Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Zapomniane ostrze
Patty:
- Mają pilnować by kolejny zbłąkany wampir się tutaj nie napatoczył - mruknęła w odpowiedzi anielica i ruszyła przed siebie, oświetlając wąski korytarz.
Narrator:
Z oświetlonego błogosławionym mieczem anielicy korytarza pozornie znikąd i nagle wynurzyły się szkielety. W jednej chwili dalsza część przejścia była skąpana w mroku, sekundy potem zaś wypełniła się dziwacznym, niepokojącym klekotem, a w obręb światła wpadła grupa szkieletów. Pierwsze dwa uderzyły szczękami o siebie, tworząc nieco upiorny trzask i runęły do ataku. Kolejne szkielety przepychały się do przodu, chcąc dorwać żywych.
8x szkielet
//Korytarz jest wąski na mniej więcej trzy osoby stojące obok siebie, szkielety są 2 metry od was.
Imago:
- Jakby nie można było palić trupów - westchnął Imago widząc szkielety. - Chciałbym zobaczyć jak wtedy wstają - dodał jeszcze, dobierając przy tym obu noży. Walka nimi ze szkieletami to pomysł, który średnio mu się podobał, zwłaszcza, że zniszczyć trzeba czaszkę. Albo ją odciąć. Żadne z tych nie jest łatwe z 20 centymetrowymi ostrzami. Krwiopijca ruszył do ataku. Wykorzystał fakt, że korytarz miał szerokość maksymalnie 3 osób. Pomagało to w walce z 8 wrogów.
Wpierw minął cios kościstej pięści wymierzony w jego twarz, jednocześnie kopiąc drugiego przeciwnika tak, aby go odepchnąć. Uderzył jednym z noży po czaszce pierwszego. Za nisko, pozbawił go jedynie dolnej szczęki. Minął skierowaną w niego drugą pięść i uderzył ostrzem po raz drugi i trzeci, każde cięcie odpowiednio wydłużając, dzięki czemu pot trzecim rozwalił czaszkę nieumarłego, pozbawiając go życia. Naprawdę nie pogardziłby czymś choć trochę dłuższym.
Odstąpił od wrogów, zdobywając kilka cennych sekund, ujął lżej oba noże i wybrał za cel jeden z kościotrupów, które ruszyły na niego wściekle. Wampir cisnął nożem w czaszkę przeciwnika, gdy ten odpowiednio się zbliżył. Impet rzutu rozwalił czaszkę szkieletu, sprawiając, że kostki posypały się.
Odskoczył, gdy kolejny z żywych trupów dotarł do niego. Zebrał w sobie wampiryczną siłę, skupił się na wrogu i cisnął kolejnym z noży, znowu bezbłędnie trafiając i pokonując już trzeciego. W czasie, gdy pozostałe ruszały na niego, Imago szybko podniósł jeden z noży, ten bliższy.
Szybko obrał kolejny cel, dzięki Zartatowi za wąski korytarz, po czym z mocnego zamachu rzucił trzymanym w dłoni nożem. Jakieś bóstwo chyba dawało mu sił, gdyż wampir po raz kolejny trafił. Kolejny szkielet posypał się. Pozostała ich połowa.
Naprawdę nie pogardziłby pomocą anielicy.
I kupi sobie ten pierdolony miecz, czy coś!
4x szkielet
Patty:
Wampir sprawnie radził sobie ze szkieletami, to i Patty się nie ociągała. Odbiła się mocno od ziemi i wspomagając skrzydłami niemalże przeleciała nad Imago, dopadając pierwszego nieumarłego. Kościotrup zamachnął się łapami, chcąc złapać anielicę i wgryźć się w jej ciało. Kobieta na to nie pozwoliła, płynnym ciosem miecza zbiła atak przeciwnika i zamachnęła się sztyletem, z rozmachem wbijając w go w łeb szkieletu, skręciła nadgarstek i kopnęła potężnie w pierś. Siła ciosu skruszyła i wyrwała srebrne ostrze z czaszki stwora, kończąc jego żywot, szkielet rozsypał się w pył. Patty sprawnie przeszła do kolejnego ataku, płynnym ruchem zamachując się ponad łapami nieumarłego i jednym cięciem odrąbując mu połowę czaszki, posyłając go z powrotem w zaświaty. Jednocześnie naładowała trzymany w drugiej ręce sztylet boską mocą Zartata, a srebrne ostrze zajaśniało bladozłotym kolorem. Anielica wyprostowała się i cisnęła nim prosto w łeb nadciągającego szkieletu. Sztylet z chrupnięciem przebił się na wylot i wrócił do dłoni hetman, ta zaś runęła na ostatniego wroga. Nieumarły zaklekotał dziwnie, upiornie, próbując ranić anielicę. Ta jednak sprawnie odrąbała ramię wroga jednym cięciem, wykorzystując przeciwwagę odtrąciła cios drugiej sztyletem i finezyjnym cięciem usunęła drugie ramię. Kości spadły na ziemię, nieruchome. Patty wykorzystała moment w którym szkielet zaatakował ją, zapewne chcąc pozbyć. Kobieta po prostu uniosła miecz i nabiła wroga na wysunięte ostrze, po czym skręciła się w piruecie, wyrywając czaszkę i z rozmachem rozbijając ją o ścianę korytarza.
- Sprawnie poszło - mruknęła bardziej do siebie - Chodźmy.
Narrator:
I tak też niecodzienna parka ruszyła dalej. Korytarz po chwili skończył się, rozszerzając w coś co przypominało ogromną komnatę. Cokolwiek można było powiedzieć o krasnoludach, na pewno budowały z rozmachem. I to potężnym, biorąc pod uwagę rozmiar pomieszczenia w którym znalazła się anielica i wampir. Wyjście korytarza było oświetlone błogosławionym mieczem anielicy i jej magicznym świetlikiem, reszta zaś ginęła w mroku, nie było widać ani ścian po bokach, ani sklepienia. Jedyne co towarzyszyło przybyszom to mrok i upiorna cisza.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej