Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Potrzymaj mi piwo - Czyli samobójcza zapewne misja na Ignis Terra

<< < (40/49) > >>

Torstein Lothbrok:
Gdy straż chana chama sięgała po broń, Torstein zasyczał jak gigantyczny, dwunożny waran czy też krokodyl. Jego dłoń powędrowała do potężnego toporzyska, ogon strzelił zaś jak bicz. Gdy jednak ich pan kazał im odłożyć broń, on też zabrał łapę do topora.
- Takich jak cię tu pilnują zjadam na śniadanie - syknął. - Ciekawe, czy mają smaczne wątróbki... ale tak. Lepiej weź kuferki, powiedz nam co i jak i obyśmy nigdy więcej się nie spotkali.

DarkModders:
No kurwa, co? przeszło mu przez myśl słysząc słowa wypowiedziane przez Chana. Słysząc także przemowe Domenica zrozumiał, że robi się grubo. Strażnicy już sięgali po bronie. Jaszczur także był przygotowany na wszelki wypadek. Jeden ruch i jego spluwa zaśpiewałaby tango. Gotowało się w nim do granic możliwości.
- Ten, kto przyzwala na konszachty z Hordą sam jest jej przyjacielem. Radziłbym więc gadać z nami i przystać na ofertę Domenica, w innym wypadku pozbędziemy się was stąd raz na zawsze.

Narrator:
- Wszystkich nas nie zabijecie. Naprawdę nie mam powodu by wam cokolwiek powiedzieć. Bo i nie mam co. Złoto? Prychnął patrząc na zawartość skrzynek. - Mam. Powiedziano mi nim weszliście że Mehmet pokazał wam granice Hordy. Czego jeszcze oczekujecie? Sojuszu? Parsknął śmiechem.

DarkModders:
- Z wami? - parsknął również gromkim śmiechem. - Dla Valfden nie odgrywacie żadnej roli. Jesteście również zbędni, co i cała Biała Horda. - mówił odwracając się lekceważąco plecami w stronę Chana. - Pomyśl, co by się stało gdyby tobie zamordowano kogoś bliskiego, hm? Może warto spróbować, co by wtedy WIELKI chan zrobił. - odpowiedział szyderczym uśmiechem. Prawą dłoń trzymał już na rękojeści topora.

Narrator:
- Śmiesz mi grozić! Wstał z tronu. Uniósł pięść i prostując palec wskazujący wskazał na Szeklana. - Precz. Pókim dobry.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej