Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Braterska pomoc
Kenshin:
Ork zawiesił się na chwilę, gdy wysłuchał słowa elfa, który powiedział, że mu lepiej! Jeszcze raz zlustrował go dokładnie.
- Ostatni raz kiedy ciebie widziałem, wyglądałeś inaczej. Byliśmy wtedy na statku, który napadły demony to jest najbardziej zapamiętana, przeze mnie rzecz przez ostatnie lata, potem krótkie przebłyski, które się się powoli klarują.
Znowu się zawiesił na chwilę, bo uderzyło go wspomnienie. Krasnolud już mu o tym mówił, kiedy był na statku płynącym tutaj. Melkior został wskrzeszony! Ale wolał mieć pewność, którą rozwieje właśnie ta rozmowa.
Nawaar:
Nawaar po przypłynięciu do portu również, zszedł na stały ląd. Przysłuchiwał się rozmową, żeby być zaznajomiony w sytuacji oraz, co będą robić dalej na zdałoby się rajskiej wyspie. Walk dalszych nie będzie, lecz może uda mu się zaimponować tutejszym inaczej? A może po prostu znajdzie tutaj zajęcie dla typa z pod ciemnej gwiazdy, kto to mógł wiedzieć. Jedno było pewne, że tutejsi muszą mieć sporo grzywien, bo jaki biedak stawia taki fort. Najbogatsze rodziny zapewne mają kilka wartościowych rzeczy, które będzie można podwędzić.
Melkior Tacticus:
//Czarny ledwo zszedł i już kraść :D
- A no inaczej, a to ciało niezbyt różni się od poprzedniego. Przywiozłem posiłki, zapasy i sprzęt. Jest coś co powinienem wiedzieć? Bo muszę być w Sannau, wezme do stolicy kilka osób.
Kenshin:
Ork mógł śmiało stwierdzić, że ma do czynienia z Melkiorem. Kenshin więcej czasu spędzał natomiast z jego ojcem, ale to dawne czasy były i nie ma go zbyt dużo na wspominki a na pewno, nie w takim miejscu. Jednak teraz można na nowo się zaprzyjaźnić i współpracować a nawet, darzyć radą, o ile ktoś go jeszcze będzie słuchał.
- Kiedyś się na pewno przyzwyczaję.
Uśmiechnął się serdecznie, ale na resztę pytań, nie znał odpowiedzi. Lepiej niech to zrobi Emerick, bo w końcu on tutaj dowodzi razem z Themo, który gdzieś przepadł.
Zaidaan:
- Straty niemal znikome. Dziesięciu ludzi, już zostali należycie pochowani. - odparł na pytanie na temat strat i z powrotem wrócił do tematu margrabiego. - Akurat zdążyliście na egzekucję, Komandorze. Jaszczur już czeka na dziedzińcu. To wszystko.
Zasalutował elfowi i wrócił z powrotem do fortu, gdzie na środku dziedzińca, na kolanach, zakuty w żelazne łańcuchy i ubrany w swój mundur, oczekiwał ghurucki margrabia mając przed sobą pieniek i oparty o niego półtoraręczny miecz z czarnej rudy. Wokół skazańca zebrało się kilkudziesięciu Bękartów, każdy chciał zobaczyć jak głowa wrogiego dowódcy potoczy się po suchej Vrihowskiej ziemi. Chwilę później rozległy się głuche kroki i chrzęst zbroi. Do skazańca zbliżał się Emerick. Stanął tuż obok niego i spojrzał gdzieś przed siebie.
- Jak to mówią... Ten kto wydaje wyrok, powinien go wykonać. A zatem. - zrobił krótką pauzę i spojrzał na jaszczuroczłeka. - Ghurucki Margrabio, Sesotisie.. Skazuję cię na śmierć.
Schylił się po miecz, uniósł go i zakręcił kilka młynków by sprawdzić jak chodzi w ręce, ostrze przecięło kilka razy powietrze. Dwóch Bękartów przytrzymało margrabiego, by nie szamotał się podczas egzekucji. Jaszczurza głowa przyległa do pieńka, a Emerick przyłożył do szyi miecz, by wycelować w odpowiednie miejsce, aby zrobić to jednym cięciem. Uniósł ostrze nad głowę i po chwili napięcia, ciął zamaszyście wykorzystując do tego wszystkie mięśnie ciała i siłę. Miecz napotkał opór, lecz znikomy. Czarna ruda gładko przecięła jaszczurze łuski, przerwała kręgi i odcięła głowę od reszty ciała. Gadzi łeb trysnął juchą i spadł na ziemię plamiąc glebę szkarłatną cieczą. Reszta ciała mimowolnie również przeciążył na jedną stronę i spadła na podłoże.
- Zabierzcie ciało, a głowę odpowiednio przygotujcie i włóżcie do kufra jako prezent dla jej Kapłanki.
Wskazał zakrwawionym ostrzem dwa obiekty i ruszył powoli z powrotem do fortu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej