Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Braterska pomoc
Melkior Tacticus:
Pałac.
- W południowej części, jak wyjdziemy to korytarzem w lewo i cały czas prosto.
Wyszli, medyk pomagał królowi, Melkior szedł z przodu mając za plecami Annę, nie wyglądała na przestraszoną. W ręku trzymała sztylet z Ilusmirskiego szkła. Komandor nalegał by go nosiła, jak widać posłuchała. Pochód zamykał Torstein.
Torstein Lothbrok:
Dracon, gdziekolwiek w pochodzie by był, miał wyczulone zmysły. Nie było mowy, aby zabójcy mogli się zakraść do niego, lub przed nim ukryć. Zostawał im atak frontalny, w którym, jeżeli nie mieliby mortokinezy, albo innej magii, byliby na przegranej pozycji.
Nawaar:
Pałac postawiony w stan gotowości bojowej. Różne rzeczy mogły się dziać, kiedy odprowadzał Najwyższego Sędziego Valfden. Dobrze, że ten trzymał się cały czas maurena, który co jakiś czas zatrzymywał się, obserwując i nasłuchując, czy nikt się nie zbliża. Wrogów mogło być dużo i gdyby, nie miał wyjścia musiałby poświęcić się dla ratowania Warcisława, oby tak się nie stało! Nie chciał walczyć z lepiej wykwalifikowanymi osobnikami niż on sam, bo ci zabójcy byli kilka poziomów wyżej od niego w umiejętnościach! Mauren pełen obaw na szczęście zapamiętał, którędy przechodzili, zmierzając do komnat królewskich, ale pośród paniki jaka miała miejsce wszystko się mogło stać, a tutaj było zdecydowanie za gorąco, by stać i patrzeć się, bo za dużo od niego zależało na ten moment. Wkrótce powinni dojść do głównego wyjścia, o ile zostaną wypuszczeni przez straże, bo zapewne będą mięli rozkaz nikogo nie wpuszczać, ani wypuszczać.
Egbert:
Egbert walczył teraz z dwoma przeciwnikami jednocześnie. Atakowali go naprzemiennie, starając się tym samym znaleźć jakąś lukę w jego obronie, jednak jego tarcza dawała mu nad nimi znaczną przewagę. Parowanie ciosów przy jej użyciu było dużo łatwiejsze niż blokowanie uderzeń samym tylko mieczem. Wystarczyło, że trzymał ją przed sobą i ustawiał w kierunku, z którego nachodziły ataki. Z tego powodu nie wymagało to od niego takiego skupienia jak przy parowaniu ostrzem. Wtedy liczyło się wszystko, od kąta pod jakim ustawia się klingę po ułożenie nadgarstka. Po kilku chwilach bandyci zorientowali się wreszcie, że ich taktyka nie działa. Odstąpili więc od najemnika i rozdzielili się. Każdy spróbował zajść Egberta z innej strony. Rzecz jasna, rudobrody nie zamierzał im na to pozwolić. Obrócił się frontem do jednego z nich, jednocześnie zarzucając rękę z tarczą za plecy. Niemal natychmiast poczuł, jak na jego mosiężną osłonę spada uderzenie. On sam skrzyżował miecz z przeciwnikiem, którego miał przed sobą. Bandyta spróbował się z nim siłować, lecz Bękart nie miał czasu by się z nim bawić. Bez trudu odepchnął od siebie wątlejszego mężczyznę i obrócił się w stronę tego, którego miał z tyłu. Załatwił go szybkim pchnięciem w łydkę. Rudobrody już wcześniej zauważył, że praca nóg tego szermierza pozostawia wiele do życzenia i teraz wykorzystał to na swoją korzyść. Wiedział, że przeciwnik nie zdąży wycofać nogi na czas. Tym sposobem Egbert na moment wykluczył go z walki. Raniony mężczyzna syknął z bólu i opadł na jedno kolano, co umożliwiło szeregowemu zajęcie się drugim przeciwnikiem. Zaszarżował na niego wystawiając przed siebie tarczę. Niestety, wróg popisał się zwinnością i umiejętnie uskoczył z toru rozpędzonego syna Rashera by następnie ciąć go ukośnie przez grzbiet. Egberta po raz kolejny wspomogła tarcza, która w ostatniej chwili znalazła się pomiędzy nim a bandyckim mieczem. Gdy klinga przeciwnika zatrzymała się na tarczy, najemnik strącił ją na bok swoim mieczem, po czym zrobił szybki wypad do przodu i ciął szeroko, od lewej do prawej. Atak wycelowany w szyję zbira powiódł się, widowiskowo pozbawiając go głowy. Z karku zabitego wytrysnęła fontanna krwi, która uderzyła w twarz olbrzymiego najemnika. Egbert zaryczał wściekle unosząc Rękę Rashera do góry i tym samym odstraszając innego bandytę, który miał akurat zamiar go zaatakować. Chłopak cofnął się gwałtownie ze strachem w oczach, a potem obrał sobie za cel kogoś innego. Rudobrody rozejrzał się. Rzecz jasna, nie wszyscy uciekli na widok odciętej głowy. Już po chwili doskoczył do niego inny bandyta, widocznie jeden z odważniejszych, i spróbował pchnąć go w bok. Wielkolud odbił jego sztych, po czym wyprowadził własne uderzenie. Bitwa trwała.
4x bandyta (jeden ma złamaną szczękę, drugi rozciętą łydkę)
1x bandyta łucznik (ma bełta w lewym ramieniu)
Kazmir MacBrewmann:
Kazmir ziewnął, w czasie gdy reszta walczyła wręcz on zdążył zarepetować aema, napić się z piersiówki i zapalić fajkę. Było to absurdalnie absurdalne i oderwane od rzeczywistości. Wylazł z kuszą zza osłony z fajką w ustach. Wycelował przykładając automat do ramienia i strzelił. Raz, w typa z rozciętą łydką prosto w serce co posłało go do Rashera. Dwa, w typa z bełtem w ramieniu który teraz miał w sobie drugi pocisk. W czaszce. Trzy. W losowo wybranego Sługę_Torreno_666 prosto w jego bebechy.
2x bandyta
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej