Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Braterska pomoc
Zaidaan:
Nazwa wyprawy: Braterska pomoc
Prowadzący wyprawę: Melkior Tacticus (lub inne jego multikonto)
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Bycie trzeźwym, biednym lub Bękartem Rashera
Uczestnicy wyprawy: Emerick, Themo, Leonard, Mirzak, Kenshin, Torstein Lothbrok, Naawar, Shandris, Egbert, Kazmir
[member=25802]Themo[/member]
[member=28006]Leonard[/member]
Wybiło południe, a w porcie w Łęcinach harmider i wrzawa jak w mrowisku. Marynarze jak i zwerbowani z pobliskiej osady chłopi transportowali wszelkie skrzynki, beczki, paczki na pokład Pięści Rashera mimo nieprzyjaznej pory roku jaką jest Hemis. Co chwila można było słychać dzwony, krzyki poganiania i gwizdki. Tymczasem Emerick stał przy burcie i nadzorował załadunek zapasów. Nie lubił mrozu, najlepiej to by został w Bastardo, ale kontrakt sam się nie wypełni. Pocieszał się myślą, że na Vrih będzie o wiele cieplej. Dla zobrazowania sobie tamtejszego klimatu, Bękart wyciągnął zza pazuchy karafkę przeznaczoną do wina, choć wcale tam wina nie było, i pociągnął solidny łyk. Chuchnął i schował naczynie na swoje miejsce. Czuł momentalnie jak ognista woda rozgrzewa jego ciało i rozluźnia. Wyciągnął jednego skręta z paczuszki i zapalił, czekając aż przybędzie reszta Bękartów, których wyznaczono do tej misji. Wypuścił dym z płuc tworząc małe kółka.
Leonard:
Leonard, obawiając się że się spóźni, biegł ile sił w nogach w stronę Łęcin. Nie chciał przecież, żeby statek odpłynął bez niego. Gdy jednak dotarł do wioski i zobaczył, że chłopi ciągle nie skończyli jeszcze załadunku, przystanął na moment i zaczerpnął oddechu. W porządku, zdążyłeś. Uspokoił się w myślach, po czym już spokojnym krokiem ruszył w kierunku statku. Zaraz po wejściu na pokład zobaczył mężczyznę z pagonami oficera. Leonard kojarzył go, zdążył już bowiem minąć się zanim kilka razy na dziedzińcu Basatrdo.
-Poruczniku Sauvetier, szeregowy Leonard melduje gotowość do akcji!
Zawołał entuzjastycznie. Chociaż cel wyprawy niezbyt się chłopakowi podobał, to sama podróż morska wydawała mu się ekscytującą perspektywą. Jasne, tak daleki rejs na pewno będzie pełen niebezpieczeństw. Cóż jednak może zagrozić wojownikowi, który zapobiegł inwazji Białej Hordy! Tamto zwycięstwo ciągle napełniało szeregowego dumą, chociaż na wspomnienie tych wszystkich flaków dalej zbierało mu się na wymioty. Ciekawe, czy zawsze jest tak... dziko.
Mirzak aep Rothgar:
Za Leonardem biegł, czy raczej truchtał, szeregowy Pijak. Dotarłszy do Łęcin podszedł do Emericka, zasalutował.
- Szeregowy Mirzak się melduje się sir! Wypowiedział słowa lekko sapiąc bo po prostu się zmęczył biegnąc.
Zaidaan:
Porucznik już z burty zauważył jak jakiś mauren i krasnolud biegną co sił w nogach w kierunku okrętu. Był śnieg, to z dostrzeżeniem maurena nie było problemu. Oparł się ręką o burtę i odwrócił do przybyłych szeregowych, zmierzył ich zwrokiem i włożył papierosa do ust.
- No, w końcu jesteście. Spocznij. - Powiedział ze skrętem w ustach, a następnie wypuścił dym nosem. - Jeszcze trochę tu postoimy, więc zajmijcie się czymś, pomóżnie przy załadunku lub przygotujcie okręt do wypłynięcia. I żadnego picia bez umiaru na okręcie, bo pod kilem przeciągne! - ostatnie zdanie skierował szczególnie do Mirzaka, po tym jak usłyszał opowieści o tym, jak zrzygał się w kaplicy Zartata na oczach Dravena.
TheMo:
- Takiś święty? To chuchnij!
Rozbrzmiał mało poważny ton gdzieś z tyłu. Kiedy to zdanie zwróciło uwagę obecnych, mogli usłyszeć stukot kopyt czarnego ogiera, którego dosiadał starzejący się Lord Generał. Podjechał do zgromadzenia i nawet zręcznie zeskoczył ze swego wierzchowca.
- Witam was wszystkich z osobna i razem. - przyłożył dwa palce do hełmu, by zasalutować - Jak wasze morale przed dobrą, od dawna, bitką?
Patrząc na już bardziej zadbaną twarz Themo, który przed wypadem wyczyścił zbroję i ogarnął zarost, można było dostrzec jego kąciki ust spod barbuty, które wykrzywiały się ku górze. Pytał o morale, samemu mając je wysokie, czego nie ukrywał jak podczas planowania akcji. Tak, tego było mu trzeba. Porządnej akcji na rozprostowanie kości. Miał głęboką nadzieję, iż te gnaty nie zapomniały jak się wymachuje ostrzem i zasłania puklerzem. W sumie tego nigdy się nie zapomina, nie w przypadku zawodowych wojowników. Potrzeba tylko od czasu do czasu podszkolić się praktycznie a właśnie nadarza się ku temu okazja.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej