Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Odzyskując wpływy - podgrodzie
Reed:
Głosy były teraz wyraźnie słyszalne. Co prawda pod twoimi stopami skrzypnęła jedna czy druga deska, ale rozmówcy najwyraźniej tego nie usłyszeli, bowiem nie przestawali rozmawiać.
- Ten wampir się uwolnił? Jak? - warknął głucho pierwszy, ciężki głos. Słyszałeś go już wcześniej, ten głos należał do Mogora,
- N... nie wiem. Obstawiliśmy magazyn, ale nagle się wydostał i zaczął zabijać. To uciekłem od razu i przybiegłem za..za..zameldować - jąkała był człowiekiem lub elfem.
- Uciekłeś? - zahuczał Mogor i usłyszałeś głuche chrupnięcie, a chwilę później mokre plaśnięcie o ziemię - Nie będę... TOLEROWAŁ TCHÓRZOSTWA! - ryknął ork wściekle, a po chwili rozkasłał się ostrym, duszącym kaszlem. Trzecia osoba chciała mu pomóc, mówiąc coś szybko, ale ork warknął jedynie coś pod nosem. Chwilę później kaszel przeszedł - Znajdź go. Zabij - wywarczał polecenia. Moment później drzwi do pomieszczenia zaczęły się otwierać.
//Masz sekundy na reakcję.
Imago:
Imago uśmiechnął się, słysząc furię w głosie Mogora. Napsuł mu krwi. Nakazał komuś go znaleźć i zabić. Chwilę potem drzwi się otworzyły. Wyszedł ktoś przez nie. Wampir zareagował błyskawicznie. Kop w brzuch, drugi w szczękę, potem chwyt za szyję, cios w nos.
- Nie musisz mnie szukać - rzucił do Mogora, po czym skierował się do mężczyzny, którego trzymał. - Uciekał. Pozwolę ci wtedy żyć - powiedział. Rzucił nim za siebie i już nie zwracał uwagi. Wszedł do środka. Wyjął sztylet. Żelazny. Ten sam, którym Mogor ugodził go w gardło, a którym wampir się uwolnił. - Dzięki za pomoc w wydostaniu się. Mam nadzieję, że masz ubezpieczenie na swój magazyn. Alkohol bardzo łatwo się pali...
Reed:
- Zapłacisz za to, wampirku - wyrzęził Mogor i sięgnął po topór wbity w ścianę. Na ostrzu pozostała głowa mężczyzny, musiał to być jąkała którego słyszałeś wcześniej. Ork bez wysiłku wyszarpnął ze ściany broń i zamłynkował nią, po czym sięgnął po stojący pod drugą ścianą młot. Oręż ewidentnie orkowy, za duży dla człowieka, jednak Mogor uniósł broń lekko i stanął w pozycji - Chodź zatem, nietoperku, pokaż na co cię stać - ryknął i runął na ciebie bez żadnego ostrzeżenia, atakując równocześnie młotem z góry i toporem z lewej.
Mogor
//Jesteś w dużym pomieszczeniu, prawie 10 metrów na 8, pod ścianą na lewo od ciebie stoi stół i trzy krzesła, w głębi pokoju coś co wygląda jak kredens, a obok solidna drewniana skrzynia.
Imago:
"Wampirek" już nie odpowiedział. Skupił się. Ork władał potężnym orężem. Miał też lata, aby stać się mistrzem. Imago ugiął nogi w kolanach, wyczekał momentu i uskoczył przed miażdżącym uderzeniem młota i rąbnięciem topora. Sztylet w lewej, nóż w prawej. Seria szybkich ciosów i pierwsza krew. Mogor warknął wściekle i machnął młotem w stronę krwiopijcy z zamiarem zdmuchnięcia mu głowy z ramion. Wampir uchylił się przykucem i z zaatakował sztyletem. Mogor był jednak na to gotowy. Kopnął go w twarz. Imago padł na ziemię, lecz szybko odbił się z rąk, unikając ciosu młotem. Wykonał przewrót w lewo, pod ścianę. Złapał za krzesło, po czym cisnął umknął przed ciosem topora, który utkwił w stole. Z mocnego zamachu, wampir walnął krzesłem w plecy i łeb orka. Poszły drzazgi i nogi krzesła, z którego zostały resztki. Wściekły ork wyszarpał topór ze stołu i staranował wampira ramieniem. Imago poleciał na kilka metrów, po czym, ze zgrabnością akrobaty podniósł się. Uderzył orka pięścią, chlasnął po policzku szyją. Zero reakcji. Uchylił się od topora, po czym zebrał w sobie całą dostępną siłę i kopnął frontalnie w tors orka.
Reed:
Ork jedynie spiął mięśnie i cofnął się lekko pod wpływem uderzenia, ale kopniak nie zrobił na nim wrażenia. Ważący blisko dwieście kilogramów stary wojownik potrzebował czegoś więcej by go wzruszyć. Wyszczerzył się jedynie krzywo i sam huknął Imago z kopa, posyłając go przez framugę i drewnianą barierkę na dół, na parter. Wampir huknął głucho o ziemię, a chwilę potem zeskoczył koło niego Mogor, nie dając mu czasu na oddech. Zamachnął się młotem, chcąc jednym, potężnym ciosem zmiażdżyć Imago czaszkę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej