Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odzyskując wpływy - podgrodzie

<< < (16/23) > >>

Reed:
Dotarłeś do gorzelni. Nad wielkimi drzwiami frontowymi można było dostrzec podobiznę jakiegoś niesamowicie brzydkiego mężczyzny z krzywym uśmieszkiem i dziewiczym wąsikiem pod nosem. Spojrzenie było ewidentnie scentrowane, przedstawiony mężczyzna miał zeza rozbieżnego, co nadawało mu pociesznego wyrazu twarzy. Szeroki, szczerbaty uśmiech również nadawał mu szczególnego wyglądu. Pod podobizną zaś znajdował się wielki, złoty napis .:KERTH:., zatem musiałeś trafić do destylarni.
Przed wejściem stało trzech wysokich, muskularnych orków. Najwyraźniej Mogor lubił wysługiwać się ludźmi, zaś w swoim najbliższym kręgu trzymał jedynie przedstawicieli swojej rasy. Orkowie stali znudzeni, pogwizdując, jeden pykał z fajki. Nie dostrzegli cię.

3 orków

Imago:
Wampir zatrzymał się w cieniu. Zaplanował uderzenie. Budynek był wysoki. Szybkie wdrapanie się było niemożliwe, więc sam atak z góry był niemożliwy. Musiał uderzyć od frontu, choć nie podobało mu się to. Dobył jednego z noży i ruszył szybkim krokiem w stronę grupy orków. W odległości 4 metrów cisnął małym ostrzem w jednego z przeciwników, tego z fajką. Trafił prosto w szyję. Nóż zatopił się aż po rękojeść, zielonoskóry zatoczył i zapluł krwią, po czym padł. Pozostała dwójka dobyła broni. Topór oraz kusza. Ten pierwszy ruszył w stronę wampira, podczas gdy drugi ładował broń. Wampir chwycił szybko za drugi nóż i cisnął go  w stronę przeciwnika z bronią dystansową. Trafił w ramię. Musiało na razie wystarczyć. Dobył sztyletu. Zanurkował pod toporem orka i ciął po udzie. Z przykucnięcia chlasnął po biodrze, po czym wykonał przewrót w celu uniknięcia topora. Odbił się nogami od ściany i wykorzystując wampirzą moc, skoczył na zielonoskórego. Ten jednak poznał jego zamiar, złapał go i porwał, ciskając mocno o ziemię. Zaszumiało w głowie wampira. Ork uniósł topór, by zadać cios. W ostatniej chwili Imago uratował się, turlając się w bok. Szybko powstał, a gdy ork zaszarżował na niego, wykorzystał jego własny ciężar przeciw niemu i przerzucił go przez siebie. Nie trzeba było do tego siły, starczył spryt. Mocnym kopniakiem złamał nos orka i ruszył ku drugiemu, który wyjął z rany nóż i dobył topora, wiedząc, że nie zdąży załadować kuszy.

2 orków

Reed:
Ork ze złamanym nosem szybko poderwał się na równe nogi i zaryczał dziko, zwierzęco, po czym sięgnął po topory, huknął nimi o siebie dźwięcznie, krzesząc skry i runął na Imago. Drugi zielonoskóry również złapał za topory i zaczęli okrążać wampira z dwóch stron.
Z głębi destylarni dało się dosłyszeć jakiś ruch, najwyraźniej zwabił ich ryk orka.

Imago:
Imago usłyszał ruch. Nie mógł tego nie zrobić. Jego słuch był znacznie lepszy. Miał tez o wiele lepszy refleks niż orkowie. Dlatego nie czekał. Ruszył w stronę orka, którego wcześniej zranił nożem w ramię. Był słabszym celem. Łatwiejszym.  Drapieżniki atakowały te łatwiejsze cele. Rzucił się więc biegiem ku niemu. Ruch pozornie był głupi, ale tylko pozornie. Wampir bowiem, wyczekał momentu, gdy ork zamachnie się toporami. Ciosy wymierzone były poziomo. Łatwe do uniknięcia, lub czegoś bardziej szalonego. Wampir bowiem skoczył. Skoczył tak, jak tylko wampiry potrafią, wysoko, zgrabnie, zwinnie. Jak kot. Skierował się nogami w stronę orka. Oplątał się nimi wokół jego szyi, po czym wykorzystał jego ciężar, i szybkim obrotem wywrócił orka na ziemię, samemu lądując na nogach. Szybko dostąpił do powalonego przeciwnika i zatopił w jego czole sztylet. Pozostał ostatni.
Ruszyli ku sobie niemal od razu. Ork machnął mocarnie toporami, chcąc rozszarpać nocnego wojownika. Wampir zanurkował nagle, wykonując wślizg między nogami orka. Szybkim ruchem nóg wyskoczył na ziemię, na równe nogi. Umknął przed ciosem topora, który miał za zadanie odrąbać mu bark. Pochlastał łapę, trzymającą broń, aż ta puściła ją. Pozostał drugi topór. Wampir umknął przed ciosem mogącym rozpłatać mu szyję, złapał za rękę orka. Wykręcił ją, aż zachrupały kości. Zielonoskóry ryknął, po czym zarobił kolanem w złamany nos. Jego życie z kolei skończyłą seria szybkich sztychów ukrytego ostrza w szyję. Wampir schował się w cieniu, blisko drzwi, oczekując otwarcia ich.

Reed:
Drzwi zgodnie z oczekiwaniami Imago otworzyły się, a zza nich wybiegło czterech bandytów, tym razem ludzkich.
- Co tu się, kurwa, stało?!- krzyknął jeden, patrząc na zwłoki orków. Reszta zaczęła przeszukiwać teren.

//Dwójka bandytów poszła na prawo od drzwi, zaglądając do uliczki obok, trzeci poszedł na wprost a czwarty na lewo, nie dostrzegając cię.

Czterech przeszukujących teren zbójów

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej