Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Potrzymaj mi piwo - Czyli samobójcza zapewne misja na Ignis Terra
DarkModders:
- Pierdolenie! - powiedział stojąc lekko na uboczu. Zapaliłby fajkę gdyby takową miał. A tak to musiał stać i ślepo wpatrywać się w stronę portu, do któtego powoli wpływali. - Lepszym zwierzęciem byłaby wiwerna. Jad tego cholerstwa jest jeszcze gorszy od węża. - stwierdził dość oczywisty fakt.
W międzyczasie uważnie sprawdzał swój osprzęt. Szczególnie przyjrzał się swojemu pistoletowi. Wyciągnął go zza pasa i włożył do kieszonki przeładunkowej znajdującej się na jego klatce piersiowej. Tam sięgnął po nabój i skrupulatnie zapakował go do lufy. Wolałbyć gotowy na takie okoliczności. Może wreszcie będzie miał okazje postrzelać po tylu latach jednoręczności.
Kazmir MacBrewmann:
Na nabrzeżu osady stał tylko okręt z Doral oraz kilka łodzi rybackich. Gdy Betsy dobiła ostro do murowanej przystani nikt w sumie nie zwrócił na nich uwagi. Gdy kompania zeszła na ląd, dopiero zainteresował się nimi jakiś kutas (urzędas w sensie) i czterech strażników.
- Czego szukacie w Derim? Handel? Dobrze trafiliście, mamy świerzych niewo
- Prowadź do wodza, albo sami tam dojdziemy po waszych trupach.
- Po co ta agresja... chodźcie. Facet posikał sie na widok Torsta.
DarkModders:
Jaszczur z niecierpliwością wyczekiwał momentu przybicia do miejscowego portu. Pistolet skrzętnie spoczywał przy pasie przygotowany do nagłego ataku. Nie wiedzieli, czego się spodziewać.
Betsy mocno przybiła do betonowego nabrzeża, zaraz też położono trap.
- Czas się zabawić. - powiedział z szyderczym uśmieszkiem schodząc na ląd zaraz za Torsteinem i Kazmirem.
To, co tam zobaczyli, zbiło go z tropu. Trafili do jakieś dziury, liczył na heroiczną potyczkę, mocne pertraktacje a tutaj taki zawód. Ciężko westchnął i ściągnął dłoń z rękojeści spluwy.
Egbert:
Egbert, podobnie jak jaszczur, również się trochę zawiódł. Starał się jednak nie tracić czujności, może szef tej bandy będzie twardszy niż jego sługusy. W końcu ktoś kto porywa ludzi z ich domów, a następnie znakuje jak bydło i sprzedaje innym do pracy ponad ich możliwości musi być niezłym skurwysynem. Żeby podkreślić wagę słów Kazmira, Bękart splunął flegmą niedaleko butów urzędnika i oparł dłoń na rękojeści miecza. Później ruszył wraz z resztą w głąb lądu. Po drodze rzucił okiem na niewolników. Ciekawiło go skąd ich sprowadzają, może w ich wyglądzie znajdzie jakąś wskazówkę.
Melkior Tacticus:
Trudno było określić skąd byli niewolnicy, Doralczycy pewnie prztwozili ich zewsząd. Drużyna dotarła do "ratusza". Bo był to dawny ratusz czy też Jaszczurzy odpowiednik. Melkior i Szeklan poznali architekture. Wnętrze było... chlewem. Wielka sala zamieniona na salę biesiadną, stoły, ławy, pochodnie, skóry zwierząt i czaszki demonów. No i tron, z kości i - a jakże - czaszek. Na nim mauren. Gruby i łysy, pod jego nogami leżały dwie nagie elfki. Na oko piętnastoletnie. Połowa obecnych była pijana lub naćpana. Tchórz z portu zaprowadził kompanie przed oblicze miejscowego watażki.
- Jestem Kagan Mehmet, namiestnik Klanu Węża i pokorny sługa Bailif Chana. Was nie znam, ale kojarze znaki na pancerzach. Uśmiechnął się paskudnie, oblizując wargi tłuste od jedzenia - Synowie Rashera tak? To wy zabiliście Sesontisisa i pokonaliście Białą Hordę?
Melkior nie był zdziwiony, był zadowolony że wieści o wpierdolu jaki spuścili jaszczurom w sumie nie tak daleko stąd dotarły tutaj, a Horda... ci co uciekli widzieli banderę Pięści Rashera. Zresztą nie obchodziło go to. Mehmet wyglądał na "światowego".
- My. Jestem Melkior Tacticus. To moje i tego tu Szeklana - wskazał jaszczura - Horda ośmieliła się zaatakować. Przybyliśmy ich znaleźć, i puścić z dymem jakąś ich wioske. Ale widzę że są tu i inne nacje. Nacje. Dobre słowo.
- Już was lubie. Przynieść gościom wina! Wróg mego wroga jest moim przyjacielem.
Służba przyniosła wino, lepiej wypić.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej