Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Zapomniane ostrze
Patty:
Nazwa wyprawy: Zapomniane ostrze
Prowadzący: Narrator
Wymagania: Zgoda Patty
Uczestnicy: Patty
Ponury, zimowy poranek anielica spędzała w krasnoludzkiej karczmie o dziwnej i w jej mniemaniu kretyńskiej nazwie. Ukon Wacka? Myślała rozdrażniona, popijając poranną kawę zaserwowaną jej przez karczmarza. Płyn był czarny jak noc i gorzki niczym tradycyjne hemisowe żale odprawiane przez Archonta w panteonie. Kobieta siorbnęła ciepłego napoju i rozejrzała się po nielicznej klienteli, która niezbyt dobrze maskowała swoje zaskoczenie i zainteresowanie jej osobą. Westchnęła cicho i przeniosła wzrok na swoich dwóch pancernych, którzy towarzyszyli jej w tej wycieczce. Sporo by dała by móc czasem ukryć skrzydła i po prostu przejść się gdzieś incognito. Dwójka mężczyzn odwzajemniła ponure spojrzenie i wróciła do spoglądania spode łba na tubylców. Anielica nie mogła zrozumieć swoich pancernych, zupełnie jakby zamiast mężczyzn z krwi i kości dostała dracońskie konstrukty, zdolne jedynie do walki i wymawiania pojedynczych słów. Nie mogąc nic na to poradzić rozsiadła się wygodniej na krześle i oddała oczekiwaniu.
Narrator:
W karczmie rzeczywiście było niewiele krasnoludów. Najwyraźniej niski lud wolał nie spędzać poranków gdzieś na mieście, może oddawali się swej krasnoludzkiej pracy, może odsypiali hulanki dnia poprzedniego. Tych kilku nielicznych krasnali, którzy spożywali akurat poranny posiłek co chwila kosiło anielicę i jej towarzyszy wzrokiem, nic jednak nie mówili. Ot, hetman koronna na kawie w mieście. Takie cuda się widywało.
Po chwili do kobiety podszedł karczmarz, odchrząknął i zagaił.
- Może życzy sobie pani czegoś do jedzenia, do picia...? - zapytał uprzejmie.
Patty:
- Nie ma takiej potrzeby, dziękuję - uśmiechnęła się anielica i gestem odprawiła mężczyznę. Karczmarz posłusznie oddreptał w swoją stronę, a jeden z pancernych, Aelred, posłał kobiecie jakby urażone spojrzenie. Nic jednak nie mówił, łypał jedynie smutnymi oczami gołębia. Po chwili znużona Patty spojrzała wprost na niego - No co?
- A no bo my byśmy coś zjedli... Cały ranek jechaliśmy - powiedział po chwili nieco zakłopotany - No i byśmy się chcieli dowiedzieć co tu robimy, nic nam przecież pani nie mówiła
Kobieta westchnęła, nie wiadomo który już raz i skinęła na karczmarza, unosząc przy okazji dwa palce.
- Podaj, gospodarzu, ze dwie miski jajecznicy czy co tam się grzeje akurat na kuchni - zaraz po zamówieniu przeniosła wzrok na pancernych - Wasze zadanie jest takie samo niezależnie od miejsca w którym się znajdujemy. Pomagacie mi i chronicie mnie. Zaś po co tu jesteśmy? Czekamy na pewnego kolekcjonera z którym jestem umówiona. Ma informacje o broni której szukam. Którą mi skradziono.
Narrator:
Karczmarz posłusznie udał się po posiłek dla dwóch pancernych i po chwili wrócił, stawiając parujące miski z jedzeniem przed głodnymi i spragnionymi. Pozdrowił uśmiechem anielicę i oddalił się w swoją stronę. Pancerni tym czasem zaczęli zajadać podstawione im przysmaki i jednocześnie z uwagą słuchali anielicy.
Chwilę później drzwi karczmy otworzyły się i we framugę wtłoczył się ogromny krasnolud. Ogromny wszerz, bowiem wzrostu był typowego dla swej rasy. Natomiast kałdun miał zaiste masywny, z dorównującymi mu rozmiarami łapami. Twarz porastało mu gęste, zaplecione w warkocze siwe brodzisko, zaś włosy na głowie z jakiegoś powodu skręcił w dwa rogi.
Krasnolud dostrzegł anielicę i zaczął się przebijać przez karczmę do jej stolika, powodując przy tym spore wzburzenie.
- Pani Drake, jak mniemam? Poznałem po skrzydłach - pochwalił się i dosiadł.
Patty:
Krasnolud jakie zobaczyła nieco ją zaskoczył. Wielu rzeczy się spodziewała, ale nie tego. Skojarzył jej się z jakąś dobrotliwą, przyjazną osóbką ale jednocześnie coś w jego aparycji i sposobie bycia było alarmujące. Może to szalone spojrzenie, uznała kobieta.
- We własnej osobie - odpowiedziała, nie wstając - Zatem ty jesteś Samdor. Masz coś dla mnie?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej