Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Braterska pomoc

<< < (62/102) > >>

Kazmir MacBrewmann:
Taak. Destylat sfermentowanego soku z agawy był dobry. Ale Kazmir który bywał na tych wyspach dość często w sprawach "handlowych", wolał rum. Rum bowiem był ukojeniem dla marynarza, a był dobry w tym fachu. Jego Betsy pływała rzadko, ale jak płynęła to ło ja cie. Krasnolud podszedł do grupki z swoim koniem.
- Co tam?

Kenshin:
Kenshin zdziwiony był kiedy krasnolud, wiedział coś co ork, dopiero po rozmowie z Melkiorem. Widocznie plan tego zakładał a on sam, nie został we wszystko wtajemniczony, ale z odpowiedzią poczekał, aż drugi brodacz dojedzie na swym rumaku.
- Tak. Będę potrzebować paru ochotników na wyprawę do ruin. Kawałek drogi to będzie i przyda mi się wsparcie oraz prowiant. Dobrze, by było gdybyście mięli konie to ułatwi podróż albo wóz. Trzeba będzie zabrać też mapę wyspy z fortu, także jest ktoś chętny?
Skoro większość mogła wiedzieć, o co chodzi to nie czuł potrzeby bawić się w szczegóły. Ewentualnie wszystko wyjaśni w trakcie podróży. Ork na pewno będzie rad móc zobaczyć tutejsza puszczę, bo może akurat coś wartego ujrzenia tam będzie a może pozna nowe gatunki roślin i zwierząt, o ile będą chcieli przez nią wszyscy jechać.

Kazmir MacBrewmann:
- Jo chyba wiem o chuj chodzi z tymy ruinami Kenshin... Heh. Dobrze że Meritha tu nima. Pójde po furgon. Powiedział i poszedł, po chwili wracając z furgonem. Swoim. Bo zabrali sprzęt.

Kenshin:
Wszystko układało się bez żadnych strat. Kazmir miał swój własny furgon oraz konia, przez co zaoszczędzili czas oraz grzywny. Dobrze się składało, bo mogli wyruszyć niemal natychmiast, tylko sam musi wziąć swojego konia, który był w stajni.
- Mirzak jak chcesz jechać to wsiadaj. Ja zaraz dołączę tylko, wezmę swego konia.
Zaproponował krasnoludowi, po czym udał się do stajni, bo zapewne tak zaciągnęli jego konia ludzie, gdy walka dobiegła końca, a ork wypoczywał w lazarecie. Pasterz stworzenia wszedł do budynku, a swego konia dojrzał i rozpoznał, po butelkach na krew, które otrzymał od posłańca przed samą bitwą. Dobrze, że wszystko było na swoim miejscu, bo i to zaoszczędziło czas. Czarnoskóry ork zadowolony z kilku rzeczy powoli, wsiadł na wierzchowca, ponieważ jego ciało jeszcze pobolewało i nie zamierzał się, nadwyrężać przynajmniej na razie. Koniec, końców dojechał on do dwóch krasnoludów, mówiąc.
- Rozumiem, że to wszyscy chętni? Kazmir masz mapę wyspy? Jak nie to Mirzak pójdziesz?
Spytał się grzecznie jak to miał w zwyczaju.

Egbert:
-Poczekajcie!- Zawołał Egbert podjeżdżając do zgromadzonych na swojej szkapie. Szybki rzut okiem na fort wystarczył, by najemnik zorientował się że nie ma tam nic ciekawego do roboty. Nawet w grafiku dla wartowników nie było dla niego miejsca, bo ten został już wcześniej dogadany. Gdyby jednak jakieś się znalazło, to i tak nie było to najciekawsze zajęcie. Żarcie też serwowali tu kiepskie, bo mieli niemal wyłącznie to co sami przywieźli. No i dziewczyn też było mało, a te co były chciały spędzać czas tylko z bohaterami ostatniej bitwy. Rudobrody, zamiast siedzieć bezczynnie, wolał już wybrać się z tym starym orkiem i dwoma krasnoludami na jakiś zwiad, patrol, czy po co tam mieli jechać.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej