Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Potrzymaj mi piwo - Czyli samobójcza zapewne misja na Ignis Terra

<< < (42/49) > >>

Toruviel:
Podczas gdy chłopcy bawili się, Toruviel została zaatakowana przez chyba ostatniego zbira. Pierwsze cięcie klingi zablokowała karwaszem ukrytego ostrza. Zdenerwowany, bądź przestraszony całym zajściem w sali zaatakował ponownie, chcąc końcówką ostrza podciąć gardło elfki. Umknęła zgrabnie i kopnęła go w brzuch. Zdezorientowanego strażnika kopnęła ponownie, tym razem w szczękę. Poprawiła trzecim kopem w kroczę i skończyła ostatnim kopniakiem z półobrotu. Strażnik poleciał na ziemię, zaś elfka skoczyła na niego z ukrytym ostrzem i zatopiła je głęboko w szyi zbira, zostawiając na ziemi trupa.
Rozglądnęła się.
- No ładny bajzel żeście zrobili.

Melkior Tacticus:
- To się nazywa agresywne negocjacje. Kurwa... Torsteinm leć do naszych w Derim i bądźcie gotowi. Jak za... sześć godzin nie dotrzemy na statek macie odpływać. Na pewno już posłali już tam gońca więc się śpiesz. My zdobędziemy konie.

Torstein Lothbrok:
Dracon zabrał topór z trupa chana i schował go. Słysząc Melkiora skinął mu, po czym wybiegł z namiotu i wzniósł się w powietrze kilkoma mocarnymi uderzeniami skrzydeł. Szybko nabrał wysokości, po czym skierował swój lot w stronę Derim. Szybko nabrał prędkości, toteż miał zamiar szybko dotrzeć.

Domenik aep Zirgin:
A chwilę potem do namiotu wpadło dwóch strażników których Domenik zastrzelił z bandoletów, dymiące pistolety schował do kabur. - Pora spierdalać. Tylko złota szkoda. Ekipa wyszła na zewnątrz a w ich stronę pędziło z 30 wojowników z oazy. Do stajni było z 200m a warto wspomnieć że zaczęły latać strzały...

30x https://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta_%C5%82ucznik

DarkModders:
Kurz bitewny powoli opadł. Martwe ciała usiały posadzkę sali tronowej mocno jeszcze krwawiąc. Nastała na moment głucha cisza. Dobrze jednak wiedzieli, że to się na jednym nie skończy. Czas ich naglił, musieli stąd uciekać zanim cała armia Chana zwali się im na głowę. Włożył topór za pas i uważnie rozejrzał się dookoła. Nie zdążył wypowiedzieć nawet ani jednego słowa kiedy do namiotu wbiegło dwóch kolejnych strażników. Huk i szary dym ponownie napełnił namiot. Tym razem, to nie była spluwa Szeklana lecz bandolety Domenika.
- No nieźle, chyba czas spierdalać. - rzucił w eter. Zanim jednak zamierzał opuścić namiot szybko przeładował swoją spluwę w przeładownicy i uważnie przeszukał ciało Chana jak i kilku strażników. Zaraz też po tej czynności opuścił namiot wraz z pozostałymi.
Czas ich mocno naglił. Biegł ile miał tylko sił w nogach. I choć wiedział, że do stajni jest nie wiele drogi, to czuł zabójczy oddech na swoim karku. I nie mylił się. Będąc już nie daleko stajni poczuł nad uchem charakterystyczny świst. Zaraz po nim, poczuł kolejny. Nim odwrócił się dojrzał za sobą wojowników strzelających do nich z łuków.
- Tego jeszcze nie grali. - powiedział jakby do siebie.
Momentalnie wyciągnął zza pasa spluwę i energicznie odwracając się wystrzelił w stronę jednego z łuczników. Miał tylko nadzieję, że strzelił celnie a jego poświęcenie nie pójdzie na marne.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej