek.
- O, trafiłeś w dobrym momencie. - oświadczył mu. - Dzisiaj na obiad zupa rybna i kasza na słoninie z gulaszem w sosie pieczeniowym. - mówił nie przerwanie. Wręczył mu także miskę z kaszą i drewnianą łyżkę.
- Smacznego.
Egbert:
Egbert tym czasem stał na dziobie opierając się o reling i szukał potencjalnego zagrożenia. Niekoniecznie musieli to być piraci lub inne wrogie jednostki. Rudobrody wypatrywał też nadchodzących sztormów, czy wielkich fal. Niektóre z nich, szczególnie te wywołane przez podwodne trzęsienia ziemi, potrafiły być naprawdę niebezpieczne nawet dla większych okrętów. Jak na razie, ocean wydawał się być jednak spokojny. Bękart żałował trochę, że nie mają tutaj bocianiego gniazda. Szkoda, Betsy na pewno nie zaszkodziłby jakiś lepszy punkt obserwacyjny. Niektórzy członkowie załogi zaczynali już schodzić się na obiad. On dołączy za chwilę. Nie żeby wzbraniał się przed kuchnią Szeklana, jaszczur okazał się być wcale nie najgorszym kucharzem. Po prostu czuł, że musi jeszcze trochę postać na warcie. Jedzenie akurat zdąży mu ostygnąć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej