Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Braterska pomoc

<< < (85/102) > >>

Leonard:
-I co robimy, poruczniku?- Zapytał Emercika, bo rzecz jasna pobiegł za nim na mur. Strzelać chyba nie mogli, bo obcy żołnierze znajdowali się raczej poza zasięgiem ich dział. Nie żeby Leo znał się na artylerii, ale całkiem szybko się uczył i kilka faktów o tych armatach zdążył już w swojej głowie odnotować, chociaż nawet nie zrobił tego świadomie. Pojawienie się nowych przeciwników wywołało w forcie niemałe poruszenie, które udzieliło się również najmłodszemu z Bękartów, jednak tym razem chłopak nie bał się ani trochę. Czy to tequila dodała mu odwagi? Odrobinę pewnie tak. Oprócz tego, widział też że ludzi na plaży jest niewiele więcej niż Bękartów. Mury Fleminga były z kolei wysokie i solidne. Tutaj u góry byli względni bezpieczni i raczej nie powinni mieć problemów z odparciem wroga.

Egbert:
-To chyba nasze ruiny.- Powiedział uderzając konia piętami i tym samym zmuszając zwierzę by wysunęło się kilka metrów przed wóz Kazmira. Średnio widziało mu się łażenie po jakichś zakurzonych podziemiach i przerzucanie gruzu w celu znalezienia jakiejś zabytkowej kunańskiej wazy, czy czegoś w tym rodzaju. Z drugiej strony lepsze to, niż siedzenie bezczynnie w forcie. Jak oni się tam teraz musieli nudzić. Oczyma wyobraźni Egbert widział tych wszystkich szeregowych snujących się bez celu po dziedzińcu albo grających w karty gdzieś na stołówce. Z dwojga złego, wolał już chyba ubrudzić sobie ręce w tych ruinach. Poza tym, kto wie? Może znajdą tam coś ciekawego.
-Myślicie, że znajdziemy tam jakieś skarby? Złoto, klejnoty?- Nie był materialistą, ale nie pogardziłby premią. Dodatkowe pieniądze mógłby wydać na ulepszenie sprzętu lub kupno własnego wierzchowca. Ten, na którym teraz siedział, ledwo zipał z powodu wagi olbrzymiego brodacza.

Nawaar:
Ciemnoskóry niczego nie dojrzał. Korytarz nie zawierał żadnych skrytek ani schowków zapewne wszystko po pokojach było, pochowane. Szkoda. Pomyślał, ale na końcu korytarza miał okazję, podsłuchać dość  niecodziennej rozmowy a to wszystko dzięki, gapiostwu i niedomkniętych drzwi. Zabójcy! Zrzuciło mu się przez myśl i jeszcze padła imię Torenno oraz Al-Cupone, imię jego celu! Widać, że spiskowcy nie próżnowali i chcieli się działać póki czas. Tak jak sam podejrzewał wcześniej teraz miał okazję działać. Ciemnoskóry ściągnął tarczę oraz włócznie, po czym wszedł do pokoju, by skonfrontować się z wrogiem nim wykona, zdradziecki atak.

Zaidaan:
Przegryzł nerwowo wargę, zajęty myślami. Obserwował jak z okrętów na plażę schodzą setki żołnierzy. Nie wyglądali na weteranów, obawiał się, że to może być tylko mięso armatnie i sprawdzenie sił przeciwnika. Spojrzał na szeregowego.
- Czekamy..
Rzucił maurenowi ogólnikową odpowiedź i skierował wzrok z powrotem na wrogie wojska.

Kenshin:
Skoro jechali to, jechali nie było tematu. Miło było porozmawiać z centaurami przez całą drogę dało to orkowi taką namiastkę konkordatu, ale wszystko co dobre szybko mija i na skraju puszczy, pożegnali się ze starym ludem, by móc jechać dalej. Noc minęła iście spokojnie i przy ognisku tak jak lubił. Stare przyzwyczajenia już nie miną za długo siedział był w konkordacie. Nastał ranek, zebrali się wszyscy, ruszając dalej. Delikatna zmiana klimatu z zielonego na pustynny, tylko wzmogło chęć przygody. - Tak to zapewne one. Potwierdził słowa Egberta, który naruszył szyk, wyłamując się. - Na razie powróć do szyku, bo nie wiemy co tu nas spotka. Polecił młodzikowi, ale kontynuował rozmowę nad temat ewentualnego, napotkania kosztowności. - Te ruiny są stare i ponoć nie są, niebezpieczne. Można śmiało założyć, że już dawno rozkradli to co miało jakąś wartość materialną, ale najlepsze zawsze zostawią czyli takie, których wartość trzeba odkryć. Tak przynajmniej mu się zdawało.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej