Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Braterska pomoc

<< < (99/102) > >>

Shandris:
Elfka osłaniała pozostałych sprawdzając czy aby nie przygotowano gdzieś na nich zasadzki. Gdy przeciwnicy padli, spojrzała po wszystkim i rzuciła.
-Ja bym jednak uważała na statku. Tylu ludzie nie kierują całą jednostką, więc załoga może wciąż się kryć w zakamarkach. Oni znają lepiej statek niż my i mogą to wykorzystać.

Kazmir MacBrewmann:
- Ten statek obsłużą trzy osoby panienko. Pyknął fajką, przeładował aema z charekterystycznym dźwiękiem. - Kto idzie ze mną sprawdzić łajbę?

Kenshin:
- Pomogę. Chce osobiście sprawdzić co kombinuję ten arcylisz. Odpowiedział bez zastanowienia, bo to było dla niego bardzo ważne. Informacje jakie mogą tam się znaleźć posłużą sprawie, poznania przeciwnika a być może jego zamiarów to drugie byłoby ważniejsze skoro stawką jest klucz do istoto, o ponad przeciętnej mocy. Kenshin chwycił mocniej wardynę. - To ruszamy? Zapytał retorycznie.

Torstein Lothbrok:
Dracon cały czas czuł coś, lecz nikogo nie mógł dostrzec. Widocznie udało się zabójcom znaleźć sposób, aby zakraść się do niego. Kiedy poleciały pierwsze sztylety, Torstein dobył topora. Ruszył do boju. Gdy zauważył, że obaj zabójcy zbierają się, aby po raz kolejny cisnąć sztyletami za pomocą mortokinezy, zrobił solidny zamach toporzyskiem i cisnął nim w jednego z przeciwników. Moment ataku był idealny, bo nastawiony na obronę zabójca nie zdążył ani odbić topora mortokinezą, ani uniknąć go. Ostrze wbiło się niemal całkowicie w jego pierś i zwaliło go na ziemię.
Drugi szybko dobił drugiej pary sztyletów i cisnął nimi. Dracon osłonił się, odwracając się szybko puklerzem, położonym na plecach. Ostrza z metalicznym pogłosem odbiły się od osłony, zaś smoczy potomek nabrał pędu odbijając się skrzydłami i zaatakował. Pierwszy atak, ogonem zmusił zabójcę do odskoku w tył. Gdy to zrobił, zauważył, że dracon dalej nie dobył broni. Uznał go za łatwy cel, skoczył z dwoma sztyletami w dłoniach, chcąc zatopić je najpewniej w oczach wielkiej czarnej bestii. Lothbrok jednak złapał go za szyję i ścisnął. Mocno. Pazury dracona w drugiej łapie błysnęły, po czym rozpruły pierś i rozcięły płuca zabójcy, którego trupa Torstein cisnął na ziemię. Wyjął topór z drugiego trupa. Podbiegł do Melkiora, jego żony, króla oraz kapłana.
- Jesteś cały, Melkior? Jak poważnie oberwał król? - spytał.

Melkior Tacticus:
- Nie żyje. Stwierdził, król po prostu się wykrwawił. Do środka wpadła pałacowa straż. Jak zwykle za późno. Umarł król, niech żyje królowa... i z technicznego punktu widzenia książę Melkior. Gdyby nie powaga sytuacji to parsknął by śmiechem. Sytuacja była skompliklowana. Anna opieprzała straż, ale jednocześnie była opanowana bardziej nawet od Melkiora. Jej delikatny wygląd sprawiał wrażenie kobiety delikatnej i strachliwej. Owszem nie znała się na polityce. Od tego był szambelan. Bo jak kilka godzin później się okazało po przesłuchaniu między innymi tych szlachciców pojmanych przez Nawaara, to Szambelan był wierny jak pies. Melkior i Torstein wrócili na statek, Anna kazała im robić swoje. A ona jak się wkurzy to lepiej jej słuchać... Pięść Rashera popłynęła więc w stronę fortu docierając po zachodzie słońca zastając burdel. Komandor kazał ostrzelać wroga. Wróg zaczął uciekać. Co skończyło się masakrą wojsk Torreno. I wygraną Bękartów. Statek dobił do brzegu. Melkior wszedł na dziedziniec.
- Emerick!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej