Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
To robota dla anioła!
Marduk Draven:
Anioł zaklął paskudnie. Zanosiło się na niezwykle potężne zjawy. Mężczyzna nie miał jeszcze z nimi do czynienia. Był jednak przygotowany. Miał do dyspozycji broń z żelaza, a choć nie mógł użyć własnej magii, miał wciąż runy. Anioł dobył szybkim ruchem młota i umknął przed pociskiem cienia. Jednocześnie przelał moc Zartata przez swą dłoń w młot. Ten z kolei zabłysnął światłem, broń stała się zwiastunem śmierci dla wrogów Zartata i wszystkich istot nocy. Wybrał jako cele dwa widma i cisnął młotem napełnionym niszczycielską mocą. Wzmocnione energią boga żelazo poleciało po łuku z łatwością zniszczyło pierwszą zjawą, przeleciało kolejnych parę metrów i trafiło drugą. Gdy broń wróciła do dłoni właściciela, ten skrócił dystans i dobył tarczy. Czekał.
2x widmo
Narrator:
Jedno z widm znikło, stając się niewidzialne a ty poczułeś i usłyszałeś jak widmo wściekle drapie pazurami po twoich plecach, bez skutku. Drugie widmo zaczęło potępieńczo jęczeć, jak nadepnięty kot.
Marduk Draven:
Anioł poczuł jak słabnie przez ryk jednego z widm. Pozornie osłabł, lecz warto było nadmienić, że w Bractwie uczono go walczyć przeciwko nieumarłym, istotom magicznym oraz astralnym. Marduk zadał potężny cios z obrotu swym żelaznym młotem. Trafił idealnie w coś, co mogłoby być gębą widma. Poszedł za ciosem, walnął po skosie, potem poprawił znad głowy. Widmo padło, a raczej zostało zniszczone. Następnie chwycił miecz oburącz i zaczął się obracać. Pozornie zwykłe kręcenie się przerodziło się w huragan, coraz szybszy i szybszy, mocniejszy i mocniejszy. Wir z żelaza skierował się w stronę pozostałego widma, które zawyło. Zmiótł je z powierzchni ziemi.
Narrator:
Było pusto. A anioł poczuł się lepiej.
Marduk Draven:
Anioł odetchnął. Wrócił się, po czym stanąwszy znów w miejscu, gdzie walczył ze szkieletami, poszedł długim tunelem, który zaprowadził go tu na samym początku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej