Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odzyskując wpływy - podgrodzie

<< < (7/23) > >>

Imago:
Zwierzęta. Pierdolone zwierzęta. Przybył czas, uboju. Pomyślał wampir, gdy zobaczył w jakim stanie jest mężczyzna. Domyślał się, czemu człowiek został tak skatowany. Chata nie była bogata, para, jeżeli nią byli, nie była bogata. Kobieta wierzgnęła i pisnęła. Głupia. Dodatkowo cholerna deska. Wampir nie wiedział, na które z tych dwóch jest bardziej wściekły, gdy zauważył bandytę.
Przeciwnik był uzbrojony dwa noże, oraz jakiś miecz, najpewniej ten biedniejszy, z mosiądzu. Przewagą wampira było to, że zbój był zaskoczony. W dodatku, to krwiopijca był szybszy. W mgnieniu oka znalazł się przy nim. Dla kobiety i bandyty, był wtedy jak szara smuga. Trwało to tyle, co mrugnięcie okiem. Pierwsze w ruch poszło kolano, którym Imago kopnął przeciwnika w brzuch. Dołożył solidnym lewym sierpowym, który rozbił wargę i stłumił alarmujący okrzyk. Wtedy jednak mężczyzna okazał się lepszym wojownikiem, niż się wydawał. Zadał niski cios, także w brzuch wampira. To na chwilę otumaniło Imago, który ugiął się od ciosu. Człowiek zamachnął się do ciosu pięścią, krwiopijca jednak wykorzystując swą pozycję, uderzył głową w pierś człowieka, popychając go przez próg.
Napastnik wyraźnie miał dosyć. Dobył noży, obu naraz. Zaczął machać nimi w stronę wampira, chcąc trafić. Zamachy były szerokie, długie, agresywny. Imago jedynie uchylał się i wyczekiwał momentu. Złapał za jedną z rąk przeciwnika, szarpnął do siebie, wykręcił ją. Człowiek machnął drugim ostrzem. Wampir uniknął ciosu i kopnął go z wampirzą mocą i siłą w pierś, posyłając do poprzedniego ciosu. Nóż poleciał mu z ręki. Ostatnim, co widział zbój, był lecący na niego wampir, który zatopił ukryte ostrze w jego krtani. Szybko powstał, schował się za progiem pomieszczenia, nasłuchując uważnie.

Reed:
Rumor wywołany walką szybko zwabił resztę gangu. A przynajmniej tej jego części, która zastraszała niewinnych obywateli. Z pomieszczeń w głębi chaty wybiegło trzech kolejnych zbójów. Jeden zamachnął się na ciebie sztyletem, wyszedł bowiem z pomieszczenia naprzeciwko, dwóch pozostałych sięgnęło po noże i czekało na swoją kolej, by zaatakować cię w ciasnym korytarzu.



Trzech zbójów

Imago:
Imago szybko zauważył trójkę zbirów. Zwłaszcza tego, który zamachnął się sztyletem. Wampir zareagował szybko i odruchowo. Lewą ręką złapał za zbrojną rękę, gdy sztylet był blisko, zatrzymując ją. Uderzył przeciwnika łokciem. Nie było czasu na zamach pięści. Poprawił kopniakiem w pierś, potem jeszcze jednym. Dołożył następnie trzeci, w który włożył całą swoją siłę. Posłał zbira na deski, tuż pod nogi jego kumpli. Przez chwilę leżał, obolały jak jasna cholera.
Dwójka pozostałych, zbrojna w łącznie cztery noże zaatakowała. Wampir dobył jednego ze swoich i rzucił go, szybko, zgrabnie, z krótkiego zamachu. Trafił, gdy dwóch zbirów nacierało na niego. Nóż wbił się mocno w ramię zbója, który nie tylko zawył, ale zatrzymał się na chwilę. To wystarczyło, bo dzięki temu, wampir był sam na sam z jednym zbirem. Wciąż jednak nie miał przewagi. Zdawał sobie sprawę ze swego braku doświadczenia. Uchylił się nisko przed pierwszym cięciem, mającym trafić w jego szyję. Umknął torsem przed pchnięciem w płuco i i zaklinował rękę przeciwnika między żebrami, a bicepsem. Mężczyzna wpierw spróbował wyszarpnąć broń. Bez skutku. Zamachnął się drugą ręką. Wampir złapał ją, uderzył głową w nos zbira, łamiąc go. Kopnął, aby odepchnąć przeciwnika.
Za ten czas zaatakował drugi, który wyjął nóż z ramienia. Atak był szybki i niespodziewany nawet dla wampira. Wymierzone w jego twarz cięcie noża trafiło nawet mimo uniku. Na szczęście Imago, unik był na tyle duży, że sztych ostrza jedynie lekko naciął skórę pod jego okiem. Amator. Amator z fartem. Pomyślał wampir, łapiąc i wykręcając dłoń zbira. W tym samym czasie zarobił lewym prostym w policzek, zaraz potem doszedł kopniak w żebra. Bolesny. Imago zachwiał się i puścił pierwszego zbira. Za ten czas trzeci się zaczął podnosić z ziemi.
Wampir miał mało czasu na reakcję, Dwa ostrza nacierały z prawej i lewej. Wampir złapał za rękę tego po prawej, był bliżej. Złapał mocno i skierował zbrojną w nóż rękę prosto na trajektorię drugiego. Metal uderzył o metal, zaiskrzyło, a ten, który posłużył za blokującego dostał kopa w żebra, na parę metrów odleciał. Imago zadał dwa niskie ciosy w brzuch, uchylił się pod nożem, walnął tuż pod żebra i kopnął  w brzuch. Złapał za miecz gnidy i kopnął  go z półobrotu, choć było to trudne w takiej przestrzeni. Nacierało dwóch z przeciwnych stron, jeden przez chwilę leżał.
Złapał mosiężną broń w tak zwanym półmieczu. Zmniejszył szybko dystans do jednego z wrogów, po czym walnął rękojeścią miecza w łapę z nożem, który chciał zatopić się w jego gardle. To wybiło mu broń z ręki. Dostał następnie głowicą w podbródek, po czym został położony na ziemię kopniakiem w tą samą szczękę.
Imago odrzucił miecz, zmniejszył dystans szybkim obrotem i dobył drugiego z noży, jakie miał. Cisnął stalowym ostrzem w nacierającego zbira i trafił centralnie w pierś. Zbój padł na ziemię, w przedśmiertnych konwulsjach.
Zaatakował ten, którego powalił z półobrotu. Uderzył od dołu,  w brzuch wampira, co na chwilę go otumaniło. Dobył noża i spróbował zaatakować sztychem pod żebra. Imago w ostatniej chwili złapał dłoń z nożem. Kątem oka zauważył drugą, także ku niemu zmierzającą. Kopnął ją, wykręcił pierwszą, po czym, gdy zbir krzyknął z bólu zatopił ukryte ostrze w jego rozdziawionej paszczy. Pozostał ostatni. Zdążył zebrać dupsko, ba nawet do niego dobiec i zamachnąć się. Imago wyczekał na odpowiedni moment. Wsunął się pod łokieć zbira, stojąc tyłem do niego. Zablokował tak mu możliwość ataku tym nożem. Został jednak drugi. Wampir szarpnął z całej siły, wyłamując przeciwnikowi rękę. Puścił on pierwszy sztylet, wampir z łatwością wytrącił mu drugi, gdy zbój ryczał z bólu. Następnie, wykorzystując masę swego przeciwnika, przerzucił go przez siebie. Nadepnął z całej siły na drugą dłoń. Puściła sztylet przy tym coś strzeliło. Kopnął kilkakrotnie leżącego wroga, po czym podniósł go za ciuchy. Uderzył kilkrakrotnie i wepchnął do pokoju, w którym zabił pierwszego "zwiadowcę" i w którym byli zakładnicy. Powalił go bez problemu na ziemię. Przycisnął do ziemi własnym ciężarem.
– GDZIE JEST MOGoR? – warknął wściekłym, niemal nieludzkim, a potwornym głosem.

Reed:
- Chu... chu... chuja ci powiem, krwiopijco! - wykrzyczał w końcu zbój i spróbował cię opluć. Nacharchał sobie tylko na mordę.

Imago:
– Zła odpowiedź. – Imago huknął go kilka razy tam gdzie zaboli, po wątrobie. Uderzył pięścią w jego nos, łamiąc go. Poprawił w pysk. Rozbił wargę.
Gówno się dowiesz! – znów się opluł, tym razem krwią z własnej, obitej mordy. Spróbował się nawet zamachnąć, lecz bez skutku. Sztylet wampira przybił jego dłoń do podłogi. Zbir zawył przeraźliwie i dostał znów w pysk. Ząb poleciał z brzękiem po ziemi.
Imago podniósł się wraz ze swym jeńcem, pchnął go na ścianę, szybko do niego dostąpił, złapał za szyję i głowę, przydusił do tej samej ściany i kopnął z kolana w brzuch. Rzucił na podłogę. Kilkakrotnie kopnął po żebrach, aż w końcu któreś pękło.
– Pie...rdol się! – wycharczał skatowany zbój.
Imago raz jeszcze go podniósł. Kopnął kolanem w krocze. Mocno. Najpewniej pozbawiając go możliwości rozrodczych. Następnie, wykorzystując wampirzą siłę, podniósł nad ziemię. Po paru sekundach takiego trzymania, rzucił go. Zbir po wylądowaniu czołgał się. Wsparł się na jakimś stoliku, klęknął. Wampir chlasnął dwa razy po udach zbira sztyletem. Złapał za ubrania i szarpnął na ziemię. Wbił kolano w jego brzuch, poczęstował pięścią po ryju.
– Wiesz co mogę zrobić, śmieciu? Upierdolić ci wszystkie kończyny, napoić moją krwią i zabić – mówił. – Potem wstaniesz z martwych jako wampir, ale jako kaleka bez rąk i nóg. Jak pierdolone warzywo. I będziesz nim już zawsze, bo ręce i nogi ci nie odrosną, a ty nigdy nie umrzesz. To jak, powiesz, gdzie jest Mogor? – zapytał, z przeraźliwą przyjemnością w głosie. W oczach zbira pojawił się czysty, pierwotny strach.
– Powiem... tylko oszczędź....

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej