Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Potrzymaj mi piwo - Czyli samobójcza zapewne misja na Ignis Terra
Toruviel:
Elfia zabójczyni zaś spała lekkim snem. Lekkim, bo tak miał chyba każdy, kto zarabiał na śmierci zadanej z ukrycia. Trzeba było być uważnym, by samemu tak nie skończyć, wszak fach był niebezpieczny nie tylko ze względu na walkę, przekradanie się i tym podobne. Niektórzy mogli chcieć zemsty za zadaną bliskim śmierć. Stąd też nawyk. Słysząc echo koni wstała, uczesała niedawno przycięte włosy oraz pomalowała się. Wkrótce też wyszła.
- Gotowa.
Melkior Tacticus:
Dwoje elfów, dracon, jaszczur i Domenik - który zabrał dwa tajemnicze kuferki - ruszyli w drogę. Wyjeżdżając z Derim ujrzeli pustynię. Bardziej kamienistą aniżeli piaszczystą. Tereny te zawsze takie były, i nie było to nic nadzwyczajnego. Jechali na północ.
DarkModders:
Wreszcie miał okazje dokładnie przyjrzeć się omawianemu terenowi, o którym mówił mu Yorgen. Widok mnóstwa skał robił na nim niebywałe wrażenie. Był pierwszy raz na Igmis Terra, jak dotąd nigdy jeszcze nie widział na własne oczy tak dziwacznej pustyni. I choć skwar lał się z nieba, to musiał przyznać, że przyjemnie się mu podróżowało. Oczekiwał tylko jednego, szybkiego dotarcia do Chana i załatwienia swoich spraw.
W międzyczasie, dla zabicia czasu w tej jakże monotonnej podróży, szukał jakiś form żyjątek, które mogły zadomowić się w tym nieprzyjaznym środowisku. Wszystko go ciekawiło. Ot, taka jakby zachcianka jego umysłu.
Melkior Tacticus:
Pod wieczór dotarli do kupy kamieni będącej miastem. Owa sterta leżała nad oazą, była ruinami jakiegoś starego jaszczurzego miasta. Z oddalonych o kilka kilometrów dalej do "miasta" dochodził akwedukt. Nie trzeba było być inżynierem by wiedzieć że nie funkcjonuje. Siedziba chana była w dużej jurcie nad jeziorem owej oazy. Drużyna weszła do środka. Tam na tronie zdobionym czaszkami demonów - Melkior był pewien że po prostu zebranych z trupów po Mścicielu - siedział wielki ork. Melkior poklepał Szeklana po ramieniu by to on mówił. Wszak to jego pomysł. Strażników naliczył 10, dobrze uzbrojonych.
- Jestem Bailif Chan, powiadomiono mnie o was. Czego chcecie.
DarkModders:
Przebyli setki mil, pustynie i bezkresny ocean. Teraz stali u celu, przy pałacu Chana. Stare ruiny jaszczurzego miasta wcale nie przypominały czegoś, w czym można by było normalnie żyć. Miał mieszane uczucia, co do tego, czy Chan miał równo pod kopułą aby pomieszkiwać w takim burdelu. Nie mniej, to nie jego biznes. Chciał tylko wykonać swoją robote.
Zostali wprowadzeni przed oblicze Chana. Siedział on na tronie wykonanym z czaszek demonów. Na nim zaś spoczywał opasły ork. Słysząc jego pytanie oraz wymowne poklepywanie Melkiora wyszedł na środek i pokłonił się mu.
- Jestem Szeklan Caved, baron Królestwa Valfden. Wraz z tymi zacnymi druhami. - to mówiąc wskazał dłonią na zebranych towarzyszy. - Przybyliśmy tutaj aby wyrównać pewne rachunki. Otóż, od pewnego czasu jesteśmy najeżdżani przez Białą Horde. Grabią wszystko, mordują i uprowadzają miejscową ludność. Chcemy się z nimi rozprawić raz na zawsze. Wiemy dokładnie, że to tylko nie nasz problem ale i kontynentu. Wspólnymi siłami możemy zdziałać wiele. Zatem, oczekujemy szczegółowych informacji.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej