Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Zapomniane ostrze

<< < (17/24) > >>

Patty:
Ale ty jesteś brzydki, pomyślała anielica, zbierając jednocześnie nieco energii magicznej. Jarząca się boskim światłem klinga oświetlała dostatecznie pole walki, a pokraczny stwór cofał powoli przed tym blaskiem, jak gdyby sprawiało mu ból, co najmniej dyskomfort. Znaczy typowy nieumarły, przynajmniej pod tym względem. Kobieta chciała to wykorzystać. Przestąpiła krok do przodu, młynkując mieczem, chcąc zmylić potwora, którego głowa podążała dziwnie płynnie za ostrzem i niespodziewanie runęła do przodu, bijąc jednocześnie skrzydłami. Skoczyła momentalnie przed siebie, ruchem ręki myląc stwora i z rozmachem wbiła mu srebrny sztylet pod żebro, szarpnęła gwałtownie, prujac zgniłe ciało. Bestia nie wydała nawet dźwięku, wydawała się czuć ataku, wierzgnęła jedynie i zamłóciła ramionami. Patty cofnęła się gwałtownie, cudem tylko unikając ataku nieumarłego i skręciła się w biodrach, tnąc szeroko, na odlew, płynnie przeszła w kolejną sekwencję, ledwie dostrzegając jak jedna z odrąbanych łap stwora mija ją o cal, wiodąc za sobą drobną nić obrzydliwego śluzu. Anielica zaatakowała ponownie, prostym, szybkim zwodem uniknęła kolejnego ataku i gładkim cięciem odcięła kolejną łapę potwora. Następnie skoczyła do przodu i pchnęła zamaszyście z dołu, długim hakiem, wbijając srebrny sztylet pod brodę stwora. Skręciła rękę, poszerzając ranę, a dziwaczny stwór zaskrzeczał dziko i napiął nagle pierś. Nie chcąc narazić się na niespodziewany atak cudaka anielica uwolniła energię zebraną w dłoni, puszczając jednocześnie krótsze ostrze.
- Izeshar! - krzyknęła, generując kulę pełną niszczycielskiego światła na dłoni i wsadziła ją prosto w łeb potwora. Ten zawył dziko, a anielica mocnym, oburęcznym cięciem znad głowy przerąbała czaszkę potwora w pół. Bezwładne już zwłoki zwaliły się na ziemię.

Narrator:
Zwłoki cudacznego potwora zwaliły się z łoskotem na ziemię, najwyraźniej szczupłe, żylaste ciało nieumarłego ważyło więcej niż mogło się wydawać. Mrok zgęstniał momentalnie, lśniący miecz anielicy przygasł zauważalnie, gdy ciemność naparła na kobietę i jej dwójkę pancernych. Obu mężczyzn zacisnęło zęby i wydało z siebie ledwo słyszalne westchnięcie, jak gdyby mrok sprawiał im ból. Błogosławiony miecz anielicy musiał ją chronić przed wpływem magicznej mgły.
- Co... zrobiłaś? - rozległo się nagle rozpaczliwe zawodzenie. Głos był ewidentnie kobiecy.

Patty:
Mając dość tego dziwnego oparu, który ciągle przesłaniał jej wzrok. Zebrała energię magiczną i wtedy usłyszała głos. Niewątpliwie kobiecy, należący nawet do jakiejś starej kobiety. Nekromantka? Patty dawno już nie widziała czarnych magów-renegatów na wyspie, ale najwyraźniej byli jak zaraza. Wyplenią jedną to zaraz pojawia się kolejne ognisko. Kobieta uniosła dłoń i skierowała ją w stronę głosy.
- Anye! - wymówiła inkantację, posyłając snop oślepiającego światła w kierunku głosu, licząc że magiczna ciemność ustąpi - Grashiz! - mruknęła kolejną inkantację, wzmacniając się na walkę. Nie spodziewała się że obejdzie się bez tego, zaczynała też żałować że nie zabrała zbroi.

Narrator:
Mroczny opar ustąpił przed snopem światła, odsłaniając ołtarz, znajdujący się mniej więcej na środku komnaty. Na nim ułożono poszarpane zwłoki krasnoluda, ciało było świeże. Musiał to być Ikol, krasnal po którego została wysłana anielica. Zaś za ołtarzem stała właścicielka zawodzącego głosu. Nie zmrużyła nawet czarnych oczu gdy dobiegł ją magiczny błysk.


- Jarmarczne sztuczki - wycedziła nienawistnie starucha, z trudem poruszając zasuszonymi, martwymi wargami - Zabiłaś go... Moje dziecię, mój doskonały twór! Zaburzać moją pracę, moje dzieło życia... - mamrotała do siebie, przestając nagle zwracać uwagę na przybyszów. Nagle upuściła trzymane w dłoniach sztylety i wzniosła wysoko ręce, które nagle pociemniały od generowanej przez staruchę czarnej magii.
- Mwen rele ou, pitit mwen yo, san mwen, pi renmen anpil kreyasyon mwen... - zaintonowała - Leve epi voye pinisyon nou mande pou lènmi nou yo!

Patty:
- Obrzydliwy ten twój doskonały twór... - mruknęła pod nosem anielica i zaczęła gromadzić boską moc Zartata, przelewając ja powoli do miecza. Liczyła że tajemnicza istota przed nią będzie chciała się wygadać. Gdy jednak nagle rozpoczęła inkantację Patty przelała całość mocy w ostrze, nasycając je energią. Czarna klinga rozjarzyła się dodatkowym, bladozłotym blaskiem, a kobieta złożyła się do rzutu i cisnęła mieczem prosto w nieumarłą, chcąc przerwać rzucanie zaklęcia.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej