Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Braterska pomoc

<< < (73/102) > >>

Kazmir MacBrewmann:
- Nie mamy, ale powiedzcie gdzie chcecie jechać. J'odar jest rozległe. A najbardziej bezpieczna i porządna droga prowadzi tylko do Briswin.
- Miałem racje widzicie? Jedziemy do ruin na wschodnim wybrzeżu.
- A, to nie... przez puszczę się nie da tamtędy. Drogi są niby ale... to tereny driad i zebraurów.
- Czego kurwa? Znał centaury, ale zebraur?
- Wy nietutejsi to nie znacie, to centaury. Tylko białe w czarne paski. A może czarne w białe?
- Człowieku... mówże bo cierpliwoś zaraz strace! Da się przejechać czy nie!
- Nie da. Bo one strzelają do każdego kto podejdzie bliżej niż 50 metrów do ich części lasu. Nawet do dzieci szyją z łuków.

Kenshin:
Kenshin się zamyślił i to mocno. Driady jak i tutejsze centaury lubią mieć swoją autonomię tak samo jak na Valfden, ale pewnie mają widocznie uraz do ludzi i innych istot, które mogą być z pozoru proste, ale tutaj chodzi przede wszystkim, o mentalność, że stracą coś bliskie im sercu czyli wolność. Ork dobrze to rozumiał.
- Rozumiem. Problemem driad oraz centaurów można się zająć później. Teraz nie mamy na to czasu. Dobrze, że nie staracie się ich wypędzić siłą, bo to by skutkowało jeszcze większymi nieprzyjemnościami z ich strony. Dziękuję za podzielenie się wiadomościami. To jednak wyszło na twoje Kazmir. Ruszamy?
Nie mięli co mitrężyć teraz, bo nie chciał narażać kompanie na atak a wolał to zrobić sam lub z towarzystwem członków konkordatu inaczej po prostu tego, nie widział na tę chwilę.

Kazmir MacBrewmann:
- Dziękujemy. Tak, jedziemy. I pojechali. - Driady zawsze takie są Kenshin?

Kenshin:
Kenshin już wiedział, co prawdopodobnie będzie robił w przyszłości tutaj. Taką przynajmniej ustawił sobie misję na tę wyspę. Na razie mogli jechać dalej ku ruiną, ale i też nadłożą nieco drogi, lecz będzie bezpieczniej skoro ludy lasu, nie życzą sobie towarzystwa innych. Tak zwanych mącicieli pokoju z tego wszystkiego, wyrwało go pytanie krasnoluda. - Oczywiście, że nie. Na Valfden są zdecydowanie spokojniejsze i stosunkowo łagodne, ale nie lubią panoszenia się po ich terenie bez zgody. Całej ich enklawy nie widziałem na oczy, ale są pewne miejsca ogólnodostępne dla każdego na Valfden, o ile niczego nie zniszczysz i będziesz wyrażać się z szacunkiem. Natomiast tutaj sprawy mogą wyglądać inaczej to zależy jaki tutejsi ludzie mają szacunek to lasów i puszcz pod ich panowaniem, bo to zapewne obrona swoich terenów nimi kieruje nic więcej. Odpowiadają na agresję, agresją i nienawiścią na nienawiść do tego ludzie zadufani w sobie zawsze mają rację i z nikim się, nie liczą, ale żeby to potwierdzić trzeba będzie, zapytać władców tej wyspy. Wyjaśnił jak się sprawy mogą mieć z tutejszymi ludami.

Nawaar:
- Zawsze mógłbym założyć ładniejszą koszulę, spodnie i buty a tak to wyglądam na łachmytę. Na chwilę zdębiał, gdy usłyszał imię tego wikinga, który jest teraz pod postacią smoka. - To - wskazał palcem -jest Torstein?! Nie wiem coś ty robił, ale wyglądasz strasznie i fakt chodzący, gadający smok zwraca na siebie większą uwagę niż zwykły mauren. Rzekł to, nie kryjąc zaskoczenia ani zdziwienia, bo rzadko kiedy takie istoty widzi się na żywo aż mu się, przypomniała ostatnia wyprawa pełna mutantów i innych obrzydlistw.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej