Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Braterska pomoc

<< < (58/102) > >>

Egbert:
-Stoczyliście już bitwę?- Zapytał starego orka. Szczerze mówiąc, nie wiedział co on tutaj robi. Na pewno nie był członkiem ich kompani. Egbert pamiętał twarze wszystkich Bękartów, nawet jeśli czasem zdarzało mu się zapomnieć imienia któregoś z nowych. Musiał wiedzieć z kim przyjdzie mu walczyć ramię w ramię. Tego orka nie kojarzył. Może to jakiś miejscowy? 

Melkior Tacticus:
- Pozwolę, tak czułem że przyjechałeś tu na wycieczkę... Melkior wyprostował się i zszedł po trapie na nabrzeże. Dojrzał Kenshina. Ork powinien go poznać. Przynajmniej skojarzyć ród. Choćby spoglądając na jego bogato ornamentowany, krwistoczerwony napierśnik z czarnymi wykończeniami. Na piersi wyryty jest czarny smok rodu Tacticus. Na bokach oraz przy łączeniach wytłoczono klasyczne, elfkickie motywy roślinne w postaci wijących się pnączy i delikatnych gałązek. Była to mistrzowska robota.
- Kenshin, witaj. Jak sytuacja? Jak to już po bitwie. Zrobił minę wyrażającą lekki zawód.

Zaidaan:
Gdy już wysłał margrabiego na dziedziniec, dostał informację o fregacie, która przybiła do portu. Zawiedziony musiał na chwilę odłożyć egzekucję i ruszyć do przystani, gdzie widział jak rozmawia ze sobą grupka ludzi. Emerick zasalutował Bękartom i oparł dłoń o szablę.
- No tak, już po bitwie. - wtrącił się słysząc urywek zdania. - Odparliśmy jakieś dwieście jaszczurów, fregaty i galeon. Nawet nie dobiegli pod mury fortu. Wszystko padło na plaży, przy brzegu. Dodatkowo udało nam się złowić wisienkę na torcie. Naszego ghuruckiego margrabiego.
Oznajmił widocznie zadowolony i dumny z objęcia dowództwa nad Bękartami i zwycięstwa nad wrogiem. Wręczył po chwili pismo od Kapłanki do Melkiorowi.
- A to od Wielkiej Kapłanki Ghuruk.

Kenshin:
Zgadza się nawet sam do końca, nie wiedział co tutaj robi. Jednak skoro miał dobre informacje, że brał czynny udział w walkach w ochronie tutejszej ludności, a nawet spisał się, także zapewne znajdzie tutaj dalszy cel swojej podróży.
- Kenshin z Konkordatu Puszczy i Kniei.
Przedstawił się zdziwionemu młodzieńcowi, ale widział w jego oczach zapał. Ten sam, który kiedyś sprowadził go do konkordatu, ale nadal nie zdążył wytłumaczyć wszystkiego, gdy nagle przyszedł ktoś z herbem Tacticusów na zbroi, ba nawet miał podobną manierę mówienia jak ktoś mu znajomy. Jegomość znał nawet imię orka, co nie mogło być przypadkiem, ponieważ niewielu go znało odkąd lata spędził w puszczy.
- Dzień dobry panie. Nie kojarzę Ciebie panie, lecz wydajesz mi się znajomy zwłaszcza ród na torsie. Hrabia Aragorn taki nosił, a po nim jego syn niechaj spoczywają w spokoju.
Zamilknął na chwilę, by oddać część zmarłym, by powrócić do tematu walki.
- Dowodziłem częścią oddziału, z którym tutaj przypłynąłem, broniliśmy plaży wraz z waszymi ludźmi. Udało się obronić przed fregatami i galeonem do tego stopnia, że jaszczuroludzie postawili swoje stopy zaledwie na piasku, nie wkraczając głębiej na teren wyspy. Pomoc nadeszła również od tutejszych w postaci smoczych jeźdźców. Trzeba przyznać, że robili robotę, bo już miałem dać rozkaz odwrotu, bo było ciężko.[/]
Pasterz stworzenia miał przebłyski i jakieś fakty mu się przypominały, ale powoli mu to szło. Wyjaśnił cały przebieg walki oraz najważniejsze rzeczy, których się dowiedział i mógł podzielić ze swoimi, o rzeczach, których zapomniał wspomnieć Emerick.

Melkior Tacticus:
- O. Skomentował bitwę i pojmanie margrabiego. List był ciekawy, były nawet przeprosiny i zapewnienie że podobny list otrzymał Jungangren. Wysłuchał Kenshina, parsknął śmiechem gdy ten powiedział niech spoczywają w pokoju.
- Nie wiem jak ojcu, ale mi już lepiej Kenshin. Powiedział uśmiechając się. - No, myślę że tyle możemy zrobić dla Jej Eminencji, a jakie straty? Emerick, tylko zapakujcie ten łeb jakoś ładnie, i na bogów, chociaż w soli zakonserwujcie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej