Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Odzyskując wpływy - podgrodzie
Imago:
Wampir chwycił za jedną z butelek. Tą, za którą zatknięta była karteczka. Po przeczytaniu treści schował papierek głęboko i bezpiecznie w kieszeń. Następnie odkorkował butelkę. Powąchał napoju, jaki w nim zawarto. Poznanie zapachu powinno być przydatne przy tropieniu wytwórni. Następnie wziął łyka. Małego, tak, by tylko poczuć smak. Dzięki temu jeszcze łatwiej byłoby mu znaleźć źródło. Następnie zaczął rozglądać się za jakąś pochodnią, bądź czymkolwiek, co było źródłem ognia.
Reed:
Płyn w zapachu był ostry, alkoholowy, z wyraźnymi nutami owocowymi. W smaku podobny, dziwnie ostry i palący jak na swoje pochodzenie, długo pozostawał na języku. Wyczuwałeś głównie aromaty owocowe, jabłka i cytrusy z delikatnymi domieszkami orzecha. Zaskakująco dobry, jeśli nawet trochę ostry trunek.
Dopiero po chwili skojarzyłeś że to połączenie owoców z ubrań zbójów oraz alkoholu, jak i delikatna domieszka orzecha już wcześniej uderzyła cię w nozdrza. Delikatnie, nieopodal zakładu Bena, gdzie wcześniej byłeś.
Koło drzwi leżał pęk pochodni, wsadzony wygodnie do kosza zaraz koło wejścia, przeznaczone zapewne dla wchodzącego do magazynu, by mógł sobie przyświecić krążąc po magazynie.
Imago:
Imago odstawił na chwilę butelkę. Wziął kilka innych i rozlał po skrzynkach i zawartość. To samo uczynił ze skrzynią, którą otworzył, obficie lejąc na słomę. Następnie złapał za pochodnie i rozmieścił je w kałużach alkoholu. Oddalił się od nich, po czym zapalił ostatnią z pochodni. Cisnął ją w jedną z kałuż, po czym opuścił magazyn. Pamiętał, gdzie czuł już ten zapach. Tam też się skierował, zostawiając przybytek Mogora płomieniom.
Reed:
Suchy niczym las w środku lata magazyn zapłonął jak latarnia. Płomienie buchnęły jak gdyby tylko na to czekały, ogarniając w mgnieniu oka cały budynek. Wkrótce ognista łuna rozjarzyła się nad podgrodziem Efehidonu, gdy magazyn płonął w najlepsze. Imago nie mógł pomyśleć lepiej, uwaga zarówno zbirów Mogora jak i miejscowej ludności skupiła się na pożarze, zbóje chcieli ocalić co cennego chowali w środku, a mieszkancy nie dopuścić do przeniesienia płomieni na sąsiednie budynki.
Imago, jako iż nie był strażakiem, najwyraźniej o to nie dbał. Szybko dotarł do miejsca gdzie ostatnio wyczuł znajomą mu już woń. W powietrzu dało się wywąchać jej więcej, a zapach ewidentnie wiódł w boczną uliczkę. Musiało tędy przechodzić wielu mężczyzn wionących zapachem tego alkoholu.
Imago:
Wzniecenie pożaru magazynu dało wampirowi nie tylko satysfakcję, ale i cenną dystrakcję. Z pewnością łatwiej będzie dorwać Mogora, gdyż spora część jego ludzi zajmie się pożarem. Krwiopijca nałożył arafatkę, zakrywając dolną partię twarzy. Narzucił też kaptur. Skierował się w stronę bocznej uliczki, którą wiódł go zapach napitku wyskokowego.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej