Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Braterska pomoc
Leonard:
Po tym jak udało im się odepchnąć tamtą drabinę, Leonard ponownie sięgnął po swoją kuszę. Jasne, przeciwnik co chwila zaczepiał o mur nowe drabiny, lecz Leo postanowił skupić się na swoim odcinku fortyfikacji. Każdy miał do obrony jakiś kawałek umocnień. Gdyby wszyscy nagli zaczęli biegać po murach w tę i z powrotem, fort pewnie szybko by upadł. Na to zaś młody Bękart nie wyrażał zgody. Wychylił się przez blanki i oddał strzał. Niecelny. Kurwa. Mauren przeklął w myślach i spróbował ponownie. Tym razem mu się powiodło. Bełt pomknął w dół i trafił jednego z wrogich żołnierzy w sam środek czoła. Nosił on wprawdzie hełm, lecz niewiele mu on teraz pomógł. Rażony pociskiem mężczyzna runął plecami na piach.
-Tak jest!- Krzyknął zadowolony Leo. -Nihil est victoria dulcis!
Mina zrzedła mu jednak jak tylko zobaczył na horyzoncie pięć kolejnych okrętów nieprzyjaciela. Były dużo większe niż poprzednie. Zabrał się za ładowanie kuszy.
365xPoborowy Torreno
Pozostało: 20 bełtów
Egbert:
Gdy reszta dyskutowała o ruinach, Egbert zajął się oglądaniem znalezisk archeologów. Wziął do ręki figurkę tego Wielkiego Ptaka, uniósł wysoko jedną brew, po czym parsknął śmiechem i odłożył ją na miejsce. Pokręcił głową i rozmarzył się. Gdyby był jakimś królem, mógłby kazać zrobić rzeźbę przedstawiającą jego jak chędoży jakiegoś smoka. Z zamyślenia wyrwał go jeden z ludzi Domenika. Handlowa, jasne. Rudobrody spokojnie dobył miecza i ruszył na plażę, wcześniej skinąwszy krasnoludowi głową.
Zaidaan:
Kolejną zaletą kuszy elanoiskiej była jej szybkie ładowanie, trzy bełty można była załadować o wiele szybciej, niż jeden bełt w valfdeńskiej. Emerick wychylił się lekko zza blanki i niespodziewanie coś uderzyło go w hełm. Okazało się, że to bełt, który zrykoszetował od celującego spod murów wrogiego strzelca. Porucznik szybko z powrotem schował się za blanką odruchowo. Jednak nie było sensu czekać, bo właśnie teraz kusznik ładował i był to najlepszy moment na odwet. Bękart ponownie szybko wychylił się zza blanki i wystrzelił w kierunku kusznika. Bełt pofrunął w jego stronę i trafił prosto w bark, krusząc kość. Kusznik złapał się za ramię i upadł na kolana upuszczając kuszę. Najemnik szybko skierował kuszę z powrotem w stronę drabin i strzelił w wspinającego się poborowego, który był w zasięgu 2 łokci. Bełt błyskawicznie przebił się przez gardło. Żołnierz opluł drabinę krwią i powoli spadł z powrotem na ziemię. Nim zdążył strzelić trzecim bełtem, jeden z poborowych wszedł już na blanki. Emerick wystawił kuszę i strzelił prosto w brzuch. Bełt nie napotkał praktycznie żadnego oporu, a w brzuchu zrobił kompletną sieczkę. Porucznik spojrzał w tym momencie w kierunku południowym.
- Yarpen! Bierz tyle ludzi ile trzeba do obsadzenia dział na południu i rozpierdol te okręty!
Próbował przebić się przez zgiełk bitewny, wołając w kierunku krasnoluda, który mu mignął między obrońcami. Napastnicy natomiast dalej napierali. Dalszy ostrzał z kuszy nie miał sensu, trzeba było użyć broni białej. Schował szybko aema i wyciągnął szablę, podarunek od Króla. Jeszcze nigdy wcześniej nie korzystał z niej. Teraz miał nadejść chrzest i pierwsza krew dla ostrza. Po drabinie wspiął się kolejny napastnik, który wychylił głowę dość głupio, przez co przypłacił życiem. Emerick jednym, szybkim pchnięciem wbił ostrze w gardło poborowego, który spojrzał na porucznika pytającym wzrokiem. Pytając się,dlaczego on? Dopiero teraz, gdy poczuł że traci życie, zrozumiał jak bardzo jest cenne. Drżał przez chwilę nabierając w usta krew starając się jakoś oddychać. W końcu kaszlnął krwią, plamiąc pojedynczymi kroplami szablę. Emerick szybkim ruchem wyciągnął ostrze z przeciwnika, a ten zleciał z drabiny. Reszta poborowych nauczona doświadczeniem, przytuliła się do konstrukcji, by uniknąć spadającego ciała towarzysza. Sauvetier czekał dalej, na kolejnego żołnierza, który nim zdążył cokolwiek zrobić, został pozbawiony głowy. Szabla była wspaniała, wiadomo przecież, że królewskie prezenty to nie jakieś pierwsze lepsze, isgharskie podróbki. Mimo lepszej pozycji, przeciwników było więcej. Napierali coraz bardziej, aż w końcu przedostali się na mury. Emerick odsunął się od jednych drabin i ruszył w prawo, gdzie Bękarci walczyli z kilkoma poborowymi. Porucznik odbił cios jednego z wrogów, jednocześnie wyciągając z cholewy sztylet. Złożył się do wyskoku i wystrzelił do przodu blokując miecz poborowego i wbijając sztylet prosto w oko. Ostrze z łatwością dostało się przez oczodół do mózgu. Porucznik kopnął trupa nogą, by uwolnić sztylet. Obrócił się w piruecie i zasłonił się przed kolejnym atakiem, wymienił się kilka razy ciosami z poborowym by pozbawić go energii. Gdy już był zmęczony, doskoczył szybko do żołnierza i poderżnął mu gardło sztyletem. Chaos jaki wyrządziły pojedyncze jednostki, które jakimś cudem dostały się na mur, dały możliwość wejścia innym. Chwilę później zaatakował go kolejny rekrut, który wiedział, że długo nie pożyje. Zaatakował od góry, próbując przepołowić głowę dowódcy fortu. Emerick zgiął kolana, uniósł rękę ze sztyletem, zbijając miecz na bok i tyk samym wykonał szybkie pchnięcie w brzuch nabijając go na szablę. Zasłonił się trupem przed strzałem jednego kusznika, bełt trafił prosto w plecy towarzysza, kończąc cierpienie. Porucznik odrzucił ciało wraz z szablą na bok i rzucił sztyletem prosto w kusznika, trafiając w czoło. Oczy kusznika zalały się krwią, a sam zaraz upadł martwy na ziemię.
Pozostało bełtów: 5
354xPoborowy Torreno
Kenshin:
Kenshin z zaciekawieniem wysłuchał czym kiedyś były ruiny, ale też dobrze wiedział jedną rzecz.- Dobrze wiem, że w nawet zwykłym domu może coś się czaić, ale niech będzie, że ci wierzę. Nagle rozległ się alarm w obozie, że ktoś nadpływa. - Pewnie to nie przypadek, że ktoś jeszcze wybrał te ruiny, co takiego stoi za tym kluczem? Chcę odpowiedzi nim pójdę walczyć. Ork stał po stronie harmonii, a nie chaosu i mordu. Miał prawo wiedzieć co kryje się za tym kluczem nim rozleje krew, nie w swojej sprawie i za jakąś błyskotkę, co za dużo osób się nią interesuje.
Ashog "Stalowa furia":
Fort
Yarpen, Ashog i pół setki ludzi ruszyło na południe fortu. Armaty zaczęły pruć do owych pięciu galer. One jednak idąc "na pełnej kurwie" były trudne do trafienia. Oczywiście one też strzelały, załoga Flaminga zatopiła jedną, drugą, trzecią, czwarta zaś salwą z dziobowych dział rozwaliła bramę, trafiona wpadła na brzeg płonąc. Piąta, miała farta. Wylądowała w porcie gdzie zaczęli się desantować... typowi piraci. Torreno miał gest. Co było w tym forcie że tak bardzo tego chce? Ashog dotarł na dół, do wyrwy biegło 200 piratów.
//nie moge edtować ich stać, bo mieli mieć bron palną
200x https://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Pirat
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej