Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odzyskując wpływy - podgrodzie

(1/23) > >>

Imago:
Nazwa wyprawy: Odzyskując wpływy - podgrodzie
Prowadzący: Reed
Wymagania: podstawy walki bronią, przynależność do Krwawych Kruków
Uczestnicy: Imago

– Żaden bóg nie weźmie w tym udziału – odpowiedział sucho na odchodne. Szybkim krokiem wyszedł z sali. Nie musiał przygotowywać się do drogi. Całe, na razie skromne uzbrojenie nosił przy sobie. W swoje "wyjściowe" ubranie też był już ubrany. Będzie musiał sprawić sobie jednak w przyszłości inne. Miał już pewien zamysł, oraz koncept. Szybko wyszedł z siedziby. Nie błądził po niej, poświęcił sporo czasu, aby poznać ją dobrze.
Przywitała go noc. Ruszył więc ku Efehidonowi. Jego wampirza fizjonomia dawała mu większą siłę, szybkość, oraz wytrzymałość. Miał więc zamiar ją wykorzystać, by znaleźć się tam jak najszybciej. Zdeterminowany, aby uwolnić uciśnionych mieszkańców, a przy tym zarobić trochę grosza. Przyda mu się.

Reed:
Korzystając z nowych dla ciebie, wampirzych sił dotarłeś szybko do Efehidonu. Twoim celem było podgrodzie, dzielnica biedaków, odtrąconych przez społeczeństwo jednostek i nowych na wyspie, którzy tylko tutaj mogli znaleźć wolne chaty i zacząć nowe życie. Łatwe cele dla Kruka, ale też mało opłacalne. Zazwyczaj nie było tu nic wartego uwagi.
Po dotarciu na podgrodzie stanąłeś na głównej ulicy. Była ciemna, zimowa noc, temperatura bliska zeru. Na ulicach nie było nikogo.

Imago:
Dotarł szybko, tak jak się tego spodziewał. Teraz wykorzystał chwilę odpoczynku, odetchnięcia, aby też rozejrzeć się po głównej ulic, na jakiej się znalazł. Znał podgrodzie. Sam miał tutaj jakąś chatę. Warunki nie były górnolotne, ale na razie dla niego wystarczyły. Gorzej było z innymi, chatka na podgrodziu chatce na podgrodziu nie równa, inni mieli gorsze warunki. W dodatku te haracze... Imago splunął. Gdy już odsapnął chwilę, zaczął wędrować. Szukał speluny, karczmy, jaka nosiła nazwę Białe Myszki, tak jak Reed powiedział.
Jalcyn. Borys Jalcyn, karczmarz, który pozostał wierny. Był teraz kluczowy. To on miał mu zapewnić potrzebne do wypełniania misji informacje. Metal jego ostrz, oraz jego kły łaknęły krwi.

Reed:
Do karczmy dotarłeś dość szybko. Miejsce w którym stał ten przybytek było okrutnie parszywe. Tak parszywe, że każdemu kto miał choć promil uczciwości w sobie skóra cierpła, a mózg nakazywał zawrócenie w drugą stronę. Przed sobą miałeś jeden z czarniejszych aspektów Efehidonu.
Przed drzwiami do speluny, centralnie pod szyldem z krzywymi, białymi plamami, które miały chyba wyobrażać myszki, stał wykidajło. Kędzierzawy krasnal spojrzał ci głęboko w oczy, charchnął przeciągle i obrzydliwie, po czym splunął ci pod nogi i wyszczerzył się w krzywym uśmiechu.
- Czego tu chcesz, parszywy odmieńcze? - zapytał uprzejmie.

Imago:
Nie starczyłoby mu śliny, aby wypluć się na widok miejsca, w jakim się znalazł. I pomyśleć, że dla niektórych przebywanie tu było rozrywką, albo co gorsza... miejscem zarobku, dzięki któremu da się jakoś wyżyć. Skierował się do karczmy, zwracając uwagę, na jakże piękny wyraz artystycznej wyobraźni nieznanego malarza, jaki można było dostrzec na szyldzie. Ślina krasnala ominęła jego but, o ładnych parę centrymetrów. Imago nie reagował przez chwilę, jedynie patrząc w oczy krasnoluda. Jeśli patrzy się długo w otchłań, ta może odwzajemnić spojrzenie. Odezwał się dopiero po chwili.
– Do karczmy przyszedłem. Nie widać? – zapytał retorycznie. – Tak się składa, że mam sprawę do twojego szefa, Jalcyna.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej