Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Braterska pomoc

<< < (15/102) > >>

TheMo:
- Smoki, ryboludzie, przeklęte statki. Jak na moje to już sobie dziś dość naopowiadaliśmy i jako kapitan zarządzam capstrzyk. Spokojnych snów panowie.
I by dać przykład sam jako pierwszy odszedł od stołu i udał się do swojej kapitańskiej kajuty. Tam tylko ziewnął, zrzucił z siebie całe żelastwo, i przeciągnął się ospale. Omiótł wzrokiem porozrzucane części zbroi i od niechcenia zabrał się za jej układanie, by to wyglądało jakoś po ludzku. Bronie odłożył w pochwach na stół, by w razie ataku mógł szybko chociaż z samą kuszą i gaciach wybiec na pokład. Tak przygotowany dokończył flaszkę rumu i położył się spać.
W jego ślady poszła reszta załogi. Przed akcją należało być wypoczętym, więc jeden obok drugiego spali w kubryku, koja w koję. Tylko nieliczni pozostali na nocnej warcie. Ktoś musi pilnować sterów, żagli czy bocianiego gniazda. Z czasem nie było wiadomo czy to wiatry, czy chrapanie Bękartów.

Melkior Tacticus:
Płynęli dwa dni, w sumie to półtora. Klimat zmienił się na nieco cieplejszy czego dowodem były cztery delfiny ścigające się z fregatą. Vrihok było już dobrze widać, oraz ich cel. Fort Flaming.

//14.00 23*c

Kenshin:
Wszyscy porozmawiali, pojedli nawet popili. Kenshin nie odzywał się więcej i za przykładem Themo, poszedł spać. Na początek pościągał wszystko, by móc się w miarę wygodnie położyć. Warydna i sajdak było wszystkim co teraz miał przy sobie to dużo miejsca nie zabrał. Pasterz stworzenia zasnął niczym suseł. Nie wiedział jeszcze czy chrapie jak śpi, ale to pewnie załoga zweryfikuje. Brak jakichkolwiek koszmarów, ba nawet demon go nie prowokował do rozmów! Tylko spokojnie przespał tyle ile potrzebował. Wkrótce nastał dzień, także przyjemnie było złapać świeżą bryzę, która okalała ciało i wysikać się do morza póki nikt nie patrzy, bo gdzie indziej mógł to zrobić? W każdym razie wszyscy mogli ujrzeć cel podróży. Mianowicie wyspę i jej fort. Słońce przyjemnie świeciło i zrobiło się zdecydowanie cieplej niż na Valfden. Teraz należało jeno dobić do portu i wykonać dalsze polecenia, o ile będą one rozsądne.

TheMo:
Po dwóch dniach słuchania tej ekipy i stania przy sterze aż podskoczył z radości, kiedy to usłyszał o lądzie. I nawet zrobiło się o wiele cieplej, niż kiedy wyruszali w hemisową porę Valfden. Z ochotą nakazał przygotować się do zacumowania w okolicznym porcie, a sam kręcił sterem w stronę portu. Przy czym podziwiał fort. Gwiazdowy, mielizna przy brzegu. Dobre miejsce do obrony. I te solidne armaty zdolne zatopić fregatę. Ciężko by było to zdobyć.

Zaidaan:
Porucznik też długo nie czekał i poszedł spać tak jak reszta. Najdłużej jednak zajęło mu zdejmowanie pancerza, który zabrał ze sobą na rejs, przeklnął w duchu, bo będzie musiał to kolejnego dnia z powrotem na siebie założyć. Półtora dnia później na horyzoncie było już widać cel podróży. Emerick zjadł na szybko śniadanie i wyszedł na pokład doglądając pracę załogi oraz obserwując z daleka okazały fort flamingów.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej