Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wielki Bazar
Rengar:
Zmieszałem się delikatnie ale szybko odpowiedziałem.
-Dobra dobra, już mnie nie ma.
Udałem się za róg budynku w celu znalezienia miejsca w którym można by co nie co usłyszeć lub tylniego wyjścia które mogło by być niestrzeżone przez goryli Matta.
Byłem zmotywowany by tego dokonać, nie mogłem pozwolić żeby śmierć Łucji i dwóch pozostałych ludzi poszła na marne.
Rikka Malkain:
Udało ci się znaleźć tylne wejście. Miałeś szczęście, bronił go tylko jeden człowiek. Nie wyglądał jednak jak przeciętny bandyta. Mauren jeszcze cię nie zauważył.
Rengar:
Z nim zapewne nie pójdzie mi tak łatwo ja z pozostałymi, jednam miałem mrok po mojej stronie, jeszcze mnie nie zauważył, to była szansa której żaden z kruków by nie przepuścił. Musiałem jednak zrobić to po cichu, jeśli dołączył by ktoś jeszcze nie miał bym szans ujść z życiem, i właśnie z tego względu użycie runy Heshar nie było by rozsądne, ogień przyciągnął by uwagę wszystkich w środku.
Z ruchem pełnym gracji złodziejaszka dobyłem Krzyk z pochwy, najpierw musiałem w jakiś sposób uniemożliwić mu zawiadomieni innych.
Jego pancerz w centralnej części ciała nie pozwolił by mi szybko dobrać się do serca by od razu to skończyć.
Plan ataku miałem już w głowie, wszystko musiało pójść zgodnie z planem.
Przykucnąłem. delikatnym chodem podszedłem na tyle blisko na ile instynkt mi podpowiadał.
Niezauważony ruszyłem, sztylet trzymałem pewnie w obu dłoniach, prawą z rękojeść, lewą dłoń trzymałem w miejscu głowni. Pewnym ruchem wbiłem sztylet prosto w krtań.
To powinno go uciszyć.
Jednak to nie pozwoliło by mi go zabić.
Zostawiłem sztylet w przeciwniku, słyszałem tylko odgłosy dławienia się i wyciągania broni, kilka kropli krwi spłynęło po ostrzu i skapło prosto w me włosy.
Uderzyłem przeciwnika w kolano, jednak nie tak jak by się to wydawało, tuż przed samym kolanem wykonałem energiczny ruch nadgarstka i tak stal przeszyła kolano wroga na wylot.
Błyskawicznie uskoczyłem, Przeciwnik klęknął, to właśnie na to liczyłem. Zdeterminowany dobyłem wspaniałego dzieła nieumarłego kowala, ciąłem prostym ruchem pionowo, broń nie pozostawiła świstu a głowa wraz z moim sztyletem potoczyła się nieopodal moich stup.
Przede wszystkim wpierw rzuciłem głowę tak by nikt nie mógł jej zobaczyć po czym w to samo miejsce przeciągnąłem zwłoki. Wyciągnąłem sztylet i każde ostrze wytarłem w ubrania pokonanego wroga po czym wszystkie powrotnie schowałem na swoje miejsce.
Rikka Malkain:
Na twoje nieszczęście, mężczyzna dostrzegł cię gdy się do niego skradałeś, przez co nie zdołałeś podejść wystarczająco blisko by go zranić. To oznaczało, że twój przeciwnik żył i miał się dobrze. Mauren warknął coś w nieznanym ci języku, po czym ruszył w twoją stronę. Będąc już zaledwie kilka kroków od ciebie, mężczyzna skoczył nagle w przód i wykonał szybkie pchnięcie włócznią. Celował w twoją klatkę piersiową.
-Thalak Shakun!
//Nie możesz się do kogoś w ten sposób podkraść, jeśli nie masz odpowiednich umiejętności. Przeciwnik ma kategorię II, więc do zabicia go potrzeba dwóch finiszerów.
Rengar:
Nie miałem zbyt dużej wiedzy o włóczniach, była to jednak prosta broń.
Na pierwszy rzut oka zdradzała swoją słabość czyli nie wielkie ostrze służące raczej do dźgania.
Dynamicznym ruchem uderzyłem w drewnianą część włóczni karwaszem by zmienić jej trajektorie tuż przed tym jak mnie przeszyła.
Ostrze egzotycznej broni minęło moje żebra o przysłowiowy włos. Nie marnując czasu sięgnąłem po katanę jednak wróg też czasu nie marnował, ponownie wycelował włócznie w moją stronę. Jednak teraz chociaż miałem broń w dłoniach. Tym razem całe szczęście atak był skierowany w lewy bark, to była dobra decyzja z jego strony, atak na świeżaka w lewą stronę ciała czasem dezorientował, jakimś sposobem udało mi się zachować trzeźwość umysły mimo wcześniejszej porażki.
Przeniosłem ciężar na prawą nogę i błyskawicznie obróciłem tułów w lewą stronę, sprawiło to że włócznia przeszyła ubranie, jednak mnie nie raniła. W tej pozycji nie mogłem kontratakować kataną, natychmiast zrezygnowałem z ataku na rzecz osłabienia oponenta, uderzyłem w drzewiec włóczni co połączone z tym że znajdowała się w moim ubraniu sprawiło że jeszcze bardziej się potargało jednak również przeciwnik nie miał już jej w dłoniach. Chwyciłem Katanę ponownie w obie dłonie i ciołem, Przeciwnik miał głęboką ranę na skroś korpusu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej