Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Braterska pomoc
Domenik aep Zirgin:
- Mam ci teraz opowiadać 30 lat historii? Torreno, ten typ prześladuje mnie jeszcze z czasów kedy portal do Tinriletu był otwarty. Torreno miał tam państewko. Księstwo Torreno, jedno miasto, zamek i 15 wsi. Wciśnięte między inne państwa-miasta jednego z dwóch kontynentów naszego księżyca. "Książe" Antonio Banderes Juan Miguel Cortez Torreno. Arcylisz, ale bez żądzy władzy. Klucz prowadzi do grobowca starożytnego wampira Sterlinga von Hohensteina, wyznawce ponoć Tiraga, boskiego demona czy innego chuja.
Zaidaan:
Yarpen wyśmienicie poradził sobie z poleconym zadaniem, lecz nie zawsze idzie po myśli, a los ma swoje kapryśne decyzje. 200 piratów za plecami i ponad 300 poborowych w zwarciu niekoniecznie wróżyło łatwe zwycięstwo. Emerick szybko wyciągnął szablę z martwego poborowego, wspomagając się nogą. Wywinął kilka młyńców szablą i ruszył powoli do przodu. Podszedł do jednego z poborowych stojących przy murze. Ciął zlewa, celując w korpus. Przeciwnik zasłonił się mieczem, ledwo utrzymując broń w dłoni. Po bliższym spojrzeniu można było zobaczyć, że jest jeszcze młody, a mimo wszystko został wcielony do wojska Torreno. Chłopaczyna trząsł się wystraszony nie potrafiąc wyprowadzić ciosu. Porucznik zamachnął się znad głowy i uderzył w miecz poborowego, metale zgrzytnęły, poleciało kilka iskier. Oboje się siłowali, lecz Emerick robił to wyłącznie dla odwrócenia uwagi. W pewnym momencie kopnął młodzika stalowym butem, a chłopaczyna zgięty w pół poleciał do tyłu, niefortunnie wypadając z blanek, z krzykiem rozpaczy. Niedługo potem jednak ucichł, kończąc żywot na glebie, lub został zagłuszony przez bitwę. Ledwie się obrócił, a do Bękarta podbiegł kolejny poborowy, tym razem nieco odważniejszy. Emerick szybko uniknął pierwszego ciosu przykucając, drugi odbił szablą, a następnie ciął zamaszyście z lewej, od dołu. Czarna ruda z łatwością przebiła się przez żelazną kolczugę, rozpruwając kompletnie flaki poborowego. Zdzielił przeciwnika pięścią w twarz, obalając na ziemię,pozostawiając samemu sobie z rozprutymi flakami i wołaniami o pomoc. Nie minie nawet kilkanaście sekund, a wykrwawi się na śmierć. Najemnik szybko podszedł do wcześniej zabitego kusznika i wyciągnął z jego czoła sztylet. Ruszył szybkim chodem w kierunku południowego muru, gdzie Yarpen obsadzał wraz z ludźmi armaty. Drogę jednak blokowało kilku przeciwników. Napotkał dwójkę poborowych,którzy stwierdzili,że z przewagą liczebną uda im się pokonać jednego Bękarta. Emerick skupił się na atakach, które wyprowadzali jego przeciwnicy, wpadając w pewnym sensie w jakiś rytm. Czekał,aż w tym rytmie przyjdzie czas na jego kolej. W końcu nadeszła. Między zgrzytami metalu i iskrami, w końcu najemnik wykonał krok do przodu i przeszedł do kontrofensywy, kiedy poborowi zmęczyli się ciągłymi atakami. Zostali zalani ciosami, o włos ratując swoje życie. Wkrótce jednak Emerick znalazł lukę w ich obronie i na zgiętych kolanach wysunął się do przodu wbijając sztylet w brzuch, a następnie przesunął ku górze, zwiększając ranę. Drugi poborowy w tym czasie spróbował wykorzystać okazję i zaatakować. Porucznik szybko wyciągnął ostrze z ciała pierwszego i rzucił jeszcze żywym rekrutem w swojego towarzysza, wytrącając go z równowagi i rozbił jego skupienie na ataku. Nim się zdążył pozbierać, obok niego znalazł się Bękart i szybkim ruchem wbił mu sztylet przez żuchwę, aż do mózgu. Spojrzał poborowemu w oczy, jak ulatnia się z nich życie. Wyjął ostrze i ruszył dalej.
- Yarpen!
Zawołał,lecz nie zdążył dokończyć, bo rzucił się na niego kolejny przeciwnik. Odbił jego pierwszy cios, następnie drugi. Później zamaszyście ciął, dekapitując rękę z mieczem, a następnie chlasnął po gardle, tryskając juchą na kirys Emericka.
- Bierz ludzi i zajmij się tymi na dole!
Wydał kolejny rozkaz, zdzierając kompletnie gardło i z gniewem w oczach rzucił się w dalszy bój. Namierzył wzrokiem jednego przeciwnika, który pojedynkował się z jednym z Bękartów. Złapał lepiej sztylet i rzucił nim, godząc go ostrzem prosto w potylice, pomagając tym samym swojemu podkomendnemu.
348xPoborowy Torreno
200x Pirat
Shandris:
-Walka przeciw siłom arcylisza nie brzmi wyjątkowo zachęcająco, szczerze powiedziawszy. Musimy zrobić co trzeba, przejrzeć co się da i wtedy po prostu wrócić. Choć podejrzewam że pan Tacticus ma już jakiś plan działania wobec niego.
Kenshin:
Kenshin mógł nie do końca pamiętać historii swego państwa, ale skoro Torreno pochodził z Tinriletu, to dawno o swoich krajanach nic nie słyszał. Teraz będzie mieć okazję znów przelać swoją krew, bo raczej nie widzi innego wyjścia niestety. Posmutniał trochę, ale nie mogli dopuścić, żeby arcylisz miał dostęp do tego klucza! Starożytny wampir niech sobie pozostanie w swoim grobowcu zaś boski demon, w swoim wymiarze. - Shandris wątpię, żeby zjawił się tu osobiście, bo zapewne dawno, by to zrobił i zabrał klucz. Starożytne wampiry i demony to nie przeciwnik, z którym się można zmierzyć a nawet chce. Jednak skoro Melkior się nim interesuje to, nie wróży niczego dobrego. Ten ród jest nazbyt ciekawski, co często sprowadza na nich nieszczęścia, ale tymczasem trzeba się zająć statkiem handlowym. Później będę martwić się resztą. Dobrze znał Aragorna, ba nawet za dobrze i Melkior niby rozsądniejszy to niedaleko pada jabłko od jabłoni.- Kto chce niech idzie z nami do niczego, nie będę zmuszał nikogo. Rzekł dobywając łuku na razie walka wręcz, nie wchodziła w grę, gdyż przeciwnik zapewne będzie mieć przewagę liczebną, ale lepsza walka z ludzkim przeciwnikiem niż z wampirem albo demonem, gdzie oba należały do tych wyjątkowo trudnych do ubicia.
Leonard:
Sytuacja zmieniła się na niekorzyść Bękartów. Brama została zniszczona, w związku z czym część obrońców musiała udać się na dół by odeprzeć piratów chcących wedrzeć się do fortu. Tym samy, mniej ludzi zostało u góry. Przeciwnik bardzo szybko to wykorzystał. Wrogowie, widząc swoją szansę, zaczęli atakować ze zdwojoną mocą. Już wkrótce wielu z nich znalazło się na murach i dotychczasowa walka na dystans przerodziła się w walkę w zwarciu. Atakujący wiedzieli, że w przypadku przegranej zabójcze kusze Bękartów nie pozwolą im uciec, dlatego dawali z siebie wszystko. Alternatywą dla wygranej była dla nich śmierć. Najemnicy z Valfden wcale nie byli jednak w lepszej sytuacji. Leonard nie miał złudzeń. Domyślał się, że wrogowie nie obeszliby się łagodnie z jeńcami. Jeśli w ogóle jakichś jeńców by wzięli. Na posiłki też nie było co liczyć. W końcu prawie wszystkie Bękarty biły się teraz tutaj. Nie było szans na wsparcie z Valfden. Byli zdani tylko na siebie. No, chyba że znowu pojawią się tutaj jeźdźcy smoków. Leo spojrzał z nadzieją w niebo, ale żadnego nie zobaczył. Być może jeszcze nie wiedzieli o bitwie. Nagle, jeden z żołnierzy wroga zaszarżował prosto na niego. Młody Bękart, nie zwlekając, wycelował w niego swoją kuszę i nacisnął na spust. Zaskoczony tym nagłym atakiem, Leo przytrzymał spust za długo, przez co uwolnił wszystkie trzy pociski. Mordercza salwa trafiła poborowego robiąc durszlak z jego tułowia. Mężczyzna padł martwy w jednej chwili. Leonard zaś odłożył aema na plecy i dobył miecza."E. S. - Nihil est victoria dulcis!" Te słowa były wygrawerowane na ostrzu Ręki Rashera. To zawołanie stało ulubionym okrzykiem bojowym maurena. Na głowicy umieszczono także herb Bękartów, czyli czaszkę w koronie. Nie wiele myśląc, Leo zwarł się z kolejnym przeciwnikiem zaczynając pojedynek. Nie był może najlepszym szermierzem, ale jego oponent również znał tylko podstawy walki mieczem. Co więcej, oboje walczyli pod wpływem emocji. Mieszanka strachu i żądzy mordu z dodatkiem adrenaliny sprawiła, że obaj mężczyźni atakowali bardzo chaotycznie zapominając o jakiejkolwiek technice. Cięcie, unik, wypad, niezgrabny blok i znowu cięcie. Starcie trwało przez kilka chwil, jednak już wkrótce szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę Leonarda. On bowiem spędził większą część bitwy stojąc na murze, dzięki czemu był w miarę wypoczęty. Jego przeciwnik z kolei musiał wcześniej przebiec całą plażę, a potem wspiąć się po drabinie na wysokie mury Fleminga. Nawet w skórzanym pancerzu nie łatwo byłoby dokonać czegoś takiego bez złapania zadyszki, zaś poborowi nosili na sobie ciężkie żelastwo. Przeciwnik Leona bardzo szybko uległ więc zmęczeniu. Młody Bękart wykorzystał to. Chwycił swoją broń oburącz i potężnym ciosem zbił jego miecz na bok. Wyczerpany poborowy nie miał już siły by jakoś temu przeciwdziałać. Zaraz po tym, Leo złożył się do pchnięcia i wbił poborowemu sztych Ręki Rashera w klatkę piersiową. Ostrze przebiło serce, dając ranionemu szybką i czystą śmierć. Najemnik pospiesznie wydobył swój miecz z ciała pokonanego i przygotował się do odparcia następnego przeciwnika.
346xPoborowy Torreno
200x Pirat
Bełty: 20 - 3 = 17
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej