Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kradziona broń to dobra broń.
Hagmar:
- Ale i tak pomyślcie o stajni. Powiedział, opuścił bibliotekę i zamek. Faktycznie... Ombros było blisko, i było wielkie. Przyszły przemytnik zszedł w dół ścierzki, wpierw kierując się na podgrodzie. I tak musiał przez nie przejść.
Reed:
Miasto Ombros zaczynało jaka zabita dechami wieś rybacka leżąca nad wielkim jeziorem, u podnóża gór w których znajduje się Krucze Gniazdo. W tamtych czasach osada nie wyróżniała się niczym szczególnym, była jak tysiące innych podobnych wiosek rozsianych po całym Valfden. Mieszkała tutaj jedynie garstka rybaków i myśliwych. Po odkryciu portalu do Tinriletu miejsce to zyskało jednak drugie życie. Osada ta stała się bowiem w krótkim czasie punktem przeładunkowym wszelkich egzotycznych towarów i gości z innego wymiaru. Wieś przemieniła się wówczas w 8 tysięczne miasteczko, którego znakiem rozpoznawczym stała się karczma „Pijany Smok” będąca pierwszym przystankiem na drodze do orientalnego świata. Niestety, po latach miejsce to znów zaczęło podupadać. Powodów było kilka. Najważniejszy to zamknięcie portalu do Tinriletu. Zablokowało to napływ zagranicznych towarów. Swoje zrobiło jednak również ogrodzenie całego obszaru gminy wielkim murem zwanym Kruczym Wałem. Utrudniło to w pewnym stopniu kontakt Ombros ze światem zewnętrznym. Ostatnim czynnikiem mającym wpływ na upadek osady było założenie miasta Sinliar. Owa osada oferowała wiele pracy dla ludzi nie bojących się ubrudzić sobie rąk, dlatego wielu mieszkańców Ombros wyemigrowało tam w poszukiwaniu łatwego zarobku. Sytuacja zaczęła stopniowo poprawiać się w roku 24 III ery, kiedy zmieniły się władze gminy. Nowa pani tych ziem zdawała sobie sprawę z możliwości handlowych Ombros. Leżąca nad jeziorem osada miała wszak, dzięki szerokiej rzece, dostęp do otwartego morza. Z tego powodu fundusze gminy zostały przekierowane tak, aby wesprzeć finansowo jej stolicę. Kilka tysięcy mieszkańców Ombros, z których wielu nie posiadało żadnej pracy, zostało z kolei zatrudnionych do rozbudowy nadbrzeża. Ostatecznie udało się przemienić niewielką przystań w port handlowy z prawdziwego zdarzenia. Następnie, pani tych ziem wykorzystała znajomości asasynów z Kruczego Gniazda celem ściągnięcia do miasta kilku kompani handlowych. Podpisano parę kontraktów, dogadano kilka umów i już wkrótce Ombros zaczęło rozwijać się samo. Każdego roku powstawały tutaj nowe gildie kupieckie, które nawiązywały kontakty z coraz odleglejszymi ośrodkami handlowymi. Zaczęło się od wymiany towarów z Atusel. W miarę jednak jak stabilizowała się sytuacja polityczna na kontynencie, coraz więcej tamtejszych państw otwierało się na handel z Valfden. Kupcy z Ombros byli pionierami w budowaniu relacji handlowych z Ghuruk, Ishgar, Ilsumirem, Doral, Vrih i Torgonem. Na skutek tego tutejszy port ożył przemieniając się w drapieżną bestię obdarzoną własną świadomością, która bezustannie rosła pożerając coraz to nowe kawałki terenu wokół wielkiego jeziora. Wraz z przystanią rozwijało się także samo miasto. Niedawno liczba jego mieszkańców osiągnęła zawrotną wartość 100 000. To czyni Ombros drugim największym portem Valfden i jednym z najbardziej zaludnionych miast na wyspie. Ciężko jednak stwierdzić, jak długo taki stan rzeczy się utrzyma. Bardzo możliwe, że za kilka lat dynamicznie rozwijający się port przegoni nawet słynne Atusel.
Ty znajdywałeś się obecnie w Zwłokach. Ze wszystkich pięciu dzielnic Ombros, zwłoki znaczą najmniej. Oficjalnie miejsce to nazywa się dzielnicą zewnętrzną, gdyż leży najdalej od portu. Miano Zwłoki dużo trafniej oddaje jednak charakter tego skupiska rozpadających się chałup, szałasów i zwykłych lepianek. Gdyby Ombros miało mury, to byłoby jego biedne podgrodzie. Żyją tutaj ludzie, którzy nie są dość majętni by pozwolić sobie na zamieszkanie w Śródmieściu, a jednocześnie nie mają dość siły by przetrwać w Wielkim Porcie. Nie ma tutaj niczego wartego uwagi. To okolica zamieszkana przez biedaków i żebraków, którą nawet przestępcy zdają się ignorować. Jedyną osobą przejmującą się losem tutejszych jest stary kapłan Zartata o imieniu Albert, który prowadzi noclegownię dla bezdomnych połączoną z polowym szpitalem.
By znaleźć jakikolwiek transport wypadałoby się udać do jakiejś lepszej dzielnicy. Na przykład Wielkiego Portu albo Wielkiego Bazaru
Hagmar:
Kurwa, co za gówniane miejsce. Brud, smród i bieda. Błoto na ulicach, szczury wielkie jak koty, koty wielkie jak psy i tak dalej. Hagmar wyglądał na tyle tutejszo by nikt nie myślał o oskubaniu go. Mimo to trzymał ręce na mieczu i mieszku. Wielki Bazar kusił, tam na oewno skroiłby paru frajerów z ich mieszków. Ale on nie był złodziejem i nie zamierzał. Wolał okradać państwo z ceł, podatków i akcyzy i innych rzeczy. Skierował swe kroki do portu, do najbliższej karczmy.
Reed:
Szedłeś więc, a dla towarzystwa miałeś biednych ludzi, którzy snuli się po podwórkach. Dotarłeś jednak do portu bez problemów. I niemal od razu w oczy rzuciła Ci się karczma.
Hagmar:
Hagmar postanowił wejść do środka, jednak nie od razu do karczmarza. Wpierw rozejrzał się czy mógłby kogoś w łatwy sposób pozbawić mieszka.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej